Dobra przestrzeń w inteligentnych miastach

opublikowano: 26-04-2016, 22:00

Innowacje: W idei smart city nie chodzi o to, by miasto naszpikować elektroniką, ale żeby mieszkańcom żyło się lepiej

Pamiętacie „Ucieczkę z Nowego Jorku” z 1981 r.? Akcja filmu Johna Carpentera toczy się w niedalekiej — jak na czasy powstawania — przyszłości, w roku 1997. Manhattan staje się wielkim więzieniem, otoczonym murem i patrolowanym przez siły powietrzne. Trudno w nim przetrwać, bo policja tam się nie zapuszcza. Trzy miliony skazańców może wprowadzać swoje bandyckie prawa i robić wszystko, czego tylko zapragną. Byle nie próbowali dać z wyspy drapaka. Wtedy ich ciała natychmiast zostaną naszpikowane kilogramami ołowiu.

Fotolia

U schyłku XX wieku pojawiło się wiele równie pesymistycznych wizji miast przyszłości. Przewidywano stłoczenie milionów ludzi w nieprzyjaznej przestrzeni, ograniczenie ich swobód obywatelskich, całkowitą anonimowość i chaos. Wieszczono wzrost przestępczości, zanieczyszczenie środowiska, degradację budynków i ulic.

Szczęśliwie prognozy te się nie ziściły. Przeciwnie: w miastach żyje się dziś wygodnie i bezpiecznie jak nigdy wcześniej. Są centrami spotkań, innowacji, rozwoju osobistych pasji. A związana z gęstością zaludnienia możliwość oszczędzania energii sprawia, że realizują ideał zrównoważonego rozwoju i gospodarki niskoemisyjnej. Czemu zawdzięczać to, że nie spełniły się najczarniejsze scenariusze futurologów i twórców science fiction? Złożyło się na to wiele czynników, na czele z odpowiedzialnością mieszkańców, samorządowców i polityków. Ale nie sposób też nie wspomnieć o koncepcji smart city.

W centrum jest człowiek

Przez smart city rozumie się zwykle systemy teleinformatyczne do zarządzania usługami publicznymi, transportem, przesyłem i dystrybucją energii, a także sieciami wodno-kanalizacyjnymi czy budynkami. Ale inteligentne miasto to dużo więcej niż nowoczesna infrastruktura. Pod tym pojęciem kryją się wszelkie zmiany przestrzeni miejskiej dzięki innowacjom technologicznym, gospodarczym i społecznym. — Inteligentne miasto w centrum stawia mieszkańca i jego potrzeby. Technologia ma być natomiast narzędziem do ich realizacji — twierdzi Ryszard Rumiński z Urzędu Marszałkowskiego Województwa Kujawsko-Pomorskiego.

Nie umniejsza to bynajmniej znaczenia „sprytnej” infrastruktury. Według raportu organizacji Polskie Miasto Przyszłości, około 14 proc. polskich miejscowości korzysta z elementów inteligentnego miasta. W najbliższym czasie ten odsetek powinien jednak znacząco wzrosnąć, bo prawie trzy czwarte samorządów (73 proc.) deklaruje,że chce sięgnąć po fundusze UE, aby wdrożyć rozwiązania smart city — wynika z badań Integrated Solutions, informatycznego ramienia Orange. Wszystkie programy krajowe i regionalne w ramach unijnej perspektywy 2014-20 przewidują takie wsparcie.

W sumie może być to około 18 mld EUR (dane resortu infrastruktury i rozwoju). — Rekomendacje i fundusze przeznaczone przez Komisję Europejską i polską administrację publiczną na rozwój miast wyznaczają kierunki usprawnienia infrastruktury, zarządzania zasobami i kontaktami z obywatelami. Wszystko po to, by wzmocnić zdolność miast do kreowania zrównoważonego rozwoju i poprawy jakości życia ich mieszkańców — wskazuje Wojciech Życzyński, dyrektor sprzedaży do sektora publicznego w polskim oddziale Microsoftu. Inicjatorami wykorzystania nowoczesnych technologii są władze lokalne.

To stwierdzenie jest jednak tylko częściowo prawdziwe. Samorządowcy raczej próbują dotrzymać kroku mieszkańcom, którzy z nowinkami IT od dawna są za pan brat — i chcieliby, aby po sferze konsumenckiej i biznesowej opanowały one także przestrzeń publiczną. Zwraca na to uwagę Mariusz Gaca, wiceprezes Orange Polska. Zaznacza, że ziarno zostało zasiane — Polacy pokochali świat użytkowej innowacji, czego dowodem są chociażby szacunki PwC, według których w 2018 r. będzie u nas 44 mln smartfonów i 12 mln tabletów. — Smart citizen to mieszkaniec nowoczesny i obeznany z technologią, który oczekuje, że wprowadzone rozwiązania typu smart będą cały czas rozwijane i udoskonalane — mówi Mariusz Gaca.

Na każdą miarę

Gdy mówimy o mieście z podwyższonym IQ, padają przykłady efektywnych wdrożeń w Warszawie, Krakowie, Trójmieście czy Nowym Jorku. Umyka nam jedno: smart city (inteligentne miasto), digital city (cyfrowe miasto), future city (miasto przyszłości) czy sustainable city (zrównoważone miasto) — to hasła nie tylko dla największych.

