Bogusław B. chce się poddać karze

opublikowano: 05-12-2012, 00:00

Były szef Art-B proponuje dla siebie wyrok więzienia w zawieszeniu i naprawienie 22 proc. szkód

Bogusław B., jeden z najsłynniejszych aferzystów III RP, skazany w 2000 r. w aferze Art-B na dziewięć lat więzienia, nie chce wracać za kratki. Tuż przed startem procesu, w którym oskarżony jest o stworzenie piramidy finansowej i wyłudzenie od około 130 osób 33,5 mln zł, wystąpił do sądu o dobrowolne poddanie się karze. Udział w ujawnionej na łamach „PB” aferze brytyjskiej spółki Digit Serve (DS) wycenił na dwa lata więzienia w zawieszeniu na pięć i zwrot części pieniędzy poszkodowanym — dokładnie 7,5 mln zł.

Piramidalny forex

Wczoraj przed Sądem Okręgowym w Warszawie odbyła się pierwsza rozprawa. Przedstawiciel prokuratury poprosił o czas na odniesienie się do wniosku Bogusława B., podobnie jak pełnomocnicy części klientów DS, będących oskarżycielami posiłkowymi. Ci ostatni sugerowali też konieczność doprecyzowania terminu, w którym były szef Art-B miałby zwrócić 7,5 mln zł. — Pan B. wielokrotnie zapewniał, że odda nasze pieniądze, jednak żadnej z tych obietnic nie dotrzymał. Termin zwrotu powinien być więc jak najkrótszy, żeby znowu nie mógł grać na czas — mówi jeden z poszkodowanych przez DS. Tak on, jak i pozostali pokrzywdzeni, deklarowali, że w momencie inwestycji nie wiedzieli, iż założycielem i de facto szefem DS był były szef Art-B. Brytyjska spółka od grudnia 2005 r. do sierpnia 2007 r. mamiła klientów wizją bardzo wysokich zysków (nawet 52 proc. rocznie) z rynku forex, a w rzeczywistości nie dokonywała żadnych inwestycji, będąc piramidą finansową.

Śledczy jak żółwie

O tym, że Bogusław B. to kandydat na „polskiego Madoffa”, „PB”, na podstawie wyciągów bankowych DS napisał już w sierpniu 2009 r. Wypłaty „zysków” dla klientów, którzy zainwestowali wcześniej, pochodziły głównie z wpłat tych, którzy decydowali się na inwestycję później. Choć prokuratura dysponowała taką wiedzą, akt oskarżenia powstał dopiero na początku 2012 r. Także dlatego, że przez kilka miesięcy od wydania postanowień o przedstawieniu zarzutów śledczy nie zdołali skutecznie wezwać podejrzanych. Taki sam zarzut jak B. (przed sądem zadeklarował, że żyje z oszczędności, doradzając czasami jako „konsultant” poza granicami kraju) mają jeszcze: Marek J., były prezes DS, i Maciej G., były prezes powiązanej z DS spółki Ceng Polska, a na początku lat 90. dyrektor departamentu w Art-B. Sprawa Marka J. jest zawieszona ze względu na „niemożność ujęcia podejrzanego”, a Maciej G. zasiada na ławie oskarżonych z Bogusławem B.

Wyrok na święta?

Dla obu nie będzie to pierwszy proces karny. B. w 2000 r. skazany został na 9 lat więzienia za zagarnięcie 424 mln zł (dzięki tzw. oscylatorowi), wręczenie sześciu łapówek, kradzież mienia za 113 mln zł, złożenie nieprawdziwego oświadczenia i działanie na szkodę Art-B. A Maciej G. w 2010 r. dostał rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata za pomoc w kradzieży z włamaniem do internetowych kont bankowych. Kolejna rozprawa odbędzie się 20 grudnia, wówczas prokurator odczyta akt oskarżenia. Sędzia Mariusz Iwaszko zasugerował, że jeśli prokurator i oskarżyciele posiłkowi zgodzą się na doprecyzowany wniosek Bogusława B., w tym terminie będzie można ogłosić jego wyrok, a sprawę Macieja G. wyłączyć do odrębnego prowadzenia (G. powiedział, że czuje się niewinny i wykluczył dobrowolne poddanie się karze).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Bogusław B. chce się poddać karze