Permanentna niestabilność kadrowa na poziomie rady nadzorczej i zarządu stały się mało chlubnym znakiem rozpoznawczym Telewizji Polskiej. Ostatnie starcia między walczącymi o władzę grupami tylko potwierdziły smutną diagnozę: telewizja publiczna nie jest w stanie poradzić sobie z problemami wewnętrznymi, a co dopiero z ambitnymi zadaniami, które leżą w zakresie jej misji.
Cierpi nie tylko wizerunek TVP, karuzela zmian na stanowiskach odczuwalna jest również dla telewizyjnego budżetu. Co gorsza — dopóki telewizja publiczna będzie przypominała oblężoną twierdzę, w której wszystko poświęcone jest obronie stanu posiadania konkretnej ekipy, dopóty nie rozpocznie realizacji sztandarowego obecnie projektu. Chodzi o budowę Narodowej Platformy Cyfrowej, gwarantującej Polakom bezpłatny dostęp do podstawowych kanałów telewizyjnych w cyfrowej jakości.
Sytuacja robi się coraz bardziej dramatyczna. Bez uruchomienia przez TVP takiej platformy, za kilka lat pokaźny odsetek gospodarstw domowych w Polsce pozostanie bez telewizji! Oczywiście ten, kogo stać, będzie mógł korzystać z usług oferowanych przez platformy komercyjne. Wiadomo jednak, że nie są to usługi tanie, a w związku z tym pozostaną nieosiągalne dla wielu rodzin. O potrzebie cyfryzacji od dawna mówią zgodnie i politycy, i przedstawiciele TVP. Niestety, na razie na takich zapewnieniach wszystko się kończy.