Kilkanaście miesięcy temu Empik Media & Fashion (EMF) w toku układania się z Pentą, nowym inwestorem, informował o dużych cięciach w sektorze modowym. Spółka odpisała kilkadziesiąt milionów złotych straty i dała sobie drugą szansę w ciuchach. Teraz okazuje się, że w ten sposób, zamiast ubrać się w zyski, EMF został w skarpetkach. Tylko w zeszłym roku siedem marek odzieżowych grupy przyniosło 44 mln zł strat.
— Mając to na uwadze, podjęliśmy twardą decyzję o całkowitym wycofaniu się z segmentu moda. Będziemy go sprzedawać marka po marce, ale nie spodziewamy się już z tego wielkich pieniędzy — przyznaje Jacek Bagiński, członek zarządu i dyrektor finansowy EMF. Efekt finansowy już jest. Tym razem odpisy na deficytowej odzieżówce sięgnęły 325 mln zł.
Problem w tym, że mody nie da się odciąć z EMF z dnia na dzień. Spółka ma umowy z galeriami handlowymi i pracownikami, zapłacenie kar umownych kosztowałoby ją krocie realnych złotych, nie tylko tych odpisanych księgowo. Do końca roku nierentowne marki, takie jak GAP czy Esprit, będą miały nowego franczyzobiorcę lub znikną z Polski. Przy czym to Esprit („nadal nudny i drogi”, jak ocenia Bagiński) generuje połowę strat segmentu. Zyski przynoszą River Island i Aldo, ale też pójdą pod młotek. Czwarty kwartał nie rozpieścił też salonów Empiku. Przychody spadły o 8 proc.
— Jednak wzrosła nasza marża w salonach. To dlatego, że przesuwamy środek ciężkości sprzedaży do nowych kategorii lifestylowych, prezentowych. Tu pojedynczy zakup jest niższy niż w przypadku np. płyt CD, ale daje wyższy zarobek — tłumaczy Jacek Bagiński. Najbliższy rok będzie okresem prawdy dla Spiele Max, niemieckiej mutacji Smyka. Tamtejsza sieć kuleje z rentownością , w IV kwartale 2013 r. jej przychody skurczyły się o 5 proc.
— To będzie też rok konsolidacji wokół biznesów w Polsce. Wydatki inwestycyjne sięgną maksymalnie 90 mln zł, mamy dużo rzeczy do naprawy — kwituje Jacek Bagiński.