Drenaż mózgów jest nie tylko kłopotem na polskim rynku pracy. Z tym problemem zmagają się też Niemcy.
Rząd w Berlinie szacuje, że w 2013 r. na niemieckim rynku pracy zabraknie aż 330 tys. absolwentów wyższych uczelni. Z kolei Niemiecka Izba Przemysłu i Handlu (DIHK) informuje, że już teraz brakuje za Odrą ponad 400 tys. wykwalifikowanych pracowników. A według Instytutu Ekonomii w Kolonii (IW), w 2007 r. w Niemczech nie było obsadzonych około 70 tys. stanowisk inżynierów — o 44 proc. więcej niż rok wcześniej.
Jaki jest główny powód niedoborów kadrowych u naszych zachodnich sąsiadów? Okazuje się, że najzdolniejsi wybierają życie i pracę w Szwajcarii, USA i Austrii. Najczęściej są to młodzi, żonaci, ale bezdzietni mężczyźni, przedstawiciele elity umysłowej.
W 2007 r. na emigrację zarobkową zdecydowało się 165 tys. Niemców — wynika z sondażu szwajcarskiego instytutu Prognos. To prawie o 50 proc. więcej niż sześć lat wcześniej. Specjalistów i menedżerów do wyjazdów skłaniają większe możliwości rozwoju zawodowego za granicą. Aż 68 proc. ankietowanych chce w ten sposób zwiększyć swoje zarobki. Ponad jedna trzecia zwróciła zaś uwagę na obciążenia podatkowe w Republice Federalnej Niemiec.
Jeśli nie uda się zatrzymać odpływu rodzimych talentów, to niemiecka gospodarka znajdzie się w opałach — ostrzegają tamtejsi specjaliści. Chyba że Berlin zachęci do przyjazdu większą liczbę cudzoziemców. Obcokrajowcy z zaproszenia chętnie skorzystają, bo wynagrodzenia w Niemczech są ciągle relatywnie wysokie. Przypomnijmy jednak, że nasi zachodni sąsiedzi wciąż nie otworzyli w pełni swojego rynku pracy dla osób z tzw. nowych krajów Unii.