Według Gérarda Bourlanda dyrektora ds. działalności energetycznej w Veolii cyfryzacja będzie wisienką na torcie.

— Zanim do niej dojdziemy, musimy przygotować wszystkie niższe poziomy — doprowadzić do porządku sieci, oprzyrządowanie i sprzęt, infrastrukturę pomiarową — tłumaczył Gérard Bourland.
Podkreślił, że w Warszawie, Łodzi i Poznaniu przygotowanie tych wszystkich elementów, czyli wymiana sprzętu i przystosowanie go do zainstalowania zdalnych urządzeń, zajęło firmie od 3 do 5 lat.
— Działaliśmy krok po kroku. Dopiero skończyliśmy i teraz mamy tak naprawdę całościowy obraz sieci. Znamy takie szczegóły jak średnice rur i miejsca ich ułożenia, a to wszystko jest potrzebne. Być może gdybyśmy mieli do czynienia z nową infrastrukturą, to od razu moglibyśmy przejść do cyfryzacji, jednak w większości przypadków w branży mamy do czynienia ze starymi, istniejącymi od wielu lat instalacjami. Żeby pójść w stronę cyfryzacji, aby zwiększyć wydajność trzeba wykonać te wszystkie wcześniejsze etapy. Nie zaczynajmy więc od góry, tylko od fundamentów — podkreślał Gérard Bourland.
Przypominał także, że każda firma potrzebuje globalnej strategii.
— Już na początku wiedzieliśmy co będziemy robili, kiedy i gdzie. W Warszawie mamy 1700 podstacji, nie skończyliśmy ich jeszcze wyposażać, ale skończyliśmy te najważniejsze. Zimą musimy prowadzić działalność, dlatego staramy się wszystkie te prace wykonywać poza sezonem grzewczym — mówił przedstawiciel Veolii.
Takie zmiany wymagają podniesienia kwalifikacji pracowników, których należy szkolić.
— Jeśli nie wytłumaczymy ludziom co ma wynikać ze zmian i jak mają przebiegać, być może że osiągniemy jedynie połowę możliwych korzyści. To samo dotyczy naszych podwykonawców. Korzystamy z usług około 2 tys. dostawców. Aż 85 proc. z nich to Polacy. Musimy ich przekonać do naszych działań, wszyscy powinniśmy iść w tym samym kierunku. A to jest proces czasochłonny i dopiero po jego zakończeniu możemy czerpać pełne korzyści — przekonywał Gérard Bourland.
Akcentował też, że cele, które firma chce osiągnąć powinny zostać wyraźnie ustalone na początku. W przypadku Veolii takimi celami było zmniejszenie strat cieplnych, redukcja emisji zanieczyszczeń i ograniczenie zużycia paliwa.
— Mówiąc o cyfryzacji w naszej branży musimy inteligentnie przejść przez ten proces, więc moje przesłanie jest takie — nie wierzmy, że w sześć miesięcy można przejść z tradycyjnego systemu pracy na cyfrowy. To jest niemożliwe — podsumował Gérard Bourland.
Nowe bloki
Dyrektor Jarosław Dybowski z PKN Orlen zgodził sie z przedstawicielem Veolii, że digitalizację trzeba planować i wprowadzać zaczynając od podstaw.
— My jesteśmy w tej szczęśliwej sytuacji, że posiadamy nowe jednostki produkcyjne. Wybudowaliśmy jeden blok gazowy, a w tej chwili oddajemy do użytku następny, w Płocku. One od początku były budowane jako nowoczesne obiekty w pełni opomiarowane, ponieważ aby zbierać dane, które pozwolą na dalsze analizy, trzeba mieć odpowiednią liczbę punktów pomiarowych — mówił Jarosław Dybowski.
Według niego łatwiej wprowadzić digitalizację na poziomie odbiorców, i pod tym względem jesteśmy w Polsce bardziej zaawansowani. Jednak jeżeli mówimy o wytwarzaniu czy przesyle, to trzeba zacząć od podstaw. I dlatego polska energetyka potrzebuje na to trochę czasu. Jarosław Dybowski zwrócił uwagę, że bloki energetyczne, które się w Polsce buduje, takie jak Opole czy Jaworzno, maja już zupełnie inne opomiarowanie i inną automatykę niż jednostki stworzone przed laty. Dlatego w przypadku nowych bloków przeskakujemy pewien etap, zaś w pozostałych jednostkach oprzyrządowanie jest wymieniane stopniowo w miarę ich modernizacji.
