Założenie, iż grudzień to miesiąc, w którym mało co się dzieje, okazało się błędne. Od dwóch tygodni jesteśmy świadkami odradzania się, czyli umacniania się powszechnie ignorowanego wcześniej dolara. To potwierdza starą regułę, iż nie należy przywiązywać się do powszechnie utartych opinii. Przeświadczenie, iż amerykańska waluta będzie nadal tracić, pojawiało się w analizach wielu zagranicznych instytucji finansowych. Tym samym stwarzając podstawy do kontynuacji finansowego perpetuum mobile, czyli globalnych spekulacji finansowanych tanim dolarem. Rynkowe absurdy nie trwają jednak zbyt długo. Wystarczyło kilka iskierek, aby cały mizernie skomponowany układ zaczął się rozsypywać jak domek z kart. Bo na zagrożenia płynące z powszechnej spekulacji opartej na dolarowym carry trade zwracało uwagę wielu (m.in. prof. Nouriel Roubini). Teraz może się okazać, iż tak zwane de lewarowanie pozycji, które pamiętamy z końca 2008 r., potrwa jeszcze kilka miesięcy. A to będzie mieć skutki dla rynków finansowych.
Dwa tygodnie temu zakładałem, iż kurs EUR/USD spadnie w okolice 1,42 do końca I kwartału. Seria lepszych danych makroekonomicznych z USA sprawiła, iż inwestorzy przestali wierzyć w Fed, którego przedstawiciele jak mantrę powtarzali słowa, iż stopy procentowe pozostaną niskie jeszcze przez dłuższy czas. Rozpoczęła się licytacja, wyścig o to, kto będzie miał rację. Na razie Fed zdaje się być na przegranej — w ostatnim komunikacie musiał w końcu zauważyć, iż sytuacja na rynku pracy i w gospodarce zaczyna się poprawiać, co wzbudziło powszechną radość zwolenników dolara i panikę wśród tych, którzy wierzyli w nowe maksima EUR/USD. W rezultacie wspomniany poziom 1,42 możemy osiągnąć jeszcze w tym miesiącu. Można bowiem oczekiwać, że fundusze będą wolały nadal spieniężać aktywa przed końcem roku i odkupywać dolary. Dodatkowo na światło dzienne zaczęły wychodzić ukrywane problemy strefy euro, jak nierównowaga fiskalna i gospodarcza. Inwestorzy i analitycy zaczęli się zastanawiać, jak przypadek Grecji wpłynie na funkcjonowanie mechanizmu pożyczkowego gwarantowanego przez Europejski Bank Centralny?
Giełdy dobrze zniosły umocnienie dolara, chociaż widać, iż faworyzowane zaczynają być parkiety "starych" gospodarek, kosztem rynków wschodzących. Taka sytuacja może utrzymać się też w 2010 r. Nie wykluczam, iż I kwartał przyniesie poważniejszą korektę na wszystkich parkietach. Dla indeksu SP 500 oczekiwanym poziomem mogą być nawet okolice 950 pkt. Wzrost globalnej awersji do ryzyka będzie oznaczał dalsze umocnienie dolara. EUR/USD po 1,35 za kilka miesięcy — to już nie science fiction. Nie musi to oznaczać bardzo słabego złotego, o ile inwestorzy uwierzą w to, iż minister Rostowski zdoła zapobiec kryzysowi w finansach publicznych.