Dżinsowa hossa bez końca

Spodnie przeżywają piękne lata, choć branża narzeka na coraz niższe ceny. Ubywa też dżinsu w dżinsie. Przybywa sportu i kształtnych pośladków

Co najmniej jedną parę ma każdy z nas. Ich sprzedaż, liczona w miliardach złotych, rośnie z roku na rok o 100-200 mln zł. Mowa o dżinsach, które rozpychają się w szafach i na sklepowych półkach. W tym roku wydamy na nie prawie 3,4 mld zł — przewiduje firma badawcza Euromonitor International.

NIC I COŚ NOWEGO:
Zobacz więcej

NIC I COŚ NOWEGO:

Piotr Szmel, dyrektor handlowy firmy Ordine, do której należy Cobra Jeans, przyznaje, że już wiele razy wydawało się, że w dżinsach nie da się wymyślić czegoś nowego, ale na rynek wchodzą kolejne produkty, które podbijają sprzedaż. Marek Wiśniewski

Dwa razy więcej

— W ostatnich sezonach obserwujemy bardzo silny trend na dżins, więc dla nas to tzw. must-have. Pojawiają się nowe wykończenia, sprania, hafty, które uatrakcyjniają modele, a wszystko to przekłada się na poszerzenie asortymentu i sprzedaż — twierdzi Anna Radzikowska, dyrektor departamentu damskiego w Reserved, które należy do LPP, rynkowego lidera. W porównaniu z kolekcjami damskimi Reserved z 2014 r. kategoria dżinsów została powiększona dwukrotnie.

— Nadal jednak czujemy, że potencjał w tym obszarze jest znacznie większy. Szeroko rozumiany denim odgrywa coraz większą rolę nie tylko w kategorii spodni, ale również w pozostałym asortymencie, takim jak spódnice czy kurtki — dodaje Anna Radzikowska.

— Już wiele razy wydawało się, że na temat dżinsów wszystko już zostało powiedziane, ale pojawiają się kolejne pomysły, które podbijają sprzedaż. Dziś to kategoria, w której spodni stricte z dżinsu jest mało, mówimy o bawełnie czy lycrze, bo dziś spodnie muszą przede wszystkim idealnie leżeć i być wygodne — dodaje Piotr Szmel, dyrektor handlowy firmy Ordine, do której należy marka Cobra Jeans. Paweł Marczewski, dyrektor artystyczny w Big Starze, tłumaczy, że ruch w kategorii generuje nie tylko zmieniająca się moda na wzory, ale też modele, co wymusza zakup kolejnej wersji spodni.

— Mężczyźni przez wiele lat nosili spodnie bez streczu, a teraz bez niego nie wyobrażają sobie dżinsów. Przeszli od szerokich nogawek do obcisłych i właśnie wracają do bardziej regularnych. Kobiety wybierały spodnie z wysokim stanem, potem biodrówki, a potem znowu wysoko zapinane — mówi Paweł Marczewski. Sporo zależy także od umiejętności dystrybutorów i producentów, którzy tworzą kolejne okazje do założenia dżinsów.

— Dziś zakłada się je również na wieczór do koszuli i marynarki, są też modele do uprawiania sportów — można w nich ćwiczyć jogę czy biegać, bo dają taki komfort jak legginsy. Pojawiają się także spodnie z dodatkowymi funkcjami, np. modelujące pośladki — wyjaśnia Paweł Marczewski.

Bangladesz, nie Japonia

LPP, w którego portfelu są jeszcze m.in. marki House, Cropp i Mohito, ma — jak podaje Euromonitor International — 11,8 proc. udziałów w polskim rynku dżinsu. Drugi jest Inditex, właściciel m.in. Zary, Bershki i Pull & Beara, z 4,4 proc. Kolejne miejsca zajmują H&M, Pepkor (którego widać pod szyldem dyskontów odzieżowo-przemysłowych Pepco) i Levi Strauss.

— Kiedyś 90 proc. produkcji dżinsów odbywało się w Europie. Dziś większość producentów zleca szycie w Azji, a Europa raczej kopiuje, niż wyznacza trendy. Najciekawsze i najdroższe dżinsy widać w Japonii — twierdzi Piotr Szmel. Dyrektor artystyczny Big Stara przyznaje, że choć kupujemy częściej, to również taniej.

— Jako stricte dżinsowy gracz jesteśmy pod bardzo silną presją gigantycznych światowych koncernów odzieżowych, które robią zamówienia na ogromną skalę w Azji. Przyzwyczaiły klientów do bardzo niskich cen, a Polacy jeszcze bardzo rzadko zwracają uwagę na pochodzenie tkanin — nie ma dla nich większego znaczenia, że to materiał z Włoch czy Japonii, a nie z Bangladeszu. Coraz większą konkurencję stanowią też dyskonty i super- oraz hipermarkety, które intensywnie promują swoje kolekcje odzieżowe, wśród nich również dżinsy — tłumaczy Paweł Marczewski. Ordine sprzedaje właśnie m.in. w sieciach handlowych.

— Dziś niska cena jest równoznaczna z możliwością utrzymania się na rynku. Dotyczy to nie tylko dżinsów, ale też innej odzieży. Naszą przewagą nad koncernami, które mają ogromną skalę, więc także mniejsze jednostkowe koszty, jest jednak nieporównywalnie większa elastyczność. Jesteśmy w stanie wprowadzać zmiany w czasie jednego sezonu — mówi Piotr Szmel. Konkurencję widać też na bazarach i w małych butikach, zaopatrujących się w różnych hurtowniach. Jest też trend z drugiego bieguna.

— Wartość rynku zaczynają podbijać polscy projektanci, dla których dżins jest teraz obowiązkowym elementem kolekcji. Rozwija się też sprzedaż dżinsów marek modowych z najwyższej półki, ale to na razie bardzo niewielka część branży — dodaje Paweł Marczewski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Dżinsowa hossa bez końca