CCC podało Gino Rossi obiad

Kamil Kosiński
opublikowano: 18-09-2018, 22:00

Obuwniczy potentat puszcza oko do zamożniejszych klientów. Przy okazji wspiera kulejącego konkurenta

Dzień inwestora indywidualnego organizowany 19 wrzesnia przez CCC będzie z pewnością jednym z bardziej udanych. Ci, którzy dotrą do Polkowic własnym transportem lub autobusami z Warszawy i Wrocławia, podstawionymi przez CCC, będą mogli osobiście zapytać zarząd o kontrakt z Gino Rossi. 18 września 2018 r. obuwniczy potentat podpisał ze słupską spółką umowę o współpracy, która może trwać 15 lat. Kurs Gino Rossi wzrósł w reakcji na te doniesienia o 80 proc.

— Dla Gino Rossi to nawet nie kroplówka, ale stały posiłek. Dla CCC — dostęp do marki bez brania na siebie ryzyka wynikającego z problemów Gino Rossi — komentuje Łukasz Wachełko, analityk Wood&Company.

Problemy Gino Rossi to ujemne przepływy pieniężne i straty na poziomie netto, operacyjnym oraz EBITDA. Kurs spółki jest w trendzie spadkowym od marca 2015 r. Od kwietnia 2018 r. jest już poniżej 1 zł, co niewątpliwie ułatwiło olbrzymi wzrost po informacji o aliansie z CCC.

Kolejny segment rynku

Formalnie umowa jest trzyletnia, ale jeśli CCC jej nie wypowie, po upływie pierwotnego okresu przedłuża się czterokrotnie o kolejne trzyletnie tury. Clou umowy sprowadza się do tego, że buty i inne wyroby Gino Rossi będą sprzedawane przez CCC w sklepach i Internecie w 22 krajach Europy i Rosji, a od połowy 2019 r. również w Dubaju i innych regionach Bliskiego Wschodu. W latach 2019-2020 CCC zobowiązało się kupić 300 tys. par butów lub innych wyrobów Gino Rossi. Strony umowy chcą jednak, by ta ilość wzrosła do 500 tys. rocznie. Gino Rossi szacuje, że w 2019 r. osiągnie w wyniku umowy 15-18 mln zł przychodów, a w latach 2019-2020 — 36- -40 mln zł.

Dlaczego CCC weszło w taki alians?

— Docierają do nas głosy, że przydałoby się nam coś, co będzie pozycjonowane wyżej od tego, co obecnie mamy w sklepach — wyjaśnia Bartłomiej Piekarski, menedżer ds. relacji inwestorskich CCC. — Za niewielkie pieniądze CCC może skorzystać z marki, która ma silną pozycję w Polsce i całkiem nieźle sprzedaje się na rynkach zagranicznych przez eobuwie.pl — mówi Łukasz Wachełko.

Zróżnicowane kolekcje

Kontrakt zakłada, że CCC zapewni pełne wykorzystanie mocy produkcyjnych zakładów Gino Rossi w Słupsku i Elblągu. Ale CCC uzyskało też licencję i zgodę na dalsze udzielenie sublicencji znaków towarowych Gino Rossi w celu produkcji towarów w innych fabrykach.

— Może się okazać, że nasze moce produkcyjne są za małe. Gdyby CCC produkowało pod naszym logo, to będzie nam płacić za jego wykorzystanie — precyzuje Tomasz Malicki, prezes Gino Rossi.

— Towar na Polskę i Czechy będziemy zamawiać w Gino Rossi. Ale oni tyle nie produkują, ile możemy sprzedać we wszystkich krajach, w których działamy — mówi wprost Bartłomiej Piekarski.

CCC ma ponad 1,1 tys. sklepów. W samej Polsce ponad 460. Produkty Gino Rossi trafią do około 200. To i tak dużo więcej niż około 90 własnych butików Gino Rossi. Prezes słupskiej spółki zapewnia jednak, ze nie dojdzie do kanibalizacji sieci sprzedaży.

— Wiele światowych marek tak działa. Adidas, Puma, New Balance mają dwie różne kolekcje — tańszą i droższą. I w umowie z CCC też mamy zapis, że kolekcje sprzedawane u nich i w naszych własnych sklepach będą różne — twierdzi Tomasz Malicki. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / CCC podało Gino Rossi obiad