
Fot. ARC
Na przekroczenie magicznej bariery 500 km/h seryjnym samochodem (homologowanym do jazdy drogowej) ostrzyło sobie zęby kilku producentów, ale jako pierwszy zrobił to amerykański supersamochód. Model Tuatara ze stajni Shelby SuperCars. Niedawno – na początku października pod Las Vegas. Rekord prędkości seryjnego auta przekracza odtąd 508 km/h. Tym samym to aktualnie najszybsze auto produkcyjne na świecie. W Bugatti musieli się zezłościć, gdyż Amerykanie nie tylko pobili rekord Bugatti Chirona z 2019 r. (490,5 km/h), lecz jako pierwsi dołączyli do klubu 500+. Bolało tym bardziej, że w Bugatti przyzwyczaili się do pokonywania – jako pierwsi – magicznych barier: Bugatti Veyron był pierwszym seryjnym autem jadącym szybciej niż 400 km/h (w 2005 r.). Tymczasem poprzeczkę zawieszoną o 100 km/h wyżej pierwsi przeskoczyli Amerykanie, a w kolejce do pokonania tej bariery stoi Koenigsegg, który już od dłuższego czasu zapowiada wjechanie do klubu 500+ modelem Jesko Absolut. Choć wszytko wskazuje na to, że Jesko dołączy do elity szybciej niż Bugatti, francuska marka nie złożyła jeszcze broni.

Wirtualne monstrum

Bugatti właśnie pokazuje światu nowy najszybszy samochód – Bugatti Bolide. Najbardziej spektakularny pojazd tej marki. Bolide jest torowym potworem dysponującym mocą 1850 KM i maksymalnym momentem obrotowym o takiej samej wartości. Sprint do setki w 2,17 s., a do 200 km/h – w 4,36 s. 300 km/h ma się pojawić w niespełna 7,4 s. po starcie, a upragnione 500 km/h po nieco ponad 20,1 s. Tak spektakularne osiągi zapewnia zmodyfikowana flagowa jednostka Bugatti, czyli ośmiolitrowy silnik W16 z czterema turbinami. Szkielet auta wykonano z włókien węglowych i stopów tytanu klasy lotniczej, dzięki czemu udało się obniżyć masę Bolide do zaledwie 1240 kg (Chiron waży prawie dwie tony). Obserwując projekt Bolide, można wysnuć dwa wnioski. Pierwszy: to maszyna raczej tylko torowa. Inżynierowie puścili wodze fantazji i stworzyli oszałamiający pojazd, który nie jest skrępowany wymaganiami dla aut homologowanych do jazdy po ulicach. Co nie zmienia tego, że osiągi zwalają z nóg. Choćby absolutnie rekordowy stosunek mocy do masy. 1491 KM na tonę, co oznacza, że jeden mechaniczny koń musi się uporać z niespełna 0,7 kg auta. Szacunek budzą też dane dotyczące rozwiązań aerodynamicznych zastosowanych w Bolide. Przy 320 km/h przedni spojler wytwarza 800 kg docisku, a gigantyczne tylne skrzydło aż 1,8 tony. Jeśli do tego dodać zmienną – w zależności od prędkości – geometrię dachu i przytoczone wyżej osiągi, wyjdzie nam auto o brutalności armatniej kuli i jednocześnie zgrabne jak tancerka. Bugatti ustami swojego szefa Stephana Winkelmanna twierdzi, że to najbardziej ekstremalny koncept w historii marki. Cztery koła, silnik, skrzynia biegów. Jedyny luksus to dwa fotele. Producent zapewnia, że Pętlę Północną na Nurburgringu Bolide zalicza w 5:23.1 minuty (przed Lamborghini Aventardor i tuż za Porsche 919 Hybrid EVO). Dokładniej: zaliczy. Bowiem te dane (podobnie jak osiągi) to tylko estymacje i szacunki. Z domieszką marzeń i pobożnych życzeń.

Łabędzi śpiew

I oto dochodzimy do wniosku drugiego. Bolide na razie istnieje tylko w wirtualnym świecie. Co więcej, nie wiadomo, czy w ogóle trafi do produkcji seryjnej i podejmie wyzwanie przekroczenia bariery 500 km/h. Rzecznik Bugatti powiedział, że obecnie nie może podać żadnych szczegółów dotyczących próby pobicia rekordu prędkości. Bugatti Bolide pojawia się w krytycznym momencie dla 111-letniej francuskiej marki. Spółka, do której należy Bugatti (Volkswagen Group), prowadzi ostatnio intensywne dyskusje na temat sprzedaży Bugatti Rimac Automobili chorwackiemu start-upowi z… elektrycznymi supersamochodami.Niedawno Bugatti z powodu pandemii wstrzymało plany budowy drugiego supersamochodu. Mimo to Stephan Winkelmann powiedział Bloombergowi, że marka i tak wypracuje rekordowe przychody w 2020 r., bo ponad 70 proc. samochodów, które mają powstać w 2021 r., zostało już sprzedanych. Szefowie firmy jeszcze nie zdecydowali, czy Bolide kiedykolwiek trafi do produkcji seryjnej.– Przedstawiamy naszą interpretację współczesnego samochodu torowego Bugatti entuzjastom marki na świecie. Po raz pierwszy pokazujemy, do czego naprawdę jest zdolny silnik W16 – powiedział Stephan Winkelmann. Nawet jeśli Bolide nigdy nie zostanie wyprodukowany, jest – jak na koncept przystało – pokazem siły. Być może część rozwiązań znajdzie zastosowanie w przyszłych modelach. Równie dobrze Bolide może być jednak łabędzim śpiewem silników spalinowych w tego typu pojazdach. Wydanym na chwilę przed tym, jak Bugatti trafi w ręce specjalistów od supersamochodów, ale na prąd.

