Oferta publiczna akcji Smyka się nie udała. Zawiniła... Żabka?

Kamil ZatońskiKamil Zatoński
opublikowano: 2025-10-30 07:08
zaktualizowano: 2025-10-30 14:31

Smyk Holding i AMC V Gandalf podjęły decyzję o odstąpieniu od pierwszej oferty publicznej akcji spółki prowadzącej sieć sklepów z zabawkami i ubraniami dla dzieci. Na ostatniej prostej zaszkodzić mogła konkurencja o kapitał ze strony akcjonariusza Żabki.

Przeczytaj i dowiedz się:

  • jakie były powody fiaska IPO Smyka,
  • jaka miała być wartość transakcji,
  • jakie zarząd próbował rozwiać obawy związane z demografią,
  • co stanie się z pieniędzmi, które inwestorzy wyłożyli zapisująca się na akcje.
Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Kolanem, ale uda się dopchnąć po cenie 11 zł - mówiła jeszcze wczoraj około godz. 15 osoba znająca kulisy pierwszej oferty publicznej (IPO) Smyka. Tego dnia kończyły się zapisy w transzy inwestorów indywidualnych oraz budowa księgi popytu wśród inwestorów instytucjonalnych, dużo ważniejsza z punktu widzenia powodzenia transakcji.

Ostatecznie IPO skończyło się fiaskiem.

- Podjęliśmy decyzję o odstąpieniu od pierwszej oferty publicznej akcji Smyka. Po zakończeniu procesu budowy księgi popytu doszliśmy do wniosku, że nie bylibyśmy w stanie przeprowadzić transakcji na warunkach satysfakcjonujących dla spółki i akcjonariusza sprzedającego - mówi Michał Grom, prezes Smyka, cytowany w informacji prasowej.

Powody fiaska oferty Smyka

Według nieoficjalnych informacji PB do niepowodzenia IPO przyczynić się mogła oferta, jaka pojawiła się w środę, 29 października, dotycząca akcji Żabki. Pakiet, który próbowano uplasować wśród inwestorów instytucjonalnych, wart był 2 mld zł, a jedną akcję oferowano po 21,5 zł. Było to o 2,3 proc. mniej niż na zamknięciu sesji we wtorek. Dzień później notowania najpierw wzrosły do 22,5 zł (+2,2 proc.) w reakcji na wyniki za III kwartał, ale później szybko zeszły pod kreskę i na zamknięciu spadek wyniósł 5 proc.

- Transakcja na akcjach Żabki ostatecznie też nie doszła do skutku, ale część inwestorów, która rozważała udział w IPO Smyka, z pewnością dostała równolegle propozycję kupna akcji właściciela sieci franczyzowej. Pakiet o wartości 2 mld zł mógł odciągnąć uwagę. Myślę że to nieszczęśliwy zbieg okoliczności - mówi anonimowo jeden z zarządzajacych funduszami.

Ten przebieg wypadków potwierdza także inny z dużych inwestorów instytucjonalnych.

Nawet jednak bez tego inwestorzy mogli znaleźć powody do powstrzymania się od kupna walorów Smyka. Obawy dotyczyły przede wszystkim niekorzystnych trendów demograficznych. W Polsce liczba dzieci w wieku 0-14 lat obniży się w ciągu dekady o ponad milion, czyli ponad 100 tys. rocznie. Daje to spadek łącznie o 25 proc.

- Fiasko IPO pokazuje, że negatywne trendy demograficzne już teraz wpływają na postrzeganie inwestorów. Wpływ starzenia się społeczeństwa będzie stopniowo rozkładał się na wiele firm przez kilka lat, ale Smyk, ze względu na swój model biznesowy, stoi teraz przed tymi wyzwaniami - mówi Łukasz Wachełko, analityk Wood&Co., cytowany przez agencję Bloomberg.

Zarząd spółki przekonywał, że nawet jeśli dzieci jest mniej, to Polacy wydają siednio więcej ze względu na szybko rosnące płace. Podkreślano także, że spółka poszerza asortyment poza kategorię dziecięcą, a przykładem jest wprowadzona we wrześniu marka odzieżowa Nowear skierowana do starszych nastolatków i młodych dorosłych. Ponadto w ofercie online są też takie kategorie jak zdrowie i uroda, ogród, książki i odzież.

Taka była struktura oferty Smyka

Cenę maksymalną w ofercie publicznej spółki ustalono na 13 zł za walor, co oznaczało wycenę całej spółki na 857 mln zł. Oferta mogła być warta maksymalnie 389 mln zł. Sama spółka chciała z niej pozyskać 150 mln zł i przeznaczyć je na spłatę zadłużenia oraz sfinansowanie ekspansji w regionie. Resztę miały stanowić walory sprzedawane przez jedynego głównego akcjonariusza, czyli wehikuł AMC V Gandalf.

Wehikuł ten to w praktyce trzech inwestorów - luksemburski fundusz AMC V Spare (zarządzany przez Accession Capital Partners), prezes Smyka Michał Grom i Maciej Zużałek, znany inwestorom giełdowym m.in. jako były szef Ten Square Games (w przeszłości reprezentował fundusz Bridgepoint, który był wieloletnim właścicielem Smyka).

W związku z odstąpieniem od oferty dokonane płatności za oferowane akcje zostaną zwrócone inwestorom indywidualnym najpóźniej w ciągu siedmiu dni. Spółka i jej akcjonariusz nie wykluczają powrotu do planów wejścia na GPW w Warszawie w przyszłości.

Koniunktura sprzyja, ale z nowymi konkurują starzy

Od 8 października, kiedy Smyk oficjalnie zapowiedział przeprowadzenie pierwszej oferty publicznej, WIG urósł o 4,6 proc. i pobił historyczny rekord. Sytuacja na rynku wtórnym jest bardzo dobra już od dłuższego czasu (hossa trwa trzy lata), ale na rynku pierwotnym oferty należą do rzadkości, a jeśli się pojawiają, nie zawsze kończą się powodzeniem. Zadebiutować udało się Żabce, Diagnostyce i Arlenowi, inwestorzy nie kupili natomiast akcji Studenaca i TTMS.

O kapitał inwestorów z nowymi spółkami rywalizują te już notowane. Według analityków z Biura Maklerskiego mBanku w wariancie pesymistycznym do końca tego roku podaż akcji ze strony dużych akcjonariuszy może sięgnąć około 12,5 mld zł. Połowa przypada na Santander Bank Polska, gdzie po transakcji z Erste hiszpański Banco Santander będzie nadal posiadać 13,2 proc. akcji. Prawdopodobne są też kolejne transakcje sprzedaży akcji przez akcjonariuszy Allegro, Benefitu Systems, XTB, Murapolu czy Synektika.

Możesz zainteresować się również: