Amerykańscy inwestorzy mają nową bańkę spekulacyjną. Tak, to Facebook. Jej pęknięcie może mieć dla amerykańskiej gospodarki poważniejsze reperkusje niż internetowy krach z 2000 r. i hipoteczny kryzys subprime z 2008 r. łącznie — wieszczy amerykański publicysta ekonomiczny Paul Farrell na portalu MarketWatch.
Jego zdaniem, Facebook, który od ostatniego piątku jest spółką publiczną, to obecnie jedno z największym potencjalnych zagrożeń dla amerykańskiej gospodarki, obok m.in. kryzysu w strefie euro, spekulacyjnego szczytu na ropie naftowej czy niepewności związanej z tegorocznymi wyborami prezydenckimi w USA.
Zdaniem Farella, wbrew powszechnej opinii Facebook nie jest wcale „zbyt duży, żeby upaść”. Porównuje go do banku JP Morgan Chase, który w momencie debiutu portalu Marka Zuckerberga miał zbliżoną wartość rynkową (obie firmy po około 100 mld USD).
— W przeciwieństwie do JP Morgan, który ma biliony USD w twardych aktywach, setki miliardów USD kapitału, cała gotówka Facebooka to ta, jaka znalazła się w kieszeniach insiderów po IPO portalu — zauważa Farell.
Na otwarciu wczorajszych notowań na giełdzie Nasdaq kurs akcji Facebooka zyskiwał 4 proc. To jednak wciąż o 15 proc. mniej, niż wyniosła cena w ofercie publicznej.