E.Leclerc stawia na regionalizm

Sieć z francuskim szyldem i polskimi właścicielami sklepów spadki sprzedaży chce zrekompensować markami własnymi.

Polacy wydają mniej pieniędzy w sklepach, a przynajmniej w tych, które nie mają owada w szyldzie. — W drugim kwartale tego roku po raz pierwszy sprzedaż produktów FMCG [dobra szybkozbywalne — red.] spadała zarówno pod względem wolumenowym, jak i wartościowym. Przez ostatnie 3-4 lata koncerny, zaopatrujące sieci sklepów, stopniowo podwyższały taryfy, co wynikało m.in. z wyższych cen surowców (zboża, kawy, czekolady), ale częściowo było też zwykłym poprawianiem marży. Siła nabywcza Polaków tak szybko nie wzrastała, więc sieci długo starały się to kompensować jak największą liczbą promocji — mówi Jean-Philippe Magre, prezes E.Leclerc Polska. Jego zdaniem, odbija się to na rentowności całej branży.

FOT. Wikipedia
Zobacz więcej

FOT. Wikipedia

Szukanie niszy

W ubiegłym roku E.Leclerc miał w Polsce 2,77 mld zł przychodów. W 2013 r. lepiej nie będzie.

— Ten rok zamkniemy pod względem finansowym „na zero” lub z delikatnym wzrostem sprzedaży porównywalnej — to na pewno będzie niezadowalający wynik, choć i tak niezły na tle w większości spadkowego rynku. Naszym celem na 2013 r. jest obrona pozycji, na wzrost liczymy w przyszłym roku — mówi Jean-Philippe Magre.

Do połowy 2014 r. w sieci pojawią się też trzy kolejne placówki: sklep w Szczecinie i dwa kompaktowe hipermarkety: w Nowym Sączu i Kaliszu. Dziś w ramach sieci działa 40 sklepów i 12 stacji benzynowych. Zdaniem prezesa, jedną z dróg do poprawy ich wyników jest rozwój marek własnych, pozwalających na osiąganie lepszych marż i rozszerzenie asortymentu.

— Produkty marki własnej od 2009 r. co roku notują dwucyfrowy wzrost i wolumenowo stanowią już 10 proc. naszego obrotu, ale to i tak cztery razy mniej, niż wynosi ich udział w sprzedaży na zachodzie Europy. Z logo „Wiodącej marki” i „Eco+” sprzedajemy ponad 2 tys. pozycji asortymentowych, starając się zapewnić tańsze zamienniki dla produktów koncernów, ale też wypełnić rynkowe nisze — mówi Jean-Philippe Magre. Obecnie 90 proc. asortymentu sklepów E.Leclerc jest produkowane w Polsce. Sieć — w której o zakupach decydują właściciele poszczególnych sklepów — sprowadza też z Francji ponad 1,1 tys. produktów, sprzedawanych głównie pod marką własną.

— Inwestujemy w poszerzenie asortymentu niszowego, np. produktów ekologicznych czy bezglutenowych — rynek jest tu wąski, dlatego łatwiej się wyróżnić i przyciągnąć klientów. Szansą są też produkty regionalne, wędliny czy nabiał od lokalnych dostawców. Produkty świeże są zresztą szansą dla supermarketów,bo działy z nimi właściwie nie istnieją w dyskontach, a w hipermarketach ich wielkość sprawia, że nie są kojarzone przez klientów z jakością — mówi Jean-Philippe Magre.

Mobilne początki

Siedem placówek E.Leclerc prowadzi też — niezależnie od siebie — sprzedaż przez internet. Prace nad stworzeniem wspólnej platformy e-sklepowej trwają. — To na razie bardzo trudny rynek — nikt tak naprawdę nie znalazł jeszcze recepty na sprzedawanie jedzenia w internecie i sukcesem jest tu osiągnięcie minimalnej rentowności. Nie możemy jednak przespać rozwoju tego segmentu, bo potem będzie za późno — mówi prezes E.Leclerc Polska.

Sieć chce też poprawić rentowność, wprowadzając nowe metody płatności. — Interchange, mimo ostatnich inicjatyw politycznych, jest w Polsce zbyt wysoki, m.in. dlatego pracujemy nad wprowadzeniem płatności mobilnych we współpracy z jednym z francuskich banków — mówi Jean-Philippe Magre.

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Handel / E.Leclerc stawia na regionalizm