Czipy z uczelni. Politechnika Warszawska celuje w półprzewodniki

Dorota ZawiślińskaDorota Zawiślińska
opublikowano: 2026-02-19 15:00

CEZAMAT Politechniki Warszawskiej chce produkować czipy na potrzeby wojska i administracji. Ma laboratoria i technologię. Potrzebuje pieniędzy na zakup linii produkcyjnych. Rozmawia o tym z rządem.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

— o czym rozmawiają władze Politechniki Warszawskiej z rządem

— jakie innowacyjne rozwiązania dla wojska opracowuje polska uczelnia i kiedy będą gotowe

— czy polskie centrum B+R może przetrwać bez dotacji

— dlaczego współpraca nauki z biznesem w Polsce wciąż kuleje

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

W Polsce współpraca nauki z biznesem wciąż kuleje. Na tym tle wyróżnia się Politechnika Warszawska (PW). Wiele nowatorskich projektów wspólnie z przemysłem opracowuje jej interdyscyplinarna jednostka badawczo-rozwojowa — Centrum Zaawansowanych Materiałów i Technologii CEZAMAT PW. Jej infrastruktura badawcza jest warta 1,5 mld zł.

— Chcemy, by CEZAMAT był miejscem produkcji czipów na potrzeby państwa. Możemy wytwarzać półprzewodniki we w pełni kontrolowanych warunkach. Politechnika Warszawska jest przygotowana na takie wyzwanie. Zabiegamy, by rząd zdecydował się na odbudowę mikroelektroniki w Polsce. Kraj, który awansował do grona 20 największych gospodarek świata, powinien mieć własną produkcję czipów — mówi PB prof. Adam Woźniak, prorektor ds. rozwoju PW.

Bezpieczne układy scalone w przemyśle obronnym

Jego zdaniem produkcja CEZAMAT-u na poziomie 1-10 mln czipów rocznie w pełni zabezpieczyłaby potrzeby Polski w zakresie bezpiecznych układów scalonych stosowanych w rozwijającym się przemyśle obronnym, w strukturach wojskowych i administracji państwowej.

— O bezpieczeństwo systemów i urządzeń elektronicznych trzeba zadbać w dwóch zupełnie niezależnych sferach: oprogramowania i sprzętowej. Powszechnie uwaga skupia się na zapewnieniu cyberbezpieczeństwa na poziomie oprogramowania, a to jest niewystarczające. Nieautoryzowany dostęp do systemu może nastąpić przez ukryte w czipach tzw. backdoory. Jedynym sposobem zapewnienia całkowitego bezpieczeństwa jest umożliwienie projektowania układów scalonych i ich produkowania w Polsce we w pełni kontrolowanych warunkach — podkreśla prof. Adam Woźniak.

Bezpieczne układy scalone mogą mieć zastosowanie w różnych dziedzinach życia.

— Powinno nam zależeć na tym, by dowody osobiste Polaków miały polskie czipy, budowane u nas elektrownie atomowe mogły być sterowane za pomocą polskich układów, a szyfratory i deszyfratory używane w komunikacji tajnej miały odpowiednie zabezpieczenia produkowane w naszym kraju. Osobną sprawą jest zapewnienie bezpiecznych czipów na potrzeby rozwijającego się przemysłu obronnego — podkreśla prof. Adam Woźniak.

Uczelnia prowadzi rozmowy z trzema ministerstwami

Władze uczelni rozmawiają o możliwości uruchomienia produkcji czipów z przedstawicielami kilku resortów: nauki i szkolnictwa wyższego, cyfryzacji oraz rozwoju i technologii.

— Mam nadzieję, że nasza inicjatywa spotka się z zainteresowaniem rządu — mówi prof. Adam Woźniak.

CEZAMAT dysponuje laboratoriami o łącznej powierzchni 20 tys. m kw. Większość stanowią clean roomy, czyli pomieszczenia o najwyższej czystości, do których można wprowadzić linie technologiczne przeznaczone do produkcji czipów.

— Potrzebujemy funduszy na zakup ich wyposażenia w specjalistyczne urządzenia i linie produkcyjne. Wiedzę w zakresie projektowania czipów już posiadamy — zapewnia prorektor ds. rozwoju PW.

Produkcją czipów w Polsce są zainteresowani również partnerzy przemysłowi CEZAMAT-u. Są wśród nich działająca w branży fotonicznej spółka VIGO Photonics, a także spółki z sektora elektroniki: ChipCraft, XTPL i Airbus Defence & Space PZL.

Wspólnie z partnerami przemysłowymi CEZAMAT rozwija już projekty dla wojska. Jest liderem konsorcjum, w skład którego wchodzą należąca do Polskiej Grupy Zbrojeniowej spółka PCO, producent systemów optycznych, i Wojskowy Instytut Techniki Pancernej i Samochodowej. Projekt, na który Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) przyznało dofinansowanie w wysokości 8,8 mln zł, dotyczy noktowizorów stosowanych przez żołnierzy na polu walki. Celem jest powiększenie w nich kąta obserwacji.

