Chińska ekspansja na polskim rynku nabiera tempa. Udział Chin w imporcie ogółem zwiększył się z 14,3 proc. w 2024 r. do 15,5 proc. w 2025. Jest to istotna zmiana, gdyż roczne korekty udziałów dla pojedynczego kraju rzadko przekraczają 0,5 pkt proc. W tym samym czasie udział kluczowych partnerów zachodnich uległ obniżeniu: Niemiec o 0,3, Włoch, USA i Korei Południowej o 0,2, a Francji o 0,1 pkt proc. Trwa więc reorientacja popytu zagranicznego z kierunków zachodnich na wschodni. Uzależnienie od dostaw chińskich rośnie mimo coraz głośniejszych deklaracji o potrzebie dywersyfikacji i osłabiania relacji handlowych z państwami spoza bloku sojuszniczego. Politycy jedno, gospodarka drugie. Na razie derisking to tylko jedna wielka narracja polityczna.
Jest to bezpośrednia konsekwencja przekierowania chińskiego eksportu z rynku amerykańskiego na europejski. Chińscy eksporterzy zostali sparaliżowani istotnym wzrostem amerykańskich ceł, więc szybko znaleźli inne rynki zbytu dla swoich towarów. Wszystko za cenę coraz gorszych wyników finansowych w sektorze przetwórczym, za cenę inwolucji – wyniszczającej konkurencji, która uderza w bilanse firm i gospodarstw domowych. Jak długo taki model eksportu się utrzyma? Trudno powiedzieć. Na razie fakty są takie, że chińskie macki sięgają coraz głębiej na polskim i europejskim rynku.
Spośród blisko 100 kategorii towarowych już w 49 przypadkach udział Chin w imporcie przekracza próg 10 proc. W praktyce oznacza to, że Państwo Środka posiada znaczący wpływ na blisko połowę kategorii polskiego importu, co rzutuje na suwerenność technologiczną krajowego przemysłu. Na przykład udział Chin w imporcie elektroniki i sprzętu elektrycznego wynosi 38,4 proc., a w imporcie maszyn i urządzeń przemysłowych 23,2 proc. Jednocześnie Chiny zwiększają obecność w sektorach strategicznych: w przemyśle lotniczym ich udział wzrósł o 7,4 pkt proc., do poziomu 14 proc., a w surowcach chemicznych o 7,1 pkt proc., do 21,8 proc.
Przy czym fundamentem uzależnienia polskiej bazy przemysłowej pozostają dwie kategorie surowcowe. W segmencie chemikaliów nieorganicznych udział Chin wynosi już 16,4 proc. Jest to kategoria o znaczeniu strategicznym obejmująca metale rzadkie, krzem oraz związki litu, niezbędne dla polskich inwestycji w sektor bateryjny i magazynowanie energii. Jeszcze wyższe uzależnienie występuje w obszarze metali nieszlachetnych i cermetali (tytan, magnez, kobalt), gdzie udział osiągnął poziom 20,7 proc. A zatem co piąty kilogram tych strategicznych komponentów pochodzi z Państwa Środka.
Ekspansja ta nie ogranicza się tylko do sektora przemysłowego, ale powoli uderza też bezpośrednio w branżę e-commerce. Chiny coraz mocniej dominują w towarach stanowiących trzon sprzedaży przez internet. W sektorze zabawek i artykułów sportowych udział Chin wynosi aż 53,1 proc., w kategorii mebli, oświetlenia i pościeli 43,6 proc., a w gotowych artykułach włókienniczych blisko 41 proc. I coraz rzadziej pośrednikiem są polskie platformy takie jak Allegro, a coraz częściej chińskie Temu czy AliExpress.
Na ten moment obraz jest więc taki, że Chiny dalej penetrują polski (i generalnie europejski) rynek, a nam brakuje spójnej strategii przeciwdziałania temu zjawisku. UE wciąż nie wypracowała mocnej agendy, która chroniłaby rodzimy przemysł i handel przed ekspansją zza Wielkiego Muru.