Kamil Kamiński, wiceprezes Tauronu Polska, patrzy na problem przez pryzmat oczekiwań klienta. A grupa ta liczy 5,5 mln odbiorców. Chodzi o usługi serwisowe i doradztwo.
— Jeśli mamy grupy zintegrowane pionowo, a tak jest w przypadku grup energetycznych, to unowocześnienia powinno się zaczynać od podstaw. W naszym przypadku to kopalnia Bogdanka — podkreślał Mirosław Kowalik, prezes Enei. Enea ma jeden z najnowocześniejszych w kraju bloków węglowych — Kozienice. Jest zautomatyzowany ma wysoką sprawności oraz możliwość włączania i wyłączania z sieci. To pozwala na łatwiejszą obsługę i uzyskiwanie większej liczby informacji, niezbędnych do podejmowania decyzji, ułatwiających bieżącą i długofalową diagnostykę. Również inne źródła wytwarzania, łącznie z OZE powinny być zautomatyzowane. — Najwięcej do zrobienia jest w przypadku sieci i dostaw energii do klienta. Dużo ostatnio mówimy o smart home, ale do tego potrzebna jest bardzo
głęboka modernizacja. Po to, by mieć narzędzia, które będą odbierały dane i je przetwarzały. Bez nich nie będziemy mogli dotrzeć do klienta z odpowiednią ofertą i obsługą — wyjaśniał Kamil Kamiński. Enea już w tym kierunku działa. Potrafimy automatycznie działać przy pewnych awariach sieci. Nie ma konieczności, żeby ekipy wyjeżdżały w teren, bo potrafimy automatycznie wydzielić uszkodzony odcinek i zrobić obejścia w czasie rzeczywistym — mówił Mirosław Kowalik.
Ucieczka do przodu
Digitalizacja może prowadzić do powstania nowych linii biznesowych. Chodzi o internet rzeczy.
— Tutaj jako firma mamy pewien dylemat. Z jednej chcemy sprzedawać klientowi jak najwięcej energii, z drugiej natomiast wyposażamy go w inteligentne narzędzia, które dają mu warianty optymalnego, czyli jak najtańszego, jej wykorzystania. Chodzi bowiem o to, aby był zadowolony i nie zmieniał dostawcy.
Grzegorz Należyty z Siemensa zwracał uwagę, że digitalizacja jest tak bardzo ważna ponieważ daje szansę ucieczki do przodu.
— Jeśli popatrzymy na 20 największych firm energetycznych w Europie, to 14 z nich przynosi straty. Firmy przez wiele lat definiowały swój biznes przez systemy wsparcia, a te maja to do siebie, że albo się zmieniają albo znikają — tłumaczył Grzegorz Należyty.
Roman Szwed, prezes Atende zwrócił uwagę na sprawę liczników.
— Energa ma ich około 800 tys., a Tauron około 300 tys. Odbiorców są miliony a Polska się zobowiązała, że w 2020 r. opomiarowanie punktów odbiorczych będzie wynosiło 80 proc. Jednak to nie tylko liczniki, trzeba rozbudowywać sieci, bez względu czy prąd będzie pochodził z OZE, węgla czy atomu — podkreślał Roman Szwed.
Jarosław Dybowski z PKN Orlen zwracał uwagę, że ilość danych spływających z sieci jest ogromna, i dlatego należy się zastanowić jak je wykorzystać teraz i w przyszłości. Podkreślał, że niezwykle ważne jest wybranie tych informacji, które mają dzisiaj wartość, a także typowanie tych, które obecnie tylko zbieramy, a w przyszłości mogą być wykorzystane do wykonywania analiz historycznych.
Uczestnicy dyskusji zgodnie przyznali, że co prawda nie ma jeszcze spółki energetycznej, która mogłaby się pochwalić efektami digitalizacji w całym łańcuchu swojej działalności, jednak transformacja energetyki staje się faktem i tego nie zatrzymamy. Coraz powszechniejsza będzie energetyka rozproszona, klastry energetyczne i stworzenie modelu sprawnego działania w takiej rzeczywistości jest wyzwaniem, przed którym stoją dzisiaj firmy energetyczne.