Cztery rumaki apokalipsy

opublikowano: 27-01-2012, 00:00

Masz styl? Kup zabytkowe auto. Boisz się starej motoryzacji? Kup nowe zabytkowe auto. Od niedawna to możliwe. Wystarczy kupić nowego Saaba 9-5. Jednego z czterech ostatnich w Europie.

We współczesnym świecie nie ma miejsca na indywidualność. Wiadomo, globalizacja. Jeśli nie jesteś w stanie przekonać do siebie milionów, wylądujesz w ciemnej mogile, obok Saaba. I nieważne, co sobą reprezentujesz.

Musztarda po obiedzie

Tej zimy nie ma śniegu. Tamtej był. Rok temu w iście skandynawskiej aurze sprawdzałem, co ma do zaproponowania najmłodsze dziecko cudem ocalonej przed bankructwem (wtedy) marki Saab — model 9-5. Wówczas przed Saabem jaśniała nowa nadzieja, tylko zimno było. Dziś — w styczniu 2012 r. — jest, co prawda, ciepło, ale nadzieja Saaba zgasła.

Zgasł i sam Saab. Ogłosił upadłość. I co? I zwyczajnie mi głupio. Zwlekałem z przelaniem wrażeń na papier, aż Saab odszedł. To trochę jakby nie pójść na ostatni koncert lubianego zespołu. Zawiodłem. Głównie siebie. Jaki jest więc sens pisania tego tekstu? Pokazywania zalet i wad modelu już nieprodukowanego? Otóż można jeszcze 9-5 kupić. Będzie trudno i pewnie drogo, bo na 10 europejskich rynkach zostały 4 (słownie: cztery) sztuki tego modelu. Pytanie, czy warto ryzykować? Wyzwanie spore. Ot, pierwsze z brzegu — brak gwaranta.

Przyjmijmy na chwilę, że Saab nie ogłosił upadłości. Że produkuje. Słowem, przenieśmy się rok wstecz. Czyli w czas, kiedy ten tekst powinien się pojawić. Co bym napisał o nowym Saabie 9-5?

Zacząłbym od wytłumaczenia. Że największe Saaby zawsze miały ciężkie życie. Że w zasadzie nigdy nie były sobą, że aspirując do miana luksusowych, bazowały na podzespołach pospolitych aut. Pod tym względem 9-5 nie jest inny. Też bazuje. Ale sęk nie w tym, że bazuje, tylko w tym, jak to robi.

Chichot losu

Od początku. Gdyby Saab nie upadł, napisałbym, że nowy 9-5 — mimo licznych zapożyczeń — jest wyjątkowy. I pod tym względem to Saab z krwi i kości. Odwołałbym się do burzliwej przeszłości największych modeli (czytaj: limuzyn) od Saaba. Pewnie wspomniałbym, że jeden z poprzedników dzisiejszego 9-5 — model 9000 — u swych początków był zaledwie kopią Fiata Cromy.

Nie darowałbym sobie wypomnienia, że pierwsza generacja modelu 9-5 odeszła do historii w okularach (za sprawą głośnego wśród fanów marki face liftingu, w wyniku którego auto otrzymało ohydne chromowane obwódki reflektorów). Wspomniałbym jednak też o tym, że Saab — w tym model 9-5 — ma niezwykle wiernych klientów. Potrafiących wybaczyć i rdzewiejącą podłogę (przypadłość pierwszej generacji 9-5 przed face liftingiem), i wspomniane paskudne bryle (cecha modelu po face liftingu).

Zauważyłbym pewnie złośliwość historii modelu 9-5. Pierwsza odsłona miała wiele wspólnego z fiatem, kolejna była brzydka, a trzecia, najnowsza, nie zdążyła rozwinąć skrzydeł. Mimo takich przygód modelu 9-5, a może właśnie dzięki nim, Saab ma wielu zwolenników i do nich kieruję poniższe słowa.

Brać, bo szansa to ostatnia

Dziś dla prawdy nie ma znaczenia, z jakim wyposażeniem były dostępne nowe Saaby 9-5, w jakich kolorach i z jakimi silnikami. Importer marki na Europę Środkową i Wschodnią ma cztery ostatnie. Co do ich specyfikacji nie ma pewności. Nie ma również pewności, co do gwarancji czy dostępności części (o to ostatnie martwiłbym się najmniej, wszak serwis to osobny biznes). Pewne jest tylko jedno: to ostatnia szansa, by nabyć nowego Saaba.

Jaki on jest? To ponad 5-metrowej długości bryła, dodajmy: nie byle jaka bryła. I choć ocena aparycji jest zawsze subiektywna, 9-5 naprawdę budzi zachwyt. Nie prowokuje. Wywołuje uśmiech radości, nie zawiści. To nie jest styl „patrz, jestem gwiazdą”, bardziej „wiem, że mnie chcesz”. Atencja, jaką otaczany jest nowy 9-5, ma wyłącznie pozytywny charakter.

Dlaczego? Dzięki marce, ale też smaczkom, detalom i drobnostkom. Dwubarwne lusterka „znikające” w smukłym profilu auta, odbłyśniki reflektorów, nawiązujące fakturą i kolorem do brył lodu, oraz przetłoczenia na klapie bagażnika płynnie przechodzące w linię dachu — to tylko niektóre z genialnych zagrywek projektantów 9-5.

