Dziwny zawód: kierowca

Marcin BołtrykMarcin Bołtryk
opublikowano: 2016-08-24 22:00

Pośredniaki twierdzą, że mają w swoich spisach 30 tys. szoferów. Przewoźnicy, którzy alarmują, że brakuje im ludzi, nie bardzo temu dowierzają

Zrzeszenie Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce (ZMPD) poprosiło Powiatowe Urzędy Pracy o podanie liczby zarejestrowanych jako bezrobotni kierowców z kategorią prawa jazdy C lub C+E, czyli uprawnionych do prowadzenia pojazdów ciężarowych o dopuszczalnej masie całkowitej (dmc) powyżej 3,5 ton.

Praca szuka pracownika

Na prośbę ZMPD odpowiedziała zdecydowana większość pośredniaków. I okazało się, że mają na swoich listach ponad 30 tys. takich kierowców. Ta informacja zaskoczyła przedstawicieli ZMPD i przedsiębiorców, którzy przecież od dawna, również na łamach „Pulsu Biznesu”, skarżą się na brak kierowców.

— Wyniki ankiety, którą przekazaliśmy przewoźnikom, obejmują listę urzędów i liczbę zarejestrowanych w nich bezrobotnych. Powiatowe Urzędy Pracy nie udostępniają danych adresowych zarejestrowanych osób. Ankieta pozwala jednak się zorientować, czy na danym terenie są kierowcy zawodowi bez pracy. Wyniki bardzo nas zdziwiły. 30 tysięcy osób to mniej więcej tyle, na ile szacujemy braki kadrowe w polskim drogowym transporcie międzynarodowym — informuje Anna Wrona z ZMPD.

Zdziwiony jest również Paweł Moder, szef firmy transportowej Link.

— Wyniki ankiety są dość kuriozalne. W praktyce na rynku krajowym nie ma kierowców zawodowych pozostających bez pracy — uważa Paweł Moder. Twierdzi, że wielu świadczy pracę podmiotom zagranicznym, bo kuszą ich zarobki.Z kolei w Polsce z tego powodu pracuje dużo kierowców z Ukrainy, Białorusi, Gruzji, Armenii i Mołdawii.

— Ostatnio słyszałem o ponad 20 tys. kierowców z Ukrainy zatrudnionych w Polsce. Trudno mi jednak uwiarygodnić tę liczbę. Jedno jest pewne: znakomita większość firm średnich i dużych zatrudnia kierowców ze Wschodu. I nie wynika to z chęci zaoszczędzenia, ale z niedoboru profesjonalnych kierowców w kraju — mówi Paweł Moder.

Dodaje, że nie chodzi mu tylko o kierowców tirów, ale brakuje też tych z prawem jazdy kategorii B, którzy mogą prowadzić mniejsze pojazdy.

Bez doświadczenia

W ostatnich latach przybywa w Polsce pojazdów ciężarowych, nasze firmy transportowe szybko zdobyły rynki w krajach całej Unii Europejskiej. Nie towarzyszy jednak temu wzrost liczby wykwalifikowanych kierowców. Krajowe firmy mówią o zapotrzebowaniu na kolejnych szoferów mimo obstrukcji w postaci płacy minimalnej wprowadzanej w kolejnych krajach UE.

— Na forach internetowych i w ogłoszeniach temat naboru kierowców przewija się nieustannie. Ostatnio pojawiają się kandydaci, ale większość bez doświadczenia w zawodzie. Posiadanie uprawnień do prowadzenia pojazdów kategorii C nie oznacza jeszcze, że mamy do czynienia z kierowcą. Szkolenie jest żmudne i długie. Przecież powierzamy komuś sprzęt wart kilkaset tysięcy złotych i towar naszego klienta — mówi Paweł Moder. Uważa, że złożoność systemów wspomagających, umiejętność ekonomicznej i efektywnej jazdy, dbałość o sprzęt i bezpieczeństwo to kolejne szczeble edukacji kierowcy.

— Systemy telematyczne, instrukcje załadowców, wymagania formalne, obsługa dokumentów, zarządzanie czasem pracy i odpoczynków — to podstawa merytorycznej wiedzy kierowcy. Dopiero odpowiednie doświadczenie, umiejętność reagowania w różnych sytuacjach, rzetelność i dyscyplina sprawiają, że można mówić o profesjonalizmie kierowcy — twierdzi Paweł Moder.

Woda i susza

Na brak dobrych kierowców firmy transportowe narzekają od lat.

— Źródeł dzisiejszego stanu rzeczy trzeba szukać ponad 20 lat temu, gdy podczas transformacji polskiej gospodarki praktycznie zniknęły szkoły zawodowe, a służba wojskowa przestała być powszechna. To były dwa główne miejsca kształcenia zawodowych kierowców. Z listy zawodów zniknął nawet kierowca mechanik i wrócił dopiero pod koniec ubiegłego roku. Braki spotęgował odpływ kierowców na Zachód po uwolnieniu rynku pracy w UE. Statystyki pośredniaków pokazują, co prawda, że w całym kraju jest 30 tys. bezrobotnych kierowców, ale są to suche dane, które nie mają wiele wspólnegoz rzeczywistością — twierdzi Andrzej Szymański, szef Dartomu. Ratunkiem są kierowcy z Ukrainy, którzy chętnie podejmują pracę w Polsce. To też jednak nie jest źródło bez dna.

— Wydaje mi się, że jedynym rozwiązaniem jest kompleksowy system szkolenia kierowców zawodowych. Powinna to być inicjatywa rządowa z dużym zaangażowaniem firm transportowych, które z pewnością chętnie wezmą udział w takim przedsięwzięciu — uważa Andrzej Szymański. Kim jednak są w takim razie te trzy dziesiątki tysięcy osób zarejestrowanych jako bezrobotni kierowcy? Urzędy pracy nie udostępniają danych osobowych, trudno ustalić ich wiedzę i doświadczenie. A według członków ZMPD, złożenie oferty najczęściej nie oznacza pozyskania pracownika. Wielu nie jest zainteresowanych. Pozostaje do rozwiązania zagadka: jak podczas suszy udało się zachować dokładnie tyle wody, ile brakuje, i którędy ona wycieka?

20 tys. Podobno tylu kierowców z Ukrainy pracuje w Polsce.