Bytom pomoże Vistuli. Mimo wszystko

Kamil Kosiński
18-04-2018, 22:00

Sprzedaż garniturów kuleje. Vistula od niej odchodzi. Chce natomiast przejąć spółkę, która cały czas obstawia tylko ten segment rynku. W tym szaleństwie może być jednak metoda na przetrwanie na zmieniającym się rynku

Od kwietnia 2018 r. kurs akcji odzieżowego Próchnika nie ma już żadnego wpływu na wartość indeksu WIG. Jedyny wciąż notowany reprezentant piątki, która w 1991 r. rozpoczęła historię warszawskiej giełdy złożył wniosek o otwarcie postępowania restrukturyzacyjnego. W efekcie giełda wykluczyła spółkę ze wskaźnika szerokiego rynku.

SPOJRZĄ NA NAS INACZEJ:
Wyświetl galerię [1/3]

SPOJRZĄ NA NAS INACZEJ:

Według Grzegorza Pilcha, prezesa Vistuala Group, połknięcie Bytomia to szansa na stworzenie podmiotu o kapitalizacji mogącej stanowić atrakcyjny cel inwestycyjny dla długoterminowych inwestorów instytucjonalnych, krajowych i zagranicznych. Fot. Marek Wiśniewski

Próchnik to jedna z trzech spółek giełdowych działających w sektorze męskiej odzieży wizytowej. Pozostałe to Vistula Group i Bytom, które w kwietniu 2017 r. rozpoczęły rozmowy o połączeniu. Uzgodniony we wrześniu plan zakładał, że każda akcja Bytomia zostanie wymieniona na 0,82 akcji Vistuli. Tuż przed złożeniem wniosku restrukturyzacyjnego przez Próchnik parytet ten spadł do 0,72. Trudno się dziwić. Zysk netto Bytomia topnieje.

Vistula natomiast drugi rok z rzędu odnotowała rekordową w swojej historii sprzedaż i zyski. Należy jednak pamiętać, że spółka to jednak nie tylko garnitury i ich pochodne. Największy udział w sprzedaży ma jubilerska marka W.Kruk. Przypada na nią 39 proc. przychodów, 54 proc. zysku operacyjnego i aż 60 proc. zysku netto. Dopiero reszta składa się na biznes odzieżowy, którego Vistula — jako marka — jest największą częścią. O ile jednak w koszulowej Wólczance widać wzrost sprzedaży przekraczający dynamikę spółki ogółem, to sprzedaż marki Vistula wzrosła w 2017 r. o symboliczny punkt procentowy ponad dynamikę wzrostu spółki. A i to nie za sprawą odzieży wizytowej.

„Dynamiczny wzrost oferty casualowej marki Vistula, który w IV kwartale ubiegłego roku stanowił już prawie połowę sprzedaży tej marki, potwierdza nasze wysokie kompetencje w tym obszarze i stałe dążenie do pozyskiwania nowych klientów ceniących mniej formalny styl” — napisał Grzegorz Pilch, prezes Vistuli Group, w komentarzu do raportu rocznego za 2017 r.

Garnitury doszły do ściany

Różnica między odzieżą codzienną (casualową) a wizytową jest płynna. Jak bowiem sklasyfikować samą marynarkę? Niewątpliwie jednak sprzedawanych przez Vistulę dżinsów czy niektórych kurtek i płaszczy nijak nie da się zaliczyć do odzieży wizytowej. Z udostępnianych niepełnych informacji można natomiast wyliczyć, że najbardziej elegancka linia Lantier, nie tylko, że ma coraz mniejszy udział w sprzedaży, ale też w drugiej połowie 2017 r. kurczyła się w liczbach bezwzględnych. Tylko w czwartym kwartale 2017 r. jej sprzedaż mogła spaść o ponad 20 mln zł w stosunku do czwartego kwartału 2016 r.

Czy zatem dla akcjonariuszy Vistuli fuzja z Bytomiem ma w ogóle sens? Bytom dużo bardziej od Vistuli jest uzależniony od odzieży wizytowej, co — jak pokazują jego wyniki, niuanse sprawozdań Vistuli, o sytuacji Próchnika wspominając tylko z kronikarskiego obowiązku — nie napawa optymizmem.

I niewiele zmieniają w tej kwestii wstępne wyniki pierwszego kwartału 2018 r. Bytom podał, że sprzedaż i marże wzrosły.

— Wyniki czwartego kwartału 2017 r. i wstępne wyniki za pierwszy kwartał są w Bytomiu dobre. Ale zgadzam się, że trendy się zmieniają i coraz mniej mężczyzn chodzi do pracy w garniturze — ocenia Piotr Bogusz, analityk mBanku.

Wchłonięcie Bytomia przez Vistulę oznaczałoby więc, że Vistula zwiększyłaby skalę działalności w segmencie, w którym sama ma problem.

— Moim zdaniem, fuzja ma sens. Obie spółki są głównymi graczami na rynku męskiej odzieży formalnej, dla klientów są markami pierwszego i drugiego wyboru. Konkurują ze sobą cenowo i w wyniku fuzji będą mogły zaprzestać tych działań. Można szacować, że korzyści z połączenia przełożą się na kilkuprocentowy wzrost marży brutto w odzieżowej części powiększonej Vistuli — uważa Tomasz Sokołowski, analityk Banku Zachodniego WBK.

UOKiK przedłużył badanie wpływu potencjalnej fuzji na rynek, ale nie musi to oznaczać, że nie wyda na nią zgody. Może mieć np. problem z określeniem pozycji rynkowej spółek (a zwłaszcza Vistuli) na poszczególnych rynkach. Czy rynek koszul i garniturów to jeden rynek, czy dwa różne?

Internet wymusza zmianę

Dużo ciekawsze jest jednak zachowanie kursu Vistuli. Akcjonariat spółki jest na tyle rozproszony, że plany zarządu wcale nie muszą się ziścić. Tym bardziej że transakcja wymaga większości trzech czwartych głosów na walnym zgromadzeniu, a Vistula jest notowana z premią nawet w stosunku do nowego parytetu wymiany akcji. Innymi słowy, jej akcjonariusze wcale nie palą się do połknięcia Bytomia.

— Gdyby znacząca większość akcjonariuszy finansowych wierzyła w tę fuzję, to kurs akcji obu spółek powinien się dostosować. Wydaje mi się, że do fuzji powinni być bardziej zdeterminowani akcjonariusze Bytomia niż Vistuli — komentuje Sylwia Jaśkiewicz, analityczka DM Banku Ochrony Środowiska.

Podkreśla, że połączenie uważa za korzystne również z perspektywy Vistuli, która mogłaby co prawda próbować osiągnąć ten sam efekt, który przyniesie wchłonięcie Bytomia, przez rozwój marginalnej damskiej marki Deni Cler. W tej ostatniej na razie brak jej jednak sukcesów.

— Pod presją e-handlu rynek detaliczny będzie szybko się zmieniał. Internet będzie wywierał coraz większą presję na marże, więc mniejsi detaliści muszą się łączyć, by sprostać tej presji. Po połączeniu obie spółki zwiększą skalę i tym samym mogą zyskać na kosztach zakupów w części odzieżowej. Vistula ma jeszcze potencjał wzrostu, ale jest on ograniczony. W wyniku fuzji mogą pojawić się synergie. Marka Deni Cler wyszła nad kreskę. Generalnie tkwi jednak w marazmie, a spółka pracuje nad tym konceptem już wiele lat — tłumaczy Sylwia Jaśkiewicz.

Piotr Bogusz dodaje, że również biznes jubilerski będący koniem pociągowym Vistuli zyskałby na zwiększeniu skali działalności odzieżowej. Mimo że nie jest ona tak dochodowa, to ma istotną zaletę.

— Perspektywy biznesu jubilerskiego są dobre, ale trzeba brać pod uwagę jego dużą kapitałochłonność. Z tego punktu widzenia wynikające z fuzji zwiększenie skali biznesu odzieżowego, w którym konwersja gotówki jest szybsza, jest atrakcyjne dla Vistuli — mówi Piotr Bogusz. © Ⓟ

3 mln zł Tak była wartość akcji Bytomia, jakie 11 i 13 kwietnia sprzedał Michał Wójcik, prezes spółki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Bytom pomoże Vistuli. Mimo wszystko