Poszło milion złotych, ale nie „z dymem”, lecz „przeciw dymowi”.
Szef Promotechu jest jednym z najbardziej aktywnych pracodawców w Polsce, jeśli chodzi o zachęcanie pracowników do rzucenia palenia. Był też jednym z pionierów — premie dla niepalących wprowadził już w 1990 r. Przyznaje, że przez te kilkanaście lat wydał na walkę z papierosami około miliona złotych. Ponad stu pracowników jego firmy podpisało deklarację, że nie pali i nie będzie palić — i to nie tylko w czasie pracy. Mogą liczyć co miesiąc na dodatkowe kilkadziesiąt, a nawet ponad sto złotych. Ci, którzy ciągle palą, ale deklarują się, że nie będą palić w czasie pracy, dostają mniejszy dodatek. Jednak jeśli mimo deklaracji pracownik „puści dymka”, czekają go surowe konsekwencje, włącznie ze zwolnieniem z pracy.
Czas na stowarzyszenie
OPINIA
Prof. Witold Zatoński
prezes Fundacji Promocja Zdrowia
Zdrowy pracownik to większa wydajność, a co za tym idzie — większy zysk. Wynagradzanie niepalących lub rzucających palenie pracowników częściej stosowały oddziały zagranicznych koncernów. To się jednak zmienia. Już także rodzime firmy wynagradzają pieniężnie lub finansują wyleczenie z nałogu, inne dają pracownikom nagrody. Takich firm wspomagających rzucenie palenia jest już kilkadziesiąt. A to już liczba, przy której warto się zastanowić nad założeniem stowarzyszenia.