Do tego wisienka na tym skandynawskim torcie — tylna blenda składająca się z rzędu czerwonych diod LED, schowanych pod przezroczystym szkłem. I co z tego, że szczeliny lubią „zgubić” równą szerokość, i co, że reflektory wciąż mają srebrne obwódki? Alfy Romeo też nie są doskonałe. Nie za precyzję Saaba się kocha. Takie auta zdobywają serca na pokolenia. Czym? Wiernością własnym poglądom. Saab 9-5 nawiązuje do szwedzkich klasyków w najlepszym stylu. Nie popada w kicz ani w zbytnią nostalgię. Dosłownie każdy, komu pokazywałem nowego Saaba, był zachwycony jego wyglądem.

To o czymś świadczy. Tak samo jak to, że na skrzyżowaniach przyglądają się 9-5 nawet właściciele aut za kilka setek tysięcy złotych. Saab 9-5 może i ma minusy, ale wybaczcie, nie wypada o nich mówić. Wszak producent ich nie naprawi, a nabywcom nie będą przeszkadzać. Zresztą w tym konkretnym przypadku jak w żadnym innym chodzi o to, by te minusy nie przesłoniły plusów.

Słodzenia ciąg dalszy

9-5 to, jak mawiają malkontenci, zaledwie Opel Insignia. Fakt, 9-5 dzieli z Oplem płytę podłogową, kilka dźwigienek, przełączników i kierownicę. Wszystkim malkontentom, a także tym, którzy mawiają, że „za te pieniądze to można kupić nawet Audi”, odpowiadam: Saab jest dla tych, którzy chcą mieć Saaba, a nie jakiś tam samochód.

I, może zabrzmi to paradoksalnie, konkurencję zostawił w tyle. Tyle że nie pod względem sprzedaży czy rentowności. Pod względem umiejętności stworzenia wyjątkowego samochodu. Tu reszta Europy pozostaje w tyle za Szwedami i już z górą od dekady robi wszystko na jedno kopyto. Saab wyprzedzał więc ją o wiele lat. Każdy, kto siedział w Insignii i w nowym 9-5, wie, że to dwa różne światy. Bez osądzania, który lepszy. Każdy, kto zna historię Saaba 9-5, wie, że każdy z kimś coś dzielił, a mimo to pozostawał sobą (cokolwiek to oznaczało). Można by się rozpisywać o właściwościach jezdnych auta, osiągach i możliwościach.

Ale nie ma po co. Fabryka stoi. Nic już nie poprawi. Żyjemy w czasach, w których samochody marek niszowych (a do takich Saab niewątpliwie się zaliczał), by na siebie zarabiać, nie mogą być rękodziełami za milion dolarów. Nie mówimy wszak o Koenigseggu, tylko o autach dla przeciętnych zjadaczy chleba. Warto więc uświadomić sobie, że przez 13 lat produkcji poprzedniej generacji 9-5 sprzedano zaledwie 500 tysięcy. By mieć skalę porównawczą, podam, że osiągnięcie podobnego wyniku zajmie Audi A6 jakieś dwa lata. Saaby jeszcze przed ogłoszeniem upadłości koncernu były nietuzinkowym towarem. Teraz są trunkiem dla koneserów.

Krótka historia batalii

Opowieść pod tytułem „Ratujemy Saaba” ciągnie się od początku 2010 r. Wtedy to GM, jeszcze właściciel marki, z powodu kryzysu i oszczędności z nim związanych postanowił zamknąć firmę. Na ratunek pospieszył holenderski Spyker, który odkupił firmę od Amerykanów.

Sytuacja przerosła jednak także Spykera, który szybko stracił płynność finansową, a co za tym idzie — kłopoty Szwedów zaczęły się od nowa. Ostatecznym ratunkiem miało być przejęcie firmy przez Chińczyków, którzy gotowi byli wyłożyć odpowiednią kwotę na zakup i restrukturyzację marki. Wtedy veto postawił GM. A

wszystko w związku z technologią, której używano do produkcji modeli 9-3 i 9-5. Amerykanie nie chcieli dzielić się swoimi osiągnięciami z Azjatami, a odpowiednie obostrzenia zawarto w umowie sprzedaży Saaba Spykerowi. W związku z niemożnością dojścia do porozumienia i z braku funduszy na dalszą działalność postanowiono ogłosić upadłość Saaba i dwóch powiązanych firm: Saab Automobile Tools AB i Saab Powertrain AB. Saab wyzionął ducha.

Epitafium

Nulla tenaci invia est via — Wytrwały pokona każdą drogę — do tej sentencji odwołał się przy przejęciu Saaba przez Spyker Cars Victor R. Muller, właściciel spółki. Czyżby Spyker był za mało wytrwały? A może Saaby to kiepskie auta? Nic z tych rzeczy. Saab po prostu nie zdał egzaminu z funkcjonowania w globalnym motoświatku. Nie miał też szczęścia.

Inny szwedzki producent, Volvo, który ostatecznie trafił w chińskie ręce, święci tryumfy. Właśnie ogłosił rekord sprzedaży w Polsce (5151 samochodów w 2011 r.) i niezłe wyniki na świecie.

Można? Długo by się rozwodzić. Kończmy. Oto ostatnie zdanie dla ostatnich chętnych: — W Europie zostały cztery Saaby 9-5. Każdemu, kto zdecyduje się na zakup tego auta przez polską sieć dystrybucji, udzielimy gwarancji. Takiej samej, jakiej udzielał producent. To wyjątkowa propozycja w Europie — zapewnia Marcin Posłuszny, szef Polar Import Polska, przedstawiciela Saaba w naszym kraju. Cóż, wypada wierzyć. Cena? Było „od 132 tys. zł”, ale teraz działa prawo podaży i popytu. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Cztery rumaki apokalipsy