Po kilku tygodniach uspokojenia ubiegły tydzień przyniósł gwałtowne spadki cen obligacji. Największy wpływ miały na to dane o inflacji w czerwcu. Już w poniedziałek rynek otworzył się na poziomach 7,81 proc., 7,80 proc. i 7,40 proc. odpowiednio dla dwu-, pięcio- i 10-letnich obligacji rządowych. We wtorek oliwy do ognia dolała wypowiedź Dariusza Filara z RPP, że wobec rosnącej inflacji konieczne będą dalsze podwyżki stóp procentowych.
Jeszcze w środę rano presja na spadek cen nie była silna. Długowi pomógł znaczny popyt na aukcji obligacji. Ministerstwu Finansów udało się sprzedać całą pulę 2 mld zł papierów 10-letnich z rentownością 7,474 proc., przy popycie 3,458 mld zł. Jednak ogłoszone po południu dane o czerwcowej inflacji uderzyły w rynek długu z siłą większą niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Wzrost wskaźnika do 4,4 proc., w połączeniu z niespodziewaną zmianą ministrów i doniesieniami o problemach z uchwaleniem zmian w ustawie o waloryzacji emerytur i rent, przełożył się w czwartek na wzrost dochodowości papierów pięcioletnich do 8,20 proc. W piątek doszło do zmiany nastrojów na rynku w reakcji na pogłoski o wzroście szans na przegłosowanie ustawy w wersji rządowej i na korzystną dla rynku zapowiedź nominacji nowego ministra finansów. Po południu, już po sukcesie rządu w parlamencie, rentowności papierów piącioletnich spadły poniżej 8 proc., zaś na koniec dnia osiągnęły 7,96 proc.
W tym tygodniu kluczowe dla rynku będą poniedziałkowe dane o produkcji przemysłowej w czerwcu. Według moich szacunków, jej roczna dynamika wyniosła 19 proc. Choć po uwzględnieniu różnicy w liczbie dni roboczych dane będą pokazywać spadek aktywności gospodarczej, zadziała efekt „nominalny” i zostaną one źle przyjęte przez rynek. O wiele groźniejsza dla posiadaczy obligacji może być informacja o sprzedaży detalicznej w czerwcu (piątek). Jeśli jej roczna dynamika znacznie przekroczy 10 proc., możemy znów zobaczyć rentowność papierów na poziomach z ubiegłego czwartku.