Dane makro poskromiły GPW

opublikowano: 17-08-2022, 20:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Nadzieje na wyraźniejszy wzrost warszawskich indeksów prysły po danych o PKB. Na razie inwestorzy nie powinna się jednak obawiać głębokich spadków.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • co dane o PKB mówią o perspektywach gospodarki i pośrednio GPW
  • co może być złudnego we wstępnych danych GUS
  • co poziom wody w Renie ma wspólnego z GPW
  • jaki może być poziom wahań indeksu WIG20
  • dlaczego na środowej sesji mocno taniały Santander i Alior

O 0,99 proc. spadał WIG 20 tuż przed środową publikacją przez Główny Urząd Statystyczny (GUS) szybkiego szacunku produktu krajowego brutto (PKB) za drugi kwartał 2022 r. Po przedstawieniu danych spadki zaczęły się pogłębiać. Wystarczyła godzina, by barometr koniunktury największych spółek był już 2 proc. na minusie.

Według wstępnych szacunków GUS, polska gospodarka w drugim kwartale 2022 r. wzrosła o 5,3 proc. rok do roku. Konsens oczekiwań rynkowych zakładał, że będzie to 6,3 proc. Spadek jest tym wyraźniejszy, że jeszcze w pierwszym kwartale 2022 r. wzrost wynosił 8,5 proc.

- Odczyt PKB o 1 pkt proc. niższy od oczekiwań może być pierwszym przyczynkiem do rewizji optymistycznych nastrojów niektórych komentatorów gospodarczych wieszczących, że naszemu krajowi na pewno nie grozi recesja. Czy do niej dojdzie czy nie, okaże się po następnych odczytach. Niemniej jednak tak duża różnica między oczekiwaniami a szacunkami GUS spowodowała mocną wyprzedaż akcji na GPW. Panika rozlała się na całą giełdę, ale na razie nie ma przesłanek by twierdzić, że wyprzedaż będzie się przedłużać i mocno pogłębiać. Jest to wyłącznie reakcja na dane gospodarcze, a co istotne - w piątek 19 sierpnia 2022 r. pojawią się dane dotyczące rynku pracy. One również mogą stwarzać pole do pewnego zaskoczenia – komentuje Maciej Kietliński, ekspert rynku akcji w XTB.

- Przy tak wysokim poziomie dynamiki PKB i takiej roli zmiany zapasów w tej dynamice, jak obserwujmy w ostatnich kwartałach, nie należy wyciągać zbyt daleko idących wniosków z tego, że wynik okazał się o 1 pkt proc. niższy od oczekiwań. Z interpretacją danych warto zaczekać do końca miesiąca na pełne statystyki, które pokażą wszystkie składowe PKB, w tym wpływ zmiany zapasów – podkreśla Piotr Bujak, główny ekonomista PKO Banku Polskiego.

Zdaniem naszego rozmówcy, jeśli się okaże, że bardzo duży wkład w obniżenie PKB miało obniżenie zapasów, to interpretacja łącznego wyniku nie będzie tak negatywna jak w sytuacji, gdy rozminięcie się danych z oczekiwaniami o 1 pkt proc. będzie pochodną spadku inwestycji lub konsumpcji.

- Natomiast przyjmując, że wszystkie komponenty PKB okazałyby się słabsze od oczekiwań, to oznacza, że jesteśmy u progu technicznej recesji, czyli dwóch z rzędu spadków PKB w ujęciu kwartał do kwartału po wyrównaniu sezonowym. To oczywiście negatywne zjawisko z perspektywy rynku pracy i sytuacji finansowej gospodarstw domowych, ale jest pożądane w kontekście walki z inflacją. Dość ostre hamowanie wzrostu gospodarczego, ograniczenie popytu, powinno przełożyć się na osłabienie procesów inflacyjnych – zaznacza Piotr Bujak.

Wysycha niemieckie wsparcie

Godzinę po wstępnych danych GUS pojawiły się zrewidowane dane za drugi kwartał 2022 r. ze strefy euro. Wraz z nimi kolejne negatywne zaskoczenie. Wzrost wyniósł 3,9 proc. rok do roku, przy konsensie na poziomie równych 4 proc. i wzroście o 5,4 proc. w pierwszym kwartale.

Dla indeksu WIG20 dane ze strefy euro okazały się impulsem do spadku przekraczającego 2 proc., co oznaczało zejście poniżej 1700 pkt. Główne indeksy giełdowe strefy euro - niemiecki DAX, francuski CAC40, holenderski AEX – nie traciły wtedy nawet 0,5 proc. O ile jednak giełdy w Paryżu i Amsterdamie do końca dnia broniły się przed spadkiem o więcej niż 1 proc., o tyle przecena we Frankfurcie zaczęła się wyraźnie rozwijać.

- Spadki na GPW pogłębiły się po danych ze strefy euro, gdyż strefa euro to przede wszystkim Niemcy. Niemcy to zaś główny partner handlowy Polski. To po pierwsze. Po drugie, Niemcy stoją u progu możliwego kryzysu energetycznego spowodowanego potencjalnym wstrzymaniem żeglugi na Renie, który jest w tym kraju ważnym szlakiem transportowym surowców energetycznych, w tym węgla i ropy. Powodem jest rekordowo niski poziom wody. Ewentualne wstrzymanie żeglugi na Renie może mocno uderzyć w gospodarkę niemiecką i rykoszetem w polską. Przypomnę, że w 2018 r. niski stan rzeki przełożył się na spadek PKB Niemiec o 0,4 proc., więc problem jest poważny – tłumaczy Maciej Kietliński.

Szeroka konsolidacja

Gdy przebudzili się Amerykanie emocje na GPW jeszcze się spotęgowały. W trakcie sesji na GPW amerykańskie indeksy wyraźnie spadały. Informacje makroekonomiczne jakie napłynęły ze Stanów Zjednoczonych były jednak mieszane. Lipcowa sprzedaż detaliczna miała wzrosnąć miesiąc do miesiąca, a pozostała bez zmian. Sprzedaż bez samochodów wzrosła jednak o 0,4 proc. miesiąc do miesiąca, podczas gdy spodziewano się spadku o 0,2 proc.

Po wejściu do gry kapitału zza oceanu WIG20 tracił w pewnym momencie ponad 3 proc. Ostatecznie jednak skala przeceny wyniosła równe 3 proc. Indeks szerokiego rynku WIG stracił 2,4 proc.

- WIG20 wygląda o tyle słabo, że nie powiodła się wtorkowa próba wybicia górą z konsolidacji w przedziale 1600-1730 pkt, co dawało szansę na ruch do 1850-1900 pkt. Sama wtorkowa sesja jeszcze nie wyglądała groźnie, ale w połączeniu w intensyfikacją spadków indeksu WIG20 scenariusz wybicia górą i podążania przez GPW za innymi giełdami należy odłożyć na półkę. Obecnie zakładam, że WIG20 zejdzie do 1600-1650 pkt, ale również bez szans na spadek niżej. Wskaźniki analizy technicznej wskazują raczej na wybicie górą z konsolidacji w przedziale 1600-1730 pkt, ale po środowej sesji wydaje się, że nie dojdzie do tego szybko – komentuje Marcin Kiepas, analityk firmy Tickmill.

Obroty w środę były wakacyjne, nie osiągnęły 1 mld zł. Ponad 80 proc. tej kwoty przypadło na WIG20. Przez większą część sesji jedyną dużą spółką broniącą się przed spadkami był CD Projekt. Ostatecznie na minimalnych plusach skończyły jeszcze dzień Cyfrowy Polsat i Pepco. Rekordzistami przeceny wśród blu chipów były Santander i PKO BP. Oba straciły ponad 5 proc. O niemal 5 proc. został przeceniony mBank.

W indeksie mWIG40 o ponad 6 proc. potaniało Millennium, a Aliorowi do 5 proc. zabrakło 0,03 pkt proc. Alior, mimo że jest dopiero szóstą spółką pod względem wagi w indeksie średnich spółek, był zresztą jedną z dziesięciu spółek o największych obrotach przez sporą część sesji.

- Dane o PKB zawsze przekładają się na jakość portfela kredytowego banków, ale w jednodniowym zachowaniu kursu poszczególnych spółek może być dużo szumu. Na ile jest ono efektem opublikowanych danych, a na ile innych czynników nie wiemy, bo nie wiemy kto kupował i sprzedawał. Santandera z Aliorem łączy jednak to, że mają duży udział kredytów z segmentu consumer finance, co w połączeniu z PKB słabszym od oczekiwań mogło wywołać jakieś obawy o jakość tego portfela w wyniku wzrostu bezrobocia. W kredytach hipotecznych tych obaw nie ma ze względu na dość hojnie rozdane wakacje kredytowe. Z drugiej strony ryzyko w segmencie korporacyjnych powinno się materializować jako pierwsze. Alior ma w tym segmencie historyczne zaszłości i choć czyści portfel od dawna, rynek te wpadki pamięta – komentuje Michał Sobolewski, analityk DM Banku Ochrony Środowiska.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane