Centromor, do którego należy około 17 proc. akcji Porty Holding (około 22 proc. głosów na WZA), nie chce upadłości Porty Holding. Z takim wnioskiem wystąpił zarząd spółki.
— Prowadziliśmy negocjacje z bankami, by przeprowadzić postępowanie układowe. Stocznia Szczecińska ma bowiem duży majątek i mogłaby nadal prowadzić działalność. Zależy nam na pozostawieniu w Porcie Holding części produkcji stoczniowej — budowy chemikaliowców. Takie rozwiązanie pozwoliłoby na utrzymanie zatrudnienia i zabezpieczało interesy wierzycieli — uważa Ryszard Ferworn, prezes Centromoru.
Ma nadzieję, że rozmowy będą kontynuowane. Szacuje również, że z powodu bankructwa Porty Holding Centromor będzie musiał utworzyć rezerwy i zastawić lub sprzedać 20-30 proc. majątku.
Problemem dla Porty Holding i Centromoru jest także aresztowanie byłych menedżerów stoczniowych i akcjonariuszy Grupy Przemysłowej. Do niej bowiem należy zarówno Porta Holding jak i Centromor. Co ciekawe, na kilka dni przed zatrzymaniem Krzysztof Piotrowski, jeden z menedżerów GP został członkiem zarządu Centromoru. Ryszard Ferworn nie ukrywa, że jego aresztowanie przysparza spółce sporo problemów. Centromor nie uniknął także kłopotów spowodowanych współpracą z sektorem stoczniowym. Podobnie jak inne spółki z tej branży również nie może liczyć na wsparcie banków w prowadzeniu działalności. Ryszard Ferworn szacuje, że spółka miesięczne potrzebuje 3-5 mln zł bankowych gwarancji na prowadzone transakcje. Banki żądają jednak dziesięciokrotnych zabezpieczeń na majątku firmy.