Chcesz sprawdzić, czy pracownicy potrafią wspólnie dążyć do celu? Zabierz ich na jacht i pokaż brzeg, do którego mają dopłynąć.
Maciej Fornal zaczął żeglować z ojcem po Mazurach, gdy miał trzy lata. Później przyszła kolej na rejsy morskie. W szkole średniej założył z kuzynem klub żeglarski pod egidą drużyny harcerskiej.
— Kupiliśmy starą drewnianą łajbę i remontowaliśmy ją całą zimę, aby latem organizować dla kolegów ze szkoły kursy żeglarskie i rejsy. Pomagał nam instruktor z komendy hufca. Zaczynaliśmy w dziesięciu, a przed maturą klub liczył ponad stu członków. Zresztą istnieje do dziś — opowiada Maciej Fornal.
Chciał zostać marynarzem, ale w końcu zdecydował się na studiowanie turystyki na Akademii Ekonomicznej w Krakowie. Próbował też sił w biznesie, prowadząc z kolegą miniagencję reklamową. Po trzecim roku studiów pojechał na praktykę do Kanady. Pracował w firmie turystycznej. Organizowała ona dla biznesmenów wyjazdy jachtami motorowymi na oglądanie wielorybów.
— Wtedy pierwszy raz pomyślałem, że wodne wyprawy, połączone ze spotkaniami biznesowymi, można by urządzać również w Polsce — mówi Maciej Fornal.
Na własną rękę
Po powrocie z praktyki dostał pracę w jednej z największych w Polsce firm czarterujących jachty na Mazurach. Zajmował się w niej marketingiem i organizowaniem imprez grupowych. Po trzech latach zdecydował się wykorzystać zdobyte doświadczenia. Namówił do współpracy kilka osób, wyjął z banku oszczędności na mieszkanie i założył własną firmę: Forsail.
— Zaczęliśmy od pośredniczenia w czarterowaniu jachtów w Grecji i Chorwacji. Okazało się, że nie wszyscy, którzy chcą spędzać wakacje na wodzie, potrafią samodzielnie żeglować, więc zarabialiśmy na wynajmowaniu sterników i organizowaniu rejsu — wspomina założyciel Forsail.
Pomysł chwycił. W rejsy egejskie i adriatyckie wyjeżdża z Polski 6-8 tys. osób rocznie, ale i konkurencja jest duża, bo na rynku działa kilka firm wypożyczających jachty za granicą.
Maciej Fornal postanowił więc wdrożyć swój kanadyjski pomysł i wyspecjalizował się w organizowaniu żeglarskich wypraw motywacyjno-integracyjnych dla firm. Głównie na Mazurach albo w Grecji, Chorwacji i na Bałtyku.
Dobry kurs
Prowadzenie firmy po „burzliwym oceanie rynku” i osiąganie przez nią celu nie bardzo się różni od dowodzenia jachtem. Dotarcie do portu przeznaczenia wymaga ścisłej współpracy całej załogi, jej zaangażowania i współodpowiedzialności za wynik końcowy.
— Żeglarstwo jest świetną szkołą charakteru i umiejętności pracy w grupie. Podczas imprez integracyjnych, albo szkoleń w postaci regat pracownicy mają swoje funkcje, przydzielamy im sternika, czyli szefa. Nie muszą mieć żadnych uprawnień żeglarskich. Nawet jeśli nie potrafią żeglować, przechodzą krótki trening, po którym też mają swoje obowiązki w trakcie rejsu — opowiada Maciej Fornal.
Firmy zapraszają na takie wyprawy nie tylko pracowników, ale też klientów i partnerów biznesowych, np. w ramach kampanii marketingowej. Czasami uczestnicy przechodzą „szkołę przetrwania” — śpią na jachtach i wcielają się w prawdziwych żeglarzy. Inni po regatach wracają do hotelu, gdzie czekają na nich dodatkowe szkolenia, konferencje czy prezentacje. Dotąd na trening albo spotkania biznesowe pod żaglami zdecydowało się kilkadziesiąt firm. Dla niektórych to już niemal tradycja i stały element szkoleń pracowniczych.
Nie tylko wakacyjny biznes
Sezon żeglarski w Polsce ledwie się zacznie, a już się kończy. W Grecji czy Chorwacji też nie trwa cały rok. Forsail musi więc szukać sposobów na wykorzystanie reszty czasu. Organizuje m.in. rejsy luksusowymi jachtami na Seszelach czy Karaibach. Firmy traktują je jako nagrodę dla najlepszych pracowników czy najwierniejszych klientów. Koszt takiej wyprawy wynosi nawet kilkanaście tysięcy złotych na jednego uczestnika. Dlatego w zimowej ofercie Forsail ma też tańsze wyjazdy motywacyjne na narty.
— Po tygodniu nauki z instruktorami pracownicy biorą udział w zawodach. Mają się w ten sposób uczyć zdrowej rywalizacji i pracy nad sobą — mówi Maciej Fornal.
Twierdzi, że ma kolejne pomysły, ale nie chce ich na razie ujawniać. Przede wszystkim chce zbudować własną flotę na Mazurach.
— Dotąd nie mieliśmy pieniędzy na własny sprzęt, więc go wypożyczaliśmy. W przyszłym roku kupujemy dziesięć własnych jachtów, docelowo będzie ich kilkadziesiąt — dodaje Maciej Fornal.
