NASA chce jak najszybszego uniezależnienia w tej sprawie od Rosji, z której usług korzysta obecnie, po wycofaniu z operacji własnych promów kosmicznych w 2011 r. Strona rosyjska każdorazowo każe sobie teraz płacić za transport amerykańskich załóg 70 mln USD od osoby.



Po opublikowaniu informacji w serwisie Wall Street Journal notowania producenta samolotów na nowojorskiej giełdzie natychmiast poszybowały w górę.
Sama spółka odmawia na razie oficjalnego komentarza odsyłając
Konkurentem Boeinga w staraniach o ten kontrakt były dwie inne firmy: zarządzana przez Elona Muska SpaceX oraz znany dostawca oprogramowania Sierra Nevada Corporation. Obaj konkurenci dostali mniejsze kontrakty, również związane z obsługą "kosmicznych taksówek".
Według źródeł z Białego Domu, cytowanych przez dziennik WSJ o wyborze Boeinga na głównego dostawcę usługi dla NASA miało zdecydować "najmniejsze ryzyko związane z przedstawioną przez niego ofertą" oraz największe zaawansowanie prac nad potencjalnym statkiem.
Rzeczywiście w Boeingu od kilku lat trwają prace nad projektem CST-100 - załogowego statku kosmicznego, który ma wynosić załogi na tzw. niską orbitę okołoziemską. Firma z Chicago buduje go w ramach ogłoszonego w 2009 r. przez NASA programu Commercial Crew Development.
Zdaniem komentatorów Wall Street Journal Boeing wyrasta na największego beneficjenta programu Commercial Crew Development, którego celem było właśnie dofinansowanie prywatnych podmiotów w budowie statków obsługujących narodowe programy kosmiczne USA. Wartości kontraktu nie ujawniono, ale ma ona wynieść "dziesiątki miliardów dolarów".
Sama spółka odmawia potwierdzenia rewelacji, ale zapowiada "oficjalną informację jeszcze we wrześniu".
