Famur ma swoje pięć minut

opublikowano: 18-12-2017, 22:00

Producent maszyn górniczych praktycznie nie ma już konkurentów na rodzimym rynku. Sprzyja mu przy tym globalna koniunktura na węgiel i rządowe wsparcie

Po trzech latach przerwy Famur powrócił wczoraj do indeksu mWIG40. To jednak zupełnie inny Famur niż ten, który indeks opuszczał. W grudniu 2016 r. rozpoczął proces przejmowania głównego konkurenta — Kopeksu. Od trzeciego kwartału 2017 r. wyniki Kopeksu są już konsolidowane przez Famur, ale formalnie przejęcie przeciągnie się jeszcze na 2018 r. Do tego, w połowie 2017 r. Famur podpisał porozumienie z wyspecjalizowanym w usługach Bumechem. Dzięki umowie przejął prawa autorskie do dokumentacji kombajnów, jaką dysponował Bumech.

Miroslaw Bendzera, prezes Famura
Wyświetl galerię [1/2]

Miroslaw Bendzera, prezes Famura Fot. Marek Wiśniewski

— Niszowe urządzenia produkuje jeszcze Patentus, ale w zakresie maszyn chodnikowych Famur w zasadzie nie ma już konkurencji w Polsce — podkreśla Maciej Bobrowski, dyrektor wydziału analiz i informacji Domu Maklerskiego BDM. Famur otrzymał wsparcie rządu. Ostatniego dnia listopada 2017 r. podpisał z Polskim Funduszem Rozwoju (PFR) umowę przekształcającą specjalnie na tę okazję powołaną spółkę we wspólny wehikuł, udzielający finansowania zainteresowanym maszynami Famuru. Przedsięwzięcie jest na razie ograniczone do współpracy z polskimi kopalniami, ale niewykluczone, że będzie miało większe znaczenie.

— Dzięki integracji Famuru i Kopeksu powstaje silna polska firma o czołowej pozycji na międzynarodowym rynku maszyngórniczych. Grupa PFR jest zainteresowana wsparciem takich dynamicznie rozwijających się firm w ich ekspansji międzynarodowej — mówił przy okazji podpisania umowy Paweł Borys, prezes PFR.

Międzynarodowa rozgrywka

Famur i Kopex jeszcze przed 2010 r. snuły plany mocniejszego zaistnienia na rynkach zagranicznych. Ale obecnie Famur jest już w zasadzie jednym z niewielu liczących się na świecie producentów maszyn górniczych. To konsekwencja skali wydobycia węgla w Polsce, połączonej z wchłonięciem Kopeksu oraz procesów konsolidacyjnych zachodzących na świecie. Nieco wcześniej niż Famur zaczął przejmować Kopex, japońskie Komatsu zainteresowało się amerykańskim Joy Global. Kluczowe pytanie brzmi: czy Famur pozostanie silny siłą polskiego górnictwa, czy rzeczywiście stanie się istotnym graczem na arenie międzynarodowej? Przed fuzją Famur i Kopex eksportowały około jednej trzeciej produkcji. Tyle że Famur niemal wyłącznie do krajów byłego ZSRR, podczas gdy Kopex był mocny w Argentynie czy Republice Południowej Afryki. Obie firmy marzyły też o Chinach. Przejęcie Kopeksu może pomóc w ekspansji Famuru w nowym wydaniu.

— Kopex i Famur miały zasadniczy problem. Wzajemna konkurencja na rynku krajowym nie pozwalała im w pełni wykorzystać możliwości ekspansji zagranicznej. Teraz ten problem zniknął, a pojawiło się jeszcze wsparcie PFR — zaznacza Jakub Szkopek, analityk mBanku.

Łukasz Prokopiuk, analityk DM Banku Ochrony Środowiska, dodaje, że dawny Kopex to głównie maszyny ścianowe, a Famur — chodnikowe. Jego zdaniem, połączenie oferty uatrakcyjnia ją na każdym z rynków, na którym dotychczas zaistniały oddzielnie. Do tego dochodzi wyeliminowanie wzajemnej rywalizacji. Kurs Famuru dostrzega potencjał spółki. W ostatnich dwóch latach wzrósł czterokrotnie. To w dużej mierze konsekwencja rosnących cen węgla. Skłania to kopalnie do kupna nowych maszyn, uruchamiania wydobycia nowych złóż. To oznacza zarobek dla producentów maszyn. Ich zdolności produkcyjne nie są zaś nieograniczone. Im dłużej kopalnia musi czekać na realizację zamówienia przez Caterpillar czy Joy, tym większa jest jej skłonność do sięgnięcia po sprzęt innych dostawców. Jednak nie tylko Famuru, ale również mniejszych, lokalnych firm. Od tego, jak długo potrwa koniunktura na węgiel, zależy więc, czy wsparty przez PFR Famur zostanie naprawdę globalnym graczem.

Rodzima pewność bytu

Na razie sytuacja nie wygląda źle. Z grudniowego raportu mBanku wynika, że skumulowana wartość kontraktów, o których informował Famur w ostatnich dwunastu miesiącach, była najwyższa od 2013 r. Według Jakuba Szkopka, analityka mBanku, trend jest przy tym podobny do tego z lat 2011-12, który zaowocował rekordowymi wynikami w latach 2012 i 2013.

— Nikt nie wie, co się stanie z cenami węgla. Ale doświadczenia z 2011 r. dotyczącekształtowania się portfela zamówień i wyników spółki wskazują że przez najbliższe dwa lata wyniki będą bardzo dobre — komentuje Jakub Szkopek. Nasi rozmówcy zwracają przy tym uwagę, że wzrost cen na polskim rynku węgla jest opóźniony w stosunku do rynku globalnego.

— Na jakim poziomie będą ceny węgla za 2-3 lata, nie wiadomo, ale najbliższe 2-3 lata powinny być bardzo dobre dla producentów maszyn górniczych. Z całą pewnością Polska Grupa Górnicza będzie chciała podnieść ceny w 2018 r. Bogdanka już zapowiedziała, że cen w 2018 r. nie podniesie, ale zrobi to w 2019 r. Tylko Jastrzębska Spółka Węglowa, wydobywająca węgiel koksowy, jest bezpośrednio uzależniona od cen światowych. Krajowy rynek jest więc w stanie zapewnić Famurowi naprawdę solidny portfel zamówień — wyjaśnia Maciej Bobrowski.

Według Łukasza Prokopiuka w 2018 r. ceny węgla w Polsce wzrosną o 10 proc., a w 2019 r. jeszcze o 5 proc. Analitycy dodają, że trudno sobie wyobrazić, by kontrolowane przez skarb państwa kopalnie kupowały maszyny za granicą, w sytuacji gdy istnieje poważny krajowy producent wspierany przez PFR. — Gdyby wszystkie zapowiedzi polskich kopalni się spełniły, na rynku krajowym zabraknie wolnych mocy produkcyjnych, by dostarczyć oczekiwany przez kopalnie sprzęt. Takie firmy jak Caterpillar czy Joy oferują zaś ceny o 20-30 proc. wyższe, a więc jedyną firmą, która może skorzystać na zamówieniach z polskiego górnictwa, jest Famur — podsumowuje Jakub Szkopek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Famur ma swoje pięć minut