Wrzesień nie taki straszny jak go malują
W ślad za Wall Street ruszyły inne światowe giełdy. WIG20 wzrósł we wrześniu o 7,6%, WIG zyskał 7,2%, niemiecki DAX 5,1%, francuski CAC 6,4%, koreański KOSPI 7,5%, brazylijska BOVESPA 6,6%, a japoński Nikkei 6,2%. Nie jest wykluczone, że październik, który także okrywa się złą sławą, przyniesie kontynuację tych wzrostów. W dalszym ciągu aktualne pozostają czynnik stojące za tym wzrostem, czyli przede wszystkim oczekiwane luzowanie polityki pieniężnej przez Rezerwę Federalną i inne czołowe banki centralne, jako odpowiedzi na coraz częstsze sygnały spowolnienia dynamiki wzrostu gospodarczego w poszczególnych krajach.
Pierwsze sygnały do wzrostów pojawiły się już w sierpniu
Pierwszy, bardzo wstępny sygnał do wrześniowych wzrostów na rynkach akcji,
Rezerwa Federalna dała już 10 sierpnia br., gdy na posiedzeniu FOMC podjęto
decyzję o reinwestowaniu dochodów z wygasających obligacji opartych na kredytach
hipotecznych w papiery skarbowe o dłuższym terminie zapadalności. W ten sposób
podjęto kolejną próbę wsparcia słabnącego wzrostu gospodarczego w USA. Taki krok
otworzył dyskusję nt. drugiej rundy ilościowego luzowania polityki pieniężnej. W
kolejnych tygodniach oczekiwanie na taki krok postawiło inwestorów w komfortowej
sytuacji. Ewentualne słabe dane makroekonomiczne, które mogłyby w normalnych
warunkach stanowić pretekst do sprzedaży akcji, teraz zachęcały do zakupów, gdyż
zwiększały prawdopodobieństwo reakcji ze strony Rezerwy Federalnej.
Kolejny
sygnał do wzrostów został wygenerowany 27 sierpnia br., gdy na dorocznym
sympozjum w Jackson Hole Ben Bernanke zapewnił, że Rezerwa Federalna będzie
starał się zapobiec powtórzeniu japońskiego scenariusza z lat 90-tych.
Ostateczny sygnał
Ostatecznym potwierdzeniem wcześniejszych sygnałów kupna akcji był natomiast komunikat towarzyszący wrześniowej decyzji FOMC ws. stóp procentowych. Znalazło się w nim nie tylko zapewnienie, że władze gotowe są do podjęcia działań wspierających wzrost gospodarczy, jeżeli będzie to konieczne, ale również pojawiło się szersze odniesienie do inflacji. FOMC zwrócił uwagę, że pozostaje ona poniżej poziomu zapewniającego stabilność cen i jeszcze przez jakiś czas będzie pozostawać na niskim poziomie, a następnie wzrośnie do poziomów „ odpowiadających polityce Fed”. Zważywszy, że takie odniesienie pojawiło się pierwszy raz w komunikacie, zostało to odebrane jako ostrzeżenie przed deflacją. A więc jako zapewnienie, że na kolejnym posiedzeniu FOMC, które zaplanowane jest 2-3 listopada, zostanie podjęta decyzja o wznowieniu skupu aktywów. W międzyczasie pojawiały się sygnały, że Bank Anglii oraz Bank Japonii pójdą tą samą ścieżką.
Nie tylko fundamenty
Oprócz fundamentalnego uzasadnienia wzrostów na giełdach pojawiły się także
sygnały techniczne. Indeks S&P500 najpierw wybił się powyżej 200 sesyjnej
średniej, żeby później pokonać sierpniowy szczyt na poziomie 1127,79 pkt., a na
końcu wykreślić kilkumiesięczną formację odwróconej głowy z ramionami. To
wszystko otworzyło mu drogę do kwietniowych maksimów (1219,80 pkt.).
W tym
czasie indeks WIG20 wybił się powyżej sierpniowego szczytu, żeby później
wyznaczyć nowe rekordy rozpoczętej w I kwartale 2009 hossy. Pokonane opory i
nowe rekordy hossy nie zmieniły jednak długoterminowej sytuacji. Indeks dużych
spółek wciąż pozostaje w ponad rocznym kanale wzrostowym. Aktualnie górne
ograniczenie tego kanału, będące „zaczepioną” o kwietniowy szczyt równoległą
linią do linii wsparcia łączącej średnioterminowe dołki z lutego oraz przełomu
czerwca i lipca br., znajduje się w okolicy 2750 pkt. To głównych cel dla
popytu. Odpowiada on kwietniowym maksimom na wykresie S&P500. Obie bariery
będzie trudno sforsować. Dlatego też ich bliskość może zostać wykorzystana do
realizacji zysków na rynkach akcji.
Wcześniejszy zwrot, niż z okolicy
opisanych wyżej poziomów na indeksach S&P500 i WIG20, byłby możliwy tylko
wówczas wtedy, gdyby nadzieje na ilościowe luzowanie polityki pieniężnej przez
Rezerwę Federalną zostały gwałtownie przerwane. Zważywszy, że z jednej strony
bank centralny dodatkowo je podsyca, a z drugiej nie ma szans na serię bardzo
dobrych danych makroekonomicznych z USA, która w sposób naturalny zmniejszyłaby
oczekiwania na wsparcie tamtejszej gospodarki, to do pierwszych dni listopada
ten temat może kreować trendy. Aczkolwiek jest jeden warunek. Rozpoczynający się
7 października sezon publikacji wyników kwartalnych na Wall Street w istotny
sposób nie zmieni układu sił. Doświadczenie uczy, że nie powinien.
Konkluzja
Mając na uwadze obecne uwarunkowania rynkowe, można pokusić się o postawienie
tezy, że relatywnie dobra koniunktura na Wall Street, a co się z tym wiąże
również w Warszawie, może utrzymać się do listopada. Jest jednak mało realne,
żeby w tym czasie S&P500 pokonał kwietniowe maksima. To zbyt silna bariera
podażowa. Jej pokonanie wymagać będzie nowego rynkowe story. Tego raczej nie
zapewni sezon publikacji wyników kwartalnych na Wall Street, co będzie głównym
wydarzeniem października br.
Analogia w zachowaniu S&P500 i WIG20
powoduje, że na chwilę obecną należy odrzucić scenariusz zakładający znaczące
wybicie się indeksu dużych spółek powyżej 2750 pkt. Podobnie też nie można
wykluczyć, że pierwsza połowa listopada przyniesie silną realizację zysków na
GPW, niezależnie od tego co zrobi Rezerwa Federalna 3 listopada br.
Marcin R. Kiepas
analityk rynków finansowych
X-Trade Brokers DM
S.A.