Sejm rozpatrzy w piątek wniosek o wotum zaufania dla ministra skarbu. Ale to i tak tylko krzyk rozpaczy.
Wniosek o odwołanie Wojciecha Jasińskiego leży w Sejmie od początku czerwca. Zgłosili go posłowie opozycyjnej Platformy Obywatelskiej. Z kilku powodów. Zdaniem wnioskodawców, minister Jasiński w sposób skandaliczny i niedopuszczalny prowadzi politykę kadrową w spółkach z udziałem skarbu państwa (PZU, PGNiG, CF Cefarm). Dowodem jest powołanie przez (byłego) premiera Marcinkiewicza specjalnego zespołu, który miał nadzorować zmiany kadrowe. Minister wstrzymał też prywatyzację — osiągnięte przychody stanowią ułamek kwot zapisanych w budżecie. Kolejny zarzut dotyczy drenażu spółek z pieniędzy poprzez wysokie dywidendy, co ogranicza ich możliwości rozwojowe.
— Zarzuty jeszcze się spotęgowały. Ministerstwo skarbu niewiele robi w zakresie reprywatyzacji, a to, co się dzieje z nominacjami w spółkach skarbu państwa, woła o pomstę do nieba. Takiego TKM nie było w całej historii — mówi Aleksander Grad, wiceprzewodniczący komisji (PO).
Pod dokumentem podpisało się 82 posłów PO, choć zabrakło wśród nich liderów: Jana Rokity i Donalda Tuska. Wśród wnioskodawców nie ma też parlamentarzystów innych ugrupowań. Dlaczego?
— Nie było takiej potrzeby. Już wtedy przedstawiciele SLD i PSL powiedzieli nam, że poprą nasz wniosek — wyjaśnia poseł Grad.
Ostatecznie Sejm nie zajął się wnioskiem, bo zmieniał się rząd (premiera Marcinkiewicza zastąpił Jarosław Kaczyński) i głosowanie było bezprzedmiotowe — minister Jasiński był w stanie dymisji. Platforma złożyła kolejny wniosek 20 lipca. Wczoraj po wakacyjnej przerwie dokument opiniowała sejmowa Komisja Skarbu Państwa.
PiS z koalicjantami ma piętnastu członków, a PO wraz z PSL i SLD tylko 12. Jeszcze w trakcie posiedzenia poseł Marek Suski (PiS) sprawdzał, czy koalicjanci dysponują odpowiednią liczbą szabel. Wynik był po ich myśli — za negatywną opinią w sprawie wniosku opowiedziało się 13 posłów. Poparło go 7. Debata i głosowanie w sprawie wotum ma odbyć się w piątek. Opozycja nie ma złudzeń.
— Nie ma co liczyć na niesubordynację koalicjantów PiS przed wyborami samorządowymi. Nasz wniosek to krzyk rozpaczy — podsumowuje Aleksander Grad.