Pomysłami kipią także mniejsze miejscowości. Gminna wersja tej koncepcji, określana jako village city (inteligentna wieś), znalazła zwolenników np. w Przytyku na Mazowszu — w tej 7-tysięcznej wsi zastąpiono ponad tysiąc punktów świetlnych diodami LED, które uchodzą za przyjazne dla środowiska, zużywają kilka razy mniej prądu niż normalne żarówki, a ich żywotność sięga 15 lat.

To dowód na to, że nie ma jednego rozwiązania smart, które pasuje do każdej sytuacji — zwiększanie „ilorazu inteligencji”, co innego oznacza dla kilkumilionowej metropolii, a co innego dla kilkutysięcznej wsi. Wspólnym mianownikiem tych przedsięwzięć jest dążenie do tego, by mieszkańcom żyło się lepiej.

Do trzech razy sztuka

Smart City 1.0 najwcześniejsza faza tworzenia inteligentnych miast. Inicjatorami wykorzystywania technologii w zarządzaniu obszarami zurbanizowanymi były wielkie firmy teleinformatyczne, które kreowały u włodarzy popyt na swoje produkty cyfrowe bez zwracania uwagi na to, czy rozwiązują one rzeczywiste problemy mieszkańców.

Smart City 2.0 etap rozwoju inteligentnych miast, w którym o wdrożeniach technologicznych i infrastrukturalnych decydowali samorządowcy. Jego wadą jest nadmierny technokratyzm miast, gdyż obywatele schodzą w nich na dalszy plan. Charakteryzuje się masowym włączaniem tkanki miasta do internetu rzeczy (IoT): inteligentne sensory, liczniki, sterowniki służą lepszemu zarządzaniu miastem. Wadą jest nadmierny technokratyzm — obywatele schodzą na dalszy plan.

Smart City 3.0 najnowszy model inteligentnych miast, polega na otwarciu się włodarzy na inicjatywę oddolną — mieszkańców i aktywistów miejskich, tworzenie przestrzeni i możliwości do wykorzystania różnorodnego potencjału obywateli (m.in. na polu kultury, edukacji czy ekonomii współdzielenia).

KOMENTARZ PARTNERA SEKCJI

Platforma SmartCity — od systemu biletowego do systemu usług miejskich27,5

NORBERT BIEDRZYCKI

prezes Atos Polska

Platforma SmartCity jest naszym autorskim, flagowym produktem stworzonym przez polski zespół. Ośmielę się powiedzieć, że wyznacza ona standardy sektora publicznego nie tylko w Polsce, ale również w innych krajach. To wieloaplikacyjny system karty miejskiej powiązany z platformą usług publicznych oraz systemem transportowym i biletami elektronicznymi dla transportu publicznego. Nasza propozycja nie jest produktem zamkniętym. Jest oparta na idei systematycznego, sukcesywnego budowania systemu, który będzie pomagał skutecznie zarządzać różnymi dziedzinami życia w mieście. Pokazuje, w jaki sposób można od jednostkowych, silosowych rozwiązań dojść do zintegrowanej, elastycznej platformy wymiany informacji i łączenia usług w celu zwiększenia efektywności funkcjonowania rozwiązań typu smart city. Wychodząc od pojedynczych, konkretnych wdrożeń dedykowanych nawet jednej tylko dziedzinie życia w mieście, można zainicjować proces późniejszego integrowania danych, scalania systemów informacji i budowania na tej podstawie nowych usług i nowych rozwiązań. Bardzo wyraźnie pokazuje to przykład poznańskiego systemu PEKA. Dodany został do niego system Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie, który pozwala efektywniejzarządzać funduszami pomocowymi. Dzięki niemu udało się na przykład zmniejszyć skalę niewłaściwego wykorzystywania przez beneficjentów zasiłków na wyżywienie. Wspierane rodziny nie dostają bezpośrednio gotówki, tylko prawo do otrzymywania darmowych obiadów na podstawie odpowiedniego zapisu w karcie miejskiej. W Tarnowie wykorzystano system karty miejskiej do głosowania na projekty zgłoszone do budżetu partycypacyjnego, w Białymstoku dołączono do karty miejskiej system wypożyczania rowerów, przez co rower miejski stał się częścią systemu komunikacji miejskiej. W podobny sposób można rozbudowywać istniejące w wielu miastach systemy zarządzania zasobami w ramach ITS. Na przykład, funkcjonujące na przystankach tablice informacyjne dla pasażerów można wykorzystać również w ramach systemu zarządzania kryzysowego. W razie potrzeby mogą się na nich pojawiać informacje o zagrożeniu, np. duże zanieczyszczenie powietrza, lub o drogach ewakuacji. Zbudowanie takiej platformy w mieście nie jest łatwe. W wielu miastach na Zachodzie istnieją wyspecjalizowane komórki, które koordynują wszystkie działania związane z budową systemów miejskich. Jest to dobra praktyka, którą warto byłoby upowszechnić w naszych miastach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane