Boją się nowej daniny

Marcin BołtrykMarcin Bołtryk
opublikowano: 2016-02-17 22:00

Branżowe organizacje straszą, że jeśli podatek od sprzedaży detalicznej będą płaciły salony samochodowe i części motoryzacyjnych, to wzrosną ceny aut

Z rządowego projektu wynika, że nowy podatek obejmie sprzedaż aut i części dla nabywców indywidualnych. Będą go zatem płaciły dealerstwa i punkty serwisowe. Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego (PZPM) i Związek Dealerów Samochodowych (ZDS) apelują do rządu o wyłączenie branży motoryzacyjnej z zapisów ustawy o sprzedaży detalicznej. Wskazują, że samochody są już obciążone podatkiem akcyzowym, sprzedaż pojazdów po wprowadzeniu podatku spadnie, a straty budżetu państwa mogą przewyższyć spodziewane wpływy.

— Będzie to kolejny podatek płacony przez branżę. Auta są już objęte akcyzą — 3,1 lub 18, 6 proc. oraz VAT — 23 proc. — a zaproponowana przez rząd kwota wolna od nowego podatku jest znikoma. Obciążenie branży kolejnym podatkiem wpłynie też negatywnie na nastroje inwestycyjne, co spowoduje wstrzymanie decyzji o umieszczeniu w Polsce nowych przedsięwzięć motoryzacyjnych — twierdzi Jakub Faryś, prezes PZPM.

A Marek Konieczny, prezes ZDS, dodaje, że udział polskiego kapitału w sektorze dealerskim przekracza 97 proc. — To zwykle małe i średnie rodzinne przedsiębiorstwa, zatrudniające średnio 40 osób, płacące podatki i wpływające na powstawanie kolejnych inwestycji w ich lokalnych społecznościach. Firmy te ponoszą bardzo wysokie wydatki inwestycyjne związane z utworzeniem i prowadzeniem dealerstwa, a zyski nie są transferowane za granicę. W mojej ocenie nowa danina może podnieść cenę sprzedawanych pojazdów — uważa Marek Konieczny. Sprzeciw przedstawicieli organizacji budzą także inne planowane przepisy.

— Rozumiemy wyłącznie fiskalny cel nowej daniny. Ale dla branży motoryzacyjnej dużym zagrożeniem są wprowadzone w projekcie definicje sieci handlowej i franczyzodawcy. Nasza branża z zadowoleniem przyjęła natomiast wprowadzenie definicji sprzedaży detalicznej, którą nie jest „świadczenie usług, także wtedy, gdy w ramach świadczenia usługi następuje zbycie towarów” — mówi Alfred Franke, prezes Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych (SDCM).

Obawia się jednak, że warsztaty będą musiały prowadzić odrębną ewidencję sprzedaży „w ramach świadczenia usługi” i pozostałej. Może dojść do paradoksu, gdy np. te same opony albo olej silnikowy nie będą objęte podatkiem w razie ich montażu lub uzupełnienia w warsztacie, a trzeba będzie odprowadzić podatek, jeśli klient je kupi w warsztacie, ale założy lub uzupełni później.

— W ostatnich kilkunastu latach wzrosła w Polsce liczba warsztatów zrzeszonych w tzw. sieciach warsztatowych, jest ich już prawie cztery tysiące. Podstawową funkcją sieci jest zapewnienie małym przedsiębiorcom wsparcia z zakresu know-how, w tym dostępu do nowoczesnego wyposażenia warsztatowego, np. sprzętu diagnostycznego, co przekłada się na jakość usług, które z kolei bezpośrednio wpływają na bezpieczeństwo na drogach. Oceniamy, że sieci warsztatowe będą spełniały definicję „sieci handlowej” w rozumieniu projektu ustawy. Objęcie ich podatkiem od sprzedaży detalicznej spowoduje likwidację tego rodzaju wsparcia dla małych i średnich warsztatów, co znacznie pogorszy pozycję konkurencyjną takich rodzinnych przedsiębiorstw — uważa Alfred Franke.

Od kilkunastu lat sprzedaż nowych samochodów w Polsce jest stosunkowo mała i wynosi około 300 tys. rocznie. Chociaż ostatnie dwa lata przyniosły lekkie odbicie i w 2015 r. zarejestrowano u nas 354 975 nowych samochodów, to np. w Czechach, które mają nieco ponad 10 mln mieszkańców, było to 230 857 aut.