Cedrob bierze się za kaczki

Gigant planuje wielkie inwestycje. Do kurczaków, których produkcję podwoi, i odbudowy pogłowia trzody chlewnej dołoży ubojnię gęsi i kaczek

Drobiarski lider z Ciechanowa przekonuje, że jesteśmy w stanie być w ścisłej czołówce eksportu wieprzowiny i ograniczyć import surowca z Danii czy Niemiec. Właśnie stawia pierwsze fermy w ramach programu Gobarto 500, w którym przejęte przez niego Gobarto (dawniej PKM Duda) organizuje u rolników proces hodowli trzody, a potem zabezpiecza proces uboju, pakowania, mrożenia czy transportowania.

Gdy wejdziemy na dalszy etap realizacji naszych programów rozwoju pogłowia trzody chlewnej i kaczek, rozważymy projekt dotyczący wołowiny — mówi Andrzej Goździkowski, prezes Cedrobu, w którego pęczniejącym drobiarsko-wieprzowym portfelu wołowiny jeszcze nie ma.
Zobacz więcej

DO KOMPLETU:

Gdy wejdziemy na dalszy etap realizacji naszych programów rozwoju pogłowia trzody chlewnej i kaczek, rozważymy projekt dotyczący wołowiny — mówi Andrzej Goździkowski, prezes Cedrobu, w którego pęczniejącym drobiarsko-wieprzowym portfelu wołowiny jeszcze nie ma. Fot. GK

— Rozdrobnione polskie rolnictwo nie jest w stanie konkurować jak równy z równym z dużymi, wyspecjalizowanymi gospodarstwami duńskimi czy niemieckimi. Dla rolnika zainwestowanie w odpowiedni materiał genetyczny, czyli dobrą lochę, to wydatek rzędu 10-15 tys. zł, a więc dość dużo. Do tego dochodzi konieczność odpowiedniego wyposażenia ferm, zabezpieczeń przed ASF, a na koniec zapewnienia rynków zbytu, co jest dość skomplikowanym procesem. Wzięliśmy to na siebie. Dziś Polska importuje 5-6 mln warchlaków rocznie. My natomiast planujemy, że dzięki naszej inicjatywie za 15 lat Cedrob będzie mógł ubijać ok. 3 mln sztuk trzody rocznie [dziś to ok. 900 tys. sztuk — red.] — zapowiada Andrzej Goździkowski, prezes zarządu Cedrobu.

Zastrzega, że długoletnia perspektywa wymaga przekonania rolników i miejscowych włodarzy do popierania takich inwestycji.

— Wiele mówi się o rozwoju polskiego eksportu spożywczego. Jeśli rzeczywiście chcemy go rozwijać, to musimy mieć z czego— skoncentrowanie w jednym miejscu produkcji od pola do stołu ma tu kolosalne znacznie. To kwestia m.in. możliwości pełnej kontroli nad jakością surowca, ale też dopracowania wszystkiego od strony technologii, np. podawania paszy odpowiedniej jakości w odpowiednich ilościach — dodaje Andrzej Goździkowski.

Po sezonie

Po Gobarto 500 w przyszłym roku ruszyć ma kolejny tego typu program, roboczo nazwany Kaczką 300. Będzie to oznaczać debiut Cedrobu na rynku kaczego mięsa.

— Tu też chcemy razem z rolnikami budować hodowle i w oparciu o nie prowadzić ubój kaczek. Mamy już hodowców gęsi, którzy chcą działać również poza sezonem, a ze względu na ASF boją się wejść w sektor wieprzowy. Kaczki będą dla nich naturalnym wyborem. Polska produkuje rocznie około 70 tys. ton mięsa z kaczki, a my chcemy dołożyć do tego drugie 70 tys. ton w perspektywie 5–7 lat — mówi szef Cedrobu.

Zapowiada, że w związku z tym w środku Polski stanie największa w Europie rzeźnia kaczek i gęsi. Cedrob patrzy życzliwie na Kutno, w którym jest już obecny, choć nie bezpośrednio: znajdujący się w sanacji Exdrob produkuje tu na jego zlecenie.

— Jeśli będzie taka możliwość, to kupimy aktywa spółki i moglibyśmy tu postawić nowy zakład — dodaje Andrzej Goździkowski.

Afrykański zakład

Najważniejszym biznesem Cedrobu pozostają jednak kurczaki i to ma się nie zmienić.

— Na tym wyrośliśmy i widzimy jeszcze dużą przestrzeń do wzrostu. W tym roku ubijemy ok. 200 mln kurcząt. Te wyniki planujemy w ciągu dekady podwoić. Kończymy właśnie warte 500 mln zł inwestycje, m.in. w wytwórnię pasz, nowoczesną rzeźnię oraz zakład utylizacyjny, przetwarzający na mączkę odpady pozostające po uboju. Rozpoczynamy kolejne projekty — kupujemy ziemię, instalujemy media i przygotowujemy się do zwiększania produkcji — twierdzi prezes Cedrobu.

Podaje, że spółka w ciągu najbliższych pięciu lat wyda ok. 500 mln zł na budowę zakładów ubojowych i wytwórnie pasz.

— Do tego inwestujemy w kolejne biura handlowe — mamy je już w Niemczech, Hiszpanii i na Węgrzech, rozważamy Dubaj i Afrykę Północną. W tej ostatniej pojawiają się też możliwości produkcji na miejscu, nad czym się zastanawiamy. Na razie to jednak etap rozpoznawania terenu wokół Maroka i Algierii — zaznacza Andrzej Goździkowski.

Dziś około 65 proc. produkcji grupa sprzedaje w kraju. Jej tegoroczne przychody mają przekroczyć 7 mld zł, a zatrudnienie sięgnie 7 tys. osób. W zeszłym roku, jak podaje prezes, obroty spółki przekroczyły 5 mld zł przy zysku netto na poziomie 170 mln zł.

— Bez akwizycji jesteśmy w stanie utrzymać dynamikę wzrostu przychodów na poziomie 10-15 proc. rocznie. Zyski reinwestujemy, a brakujące fundusze na inwestycje pozyskujemy z banków i nie potrzebujemy inwestorów finansowych. Spokojnie jesteśmy w stanie zrealizować przejęcie za 300-500 mln zł — mówi prezes Cedrobu.

Przyznaje, że giełda jest jedną z opcji, ale nie w celu pozyskania pieniędzy.

— Cedrob kontrolowany jest przez 10 udziałowców — hodowców, którzy tworzą firmę od lat. Czujemy nadchodzącą zmianę pokoleniową i dorastamy do pewnych decyzji, a interes spółki jest tutaj kluczowy. Uczę się giełdy. Cedrob może wybrać debiut na parkiecie, ale w perspektywie pięciu lat nic się tu nie wydarzy — zastrzega Andrzej Goździkowski. © Ⓟ

100-150 mln zł Na tyle szacowane są wydatki na nową, planowaną ubojnię Cedrobu.

OKIEM EKSPERTA - Jakub Olipra, ekonomista Credit Agricole

Azja i Afryka albo nisze

Dane z początku roku wskazują na 10-proc. wzrost produkcji drobiu w Polsce. Biorąc pod uwagę nasycenie rynku wewnętrznego, eksport jest główną siłą napędową tego wzrostu. Polski drób jest ok. 30 proc. tańszy niż średnia unijna i cały czas utrzymujemy przewagę konkurencyjną. Strategie oparte na niskich kosztach będą się jednak z czasem wyczerpywać. Choć szansą jest rosnący popyt na mięso drobiowe w krajach azjatyckich i afrykańskich, Unia Europejska pozostaje dominującym odbiorcą naszego drobiu i to się raczej nie zmieni. Stwarza to potrzebę budowania coraz większej wartości dodanej w sprzedaży. To jednak dotyczy kurcząt. W niszowych segmentach, jak kaczki i gęsi, czyli w mięsie z segmentu premium, nie ma tego problemu, choć skala produkcji jest niewielka. Wraz ze wzrostem zamożności polskiego społeczeństwa mają one jednak szansę na dynamiczny wzrost.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Cedrob bierze się za kaczki