— Planujemy, by projekt był gotowy za dwa lata. Nasi partnerzy działają w sektorze obronnym, liczymy więc na seryjną produkcję demonstratorów opracowanej przez nas technologii — mówi prof. Adam Woźniak.

CEZAMAT dostał też 8,5 mln zł dofinansowania z NCBR na inny projekt dla wojska, którego celem jest zwiększenie głębi pola widzenia w noktowizorach. Zrealizuje go wspólnie ze spółką AZA-Tech i Wojskowym Instytutem Techniki Inżynieryjnej im. profesora Józefa Kosackiego.

— Żołnierze obserwujący i strzelający nie będą musieli regulować gogli noktowizyjnych tak jak lornetek. Dzięki naszemu rozwiązaniu będą wyraźnie widzieli obraz znajdujący się zarówno blisko, jak też w oddali. Przedsięwzięcie będzie gotowe do wdrożenia również za dwa lata. Jeżeli nasza technologia przyjmie się w wojsku, wówczas będzie można ruszyć z jej produkcją na szersza skalę, co oczywiście zależy od potrzeb Ministerstwa Obrony Narodowej — mówi prof. Adam Woźniak.

Polskie innowacje wspierają obronność kraju

W obu projektach CEZAMAT wykorzysta posiadane technologie fotoniczne i optoelektroniczne.

— Potwierdzają one, że w Polsce jest możliwe prowadzenie zaawansowanych prac badawczo-rozwojowych, których wyniki wspierają zdolności obronne kraju — podkreśla prof. Adam Woźniak.

CEZAMAT czeka na decyzje dotyczące kolejnych wniosków o dofinansowanie NCBR. Dotyczą one ponad 40 projektów dla wojska. Dotacje na innowacje obronne agencja rozdziela z ogłoszonego dwa lata temu programu Perun. Poprzednie szefostwo NCBR zaplanowało budżet programu w perspektywie dziesięcioletniej na poziomie 3 mld zł. Problem w tym, że nie zabezpieczyło tej kwoty, dlatego granty są rozdzielane przez obecne władze agencji z dużym poślizgiem.

Bez dofinansowania ani rusz

CEZAMAT korzysta nie tylko z dotacji rozdzielanych przez krajowe instytucje, ale również przez Komisję Europejską, w tym m.in. z programu Horyzont Europa. Obecnie rozwija projekty z dofinansowaniem na łączną kwotę 200 mln zł. Czy CEZAMAT miałby szansę się utrzymać i rozwijać projekty, gdyby nie miał dostępu do grantów?

— Gdyby został odcięty od dotacji, to nie przetrwałby. Miałby natomiast szansę się utrzymać, gdyby został wyposażony w linię produkcyjną czipów, stając się mikrofabryką na skalę krajową — mówi prof. Adam Woźniak.

Podkreśla, że świat naukowy żyje z grantów. Bez nich żadna uczelnia by nie przetrwała. Subwencja dla uczelni wystarcza tylko na wynagrodzenie pracowników i utrzymanie infrastruktury, natomiast nie pokrywa rozwoju nauki. Przyznaje, że częstym problemem dla wielu uczelni jest to, że polskie firmy wolą kupować gotowe rozwiązania, nie chcąc ponosić ryzyka technologicznego.

— Naukowcy PW nie prowadzą badań na półkę. Większość zrealizowanych projektów kończy się powstaniem konkretnych produktów, które mają zastosowanie w wielu ważnych dziedzinach, w tym m.in. w medycynie i przemyśle lotniczym — podkreśla prof. Adam Woźniak.

Jego zdaniem potrzebne są mechanizmy promujące naukowców, którzy zajmują się opracowaniem technologii gotowych do komercjalizacji.

— Uczelniana kadra jest oceniana tylko za osiągnięcia naukowe i dydaktyczne, natomiast powinien istnieć także mechanizm nagradzania za działania związane z transferem innowacji. Uczelniom brakuje zachęt do zwiększania podaży technologii gotowych do komercjalizacji, a przedsiębiorcom prawnego i finansowego wsparcia, by stworzyć popyt na nie — podkreśla prof. Adam Woźniak.

Problem dotyczy również start-upów, które powstają przy uczelniach i posiadają zaawansowane technologie.

— Kiedy otrzymują duży kontrakt, nie mają zabezpieczenia finansowego. Niezbędne są więc rozwiązania prawne i ekonomiczne. Rolę gwaranta w przypadku start-upów mógłby pełnić Bank Gospodarstwa Krajowego — konkluduje prorektor ds. rozwoju PW.

Możesz zainteresować się również: