Dwa oblicza granicy

Janusz Lewandowski
03-04-2009, 00:00

Tereny przygraniczne mają swój sposób na życie. W latach kryzysu jest to nawet sposób na przeżycie. Inny na rubieży wschodniej, która stała się granicą Unii Europejskiej i odgradza nas od nieprzewidywalnego Wschodu, inny zaś na zachodniej, która znajduje się w zaniku, odkąd staliśmy się uczestnikami europejskiej wspólnoty.

Przy granicy wschodniej żywicielem rodziny jest "mrówka" — czyli piesza, rowerowa lub zmotoryzowana inicjatywa prywatna, uzupełniająca oficjalny eksport i import towarów. Ma się znacznie gorzej, odkąd Polskę przyjęto do strefy Schengen, co zaostrzyło graniczne rygory. Zmalała szara strefa, ale zmalały też mrówcze możliwości zarobkowe. Odwrotna sytuacja zaistniała wzdłuż Odry i Nysy. Zwiększyła się szansa eksportu naszych tańszych usług. Bohaterem niemieckich reportaży stała się miejscowość Osinów Dolny. Połowa z dwustu mieszkańców żyje tam z usług fryzjerskich dla klientów z Niemiec. Jest to największe zagęszczenie tych usług na świecie, godne wpisu do Księgi Guinnessa. Paradoksalnie, w dobie kryzysu rosną szanse centrum fryzjerstwa oraz wszelkich innych usług przygranicznych. Kryzys skłania do oszczędności, a te kryją się w tańszych usługach po naszej stronie Odry i Nysy.

Wniosek z tego, że w Polsce tereny przygraniczne nie wszystkich żywią i bogacą. Jeszcze raz potwierdza się stara prawda, iż lepiej mieć bogatego sąsiada…

Janusz Lewandowski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Janusz Lewandowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Dwa oblicza granicy