Dane z USA zdołowały indeksy

Jakub Ozdowski
opublikowano: 2009-01-14 17:25

Ci którzy wieszczyli na początku roku „efekt stycznia” nabierają teraz wody w usta. Nie dość, że WIG20 zawisł na krawędzi 1,7 tys. pkt., to jeszcze roztrwonił wzrosty z przełomu roku. Co gorsze, środowa strata kontraktów na WIG20 była niemal dwukrotnie większa niż samego indeksu.

Po przerwaniu przez azjatyckie indeksy zlej passy pięciu z rzędu spadkowych sesji, warszawskie blue chipy, podobnie jak ich europejscy rywale, rozpoczęły środowe notowania od solidnego wzrostu. Na otwarciu WIG20 poszedł w górę o ponad 1 proc. Po tak wybornym starcie wielu inwestorów spodziewało się, że na GPW również dojdzie do przełamania fatalnej serii, trwającej również od pięciu sesji. Tak się jednak nie stało.

Pierwsze negatywne impulsy zaczęły płynąć z Europy Zachodniej. Jak podała agencja Bloomberg, bank HSBC, największy w Europie pod względem wartości rynkowej, potrzebuje 30 mld USD dokapitalizowania. Tak ocenili analitycy Morgan Stanley. Nie bez znaczenia dla europejskiego sektora finansowego był raport kwartalny niemieckiego Deutsche Bank. W czwartym kwartale stracił on 6,3 mld USD. To wstrząsnęło inwestorami. Po tych „rewelacjach” blue chipy traciły jednak  „jedynie” ok. 1 proc. Nokaut nadszedł zza Oceanu. Publikacja danych o grudniowej sprzedaży detalicznej w USA zszokowała graczy.. 

Mało kto spodziewał się że okażą się dwa razy gorsze od prognoz. Na przerażający wynik sprzedaży detalicznej w mgnieniu oka zareagowały wszystkie rynki. Dolar natychmiast zaczął zyskiwać do euro. Złoty gwałtownie osłabił się do franka szwajcarskiego, który nie był tak drogi od ponad 4 lat! Na rynku surowców również żniwo zbierali sprzedający. Po porannych wzrostach na rynku miedzi i ropy naftowej nic nie zostało, bo oba surowce ostro zapikowały. 

Fala wyprzedaży przetoczyła się także przez GPW. Od momentu publikacji danych z USA do dzwonka kończącego środową sesję, indeksy stopniowo powiększały straty. Od razu gwałtownie potaniały akcje państwowego PKO oraz KGHM. Całkiem przyzwoicie broniły się walory Pekao SA, ale i one ostatecznie skapitulowały. Ten triumwirat zapewne w największej mierze przyczynił się do zjazdu WIG20 poniżej 1,7 tys. pkt. Wśród blue chipów najmocniej potaniał Polnord. Deweloper spadł 9,5 proc., ale przy niewielkich obrotach. Nawet zapowiedź znanego inwestora, Leszka Czarneckiego, o zamiarach przejęcia BRE Banku nie uchroniła instytucji finansowej od ponad 7,5 proc. straty.

Choć WIG20 na dogrywce powrócił powyżej 1,7 tys. pkt. to straty już tak znacząco nie zmniejszył – 3,7 proc. Interesująco zakończyła się także sesja na rynku terminowym. Kontrakty na WIG20 straciły aż 6,2 proc. i tym samym baza wzrosła do 25 pkt. Jeżeli WIG20 wystartuje w czwartek na plusie to, Ci którzy w końcówce otworzyli krótkie pozycję na indeks będą liczyć straty.

Możesz zainteresować się również: