Brexit oznacza gigantyczne zapasy

Brytyjczycy zrobią w UE ekstrazakupy za 40 mld GBP, a gros ich dostawców to Polacy. Ci na razie nie widzą jednak wzmożonych zamówień.

Zapasy żywności, leków i części dla przemysłu, m.in. motoryzacyjnego, za ponad 40 mld GBP mają zrobić Brytyjczycy, przerażeni wizją tzw. twardego brexitu, czyli wyjścia z UE bez wynegocjowania dalszego swobodnego przepływu towarów i usług (brexit ma się rozpocząć 29 marca 2019 r.). O sprawie doniósł „Financial Times” („FT”), powołując się na wyliczenia think tanku The Centre for Economics and Business Research (CEBR). O tym, że to nie tylko dywagacje ekspertów, świadczy wypowiedź prezesa koncernu Mondelez z poprzedniego tygodnia, który wprost zadeklarował, że w obawie przez brakiem porozumienia gromadzi zapasy surowców, półproduktów, czekolady i ciastek.

Dziennikarze „FT” podkreślają, że brytyjskie spółki są zaniepokojone wizją ograniczeń w handlu, a dzięki niskim stopom procentowym są skłonne zainwestować w większe zapasy. O podobnych przygotowania napisało wiele brytyjskich gazet, przypominając m.in., że Brytyjczycy importują 40-50 proc. żywności, głównie z Unii Europejskiej. Dziennikarze prześmiewczo i całkiem poważnie polecają, co należy zgromadzić.

Jeśli Wielka Brytania rzeczywiście miałaby robić tak ogromne zapasy, jednym z beneficjentów powinna być Polska, to przecież nasz drugi partner handlowy, jeśli chodzi o produkty rolno-spożywcze. W zeszłym roku kupił od nas żywność za 2 mld EUR.

— Obecnie nie odczuwamy wzmożonych zakupów ze strony brytyjskich odbiorców. Być może jest jeszcze za wcześnie, a być może — przynajmniej w przypadku mięsa i przetworów — decydujące jest to, dla jakich produktów w pierwszej kolejności zostanie znalezione miejsce w mroźniach, których przecież nagle nie przybędzie — mówi Piotr Kulikowski, szef Indykpolu.

O poruszeniu nie słychać też w przypadku producentów ryb w puszkach czy innych konserw.

— Być może przyjdzie jeszcze czas na zapasy, ale spodziewam się tego raczej w przypadku suchych, sypkich produktów. Na razie widzimy, że poszczególne części branży spożywczej są naprawdę spanikowane. Mają przygotowane szczegółowe analizy i potencjalne scenariusze rozwoju sytuacji po brexicie: co i ile zdrożeje czy też jak wykorzystywaćpółprodukty i składniki, które zostają po produkcji mlecznej czy zwierzęcej, a dziś trafiają na eksport — twierdzi jeden z zarządzających z branży.

Powołując się na CEBR „FT” podkreśla, że to nie żywność, lecz surowce chemiczne oraz części do przemysłów motoryzacyjnego i lotniczego powinny być wartościowo największą częścią przewidywanych gigantycznych zapasów. Tu Polska może mieć coś do powiedzenia. Wielka Brytania jest trzecim rynkiem eksportowym części motoryzacyjnych z naszego kraju — według Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych (SDCM), w 2016 r. sprzedaliśmy je tam za 641 mln EUR, a w 2017 r. o 8 proc. więcej.

— Beneficjentem potencjalnie rosnącego zainteresowania brytyjskich klientów mogą być przede wszystkim duzi europejscy producenci, których poddostawcami są firmy z Polski. My nie widzimy wzmożonego popytu z Wielkiej Brytanii, co może wynikać m.in. z tego, że nie mamy tam zbyt wielu odbiorców. Rozumiem, że w niepewnej sytuacji odbiorcy na Wyspach zechcą podnieść stany magazynowe. To wiąże się jednak z zamrożeniem ogromnych pieniędzy, a na to mało kogo stać. Duży dystrybutor musi mieć około 300 tys. różnych części motoryzacyjnych, których wartość to około 50 mln EUR. Ponieważ taki stan magazynowy wystarcza na około trzy miesiące, zwiększenie zapasów tylko o jeden miesiąc, oznacza konieczność wydania dodatkowych kilkunastu milionów euro. To dość ryzykowne działanie — uważa Bogumił Papierniok, wiceprezes firmy Moto-Profil, która specjalizuje się w dystrybucji części samochodowych.

Alfred Franke, prezes SDCM, przyznaje, że łańcuch dostaw i kooperacji w motoryzacji jest długi i skomplikowany, a producent części motoryzacyjnych z Polski może czasem nie zdawać sobie sprawy, że jego produkt finalnie trafia do Wielkiej Brytanii.

— Jeśli brexit będzie twardy, mogą wystąpić bardzo poważne kłopoty. Na razie jednak nie widać żadnych poważniejszych ruchów wyprzedających. Powód jest prosty: większość towarów jest zużywanych na bieżąco, w ciągu tygodni, robienie teraz zapasów byłoby więc bez sensu, i to z kilku powodów. Po pierwsze — zapas wystarczyłby na trzy tygodnie, może na miesiąc, co i tak nie rozwiązałoby problemu, po drugie — byłoby to nieopłacalne dla odbiorcy, a po trzecie — wymagałoby zaangażowania dodatkowych powierzchni magazynowych — twierdzi Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska, Bartłomiej Mayer

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Brexit oznacza gigantyczne zapasy