Od kilku lat docierają do Polski rozwiązania przypominające bardziej wynajem samochodów lub abonament na auto niż tradycyjne, znane od dziesięcioleci formy zakupu. Gotówka i kredyt — inny niż samochodowy — są wciąż najpopularniejszym sposobem finansowania przez firmy pojazdów kupowanych „na Regon”.
Według badania Barometr Flotowy CVO 2014, tę formę finansowania aut wybiera średnio 46 proc. ankietowanych firm. W porównaniu do europejskich kolegów polscy przedsiębiorcy ostrożniej korzystają z zewnętrznych źródeł finansowania inwestycji, choć w przypadku aut popularność zyskują leasing i kredyt. Może to wynikać z tego, że samochód jako dobro stosunkowo płynne w obrocie i łatwe do szybkiej odsprzedaży jest dla przedsiębiorców inwestycją obarczoną mniejszym ryzykiem.
— Zakup samochodu na własność — za gotówkę lub na kredyt — ma wielu zwolenników, co potwierdzają w rozmowach nasi klienci. Będąc wpisanym do dowodu rejestracyjnego auta, można nim swobodnie dysponować, na przykład sprzedać w dowolnym momencie, okleić reklamą lub logo firmy, zamontować dodatkowe wyposażenie czy przekazać w użytkowanie innej firmie lub osobie — tłumaczy Piotr Kowalczyk, kierownik salonu Skoda Ignaszak z Kalisza.
Poza tym auto jako środek trwały jest wykazywane w bilansie przedsiębiorstwa, a są firmy, dla których uzyskanie jednorazowych wysokich kosztów oznacza ucieczkę od podatków i celowe wydanie nadwyżek finansowych. Po gotówkę chętniej sięga na przykład branża finansowa, w tym banki, które zakupami służbowych samochodów regulują obniżenie podatku dochodowego.
Tylko jazda
— Zakup samochodu za gotówkę ma odczuwalne w budżecie wady. Jako środek trwały obciąża bilans firmy, a tym samym obniża jej płynność finansową i zdolność kredytową. Pieniądze przedsiębiorstwa są przy takim zakupie zamrożone i nie można ich przeznaczyć na rozwój biznesu. Samochody stają się więc inwestycją, która zaczyna na siebie zarabiać dopiero po pewnym czasie — wyjaśnia Michał Dyc, dyrektor sprzedaży detalicznej w Volkswagen Banku Polska. Większość przedsiębiorstw traktuje pojazdy jako funkcjonalne narzędzia, a nie inwestycję. Wystarcza im swobodne nimi dysponowanie.
Tendencja ta jest coraz silniejsza na zachodzie Europy i dotyczy zarówno firm, jak i osób prywatnych. Na przykład w Hanowerze w Niemczech w ramach programu Quick Car wprowadzonego przez Volkswagena kierowca wsiada do przygotowanego wcześniej na parkingu samochodu i po przejechaniu planowanej trasy zostawia go w uzgodnionym miejscu. Płaci niewielką kwotę wyłącznie za używanie auta.
— Na polskim rynku podobne rozwiązania dla klientów biznesowych i indywidualnych z pewnością również niedługo się pojawią. Coraz popularniejsza jest bowiem filozofia, że nie trzeba posiadać samochodu, aby móc go swobodnie używać — uważa Michał Dyc.
A jak jest z leasingiem? To wciąż bardzo popularna metoda finansowania zakupów. Sięgają po nią chętnie firmy zarówno do finansowania nabycia pojedynczych pojazdów, jak i floty samochodowe różnej wielkości. Do najważniejszych korzyści, które firmom daje leasing, niezmiennie należy możliwość zaliczenia miesięcznych rat w koszty uzyskania przychodu, uwolnienie własnych pieniędzy i poprawa płynności finansowej. Klasyczną i najczęściej wybieraną formą leasingu pojazdów w Polsce jest leasing z niską wartością końcową, czyli z ostatnią ratą wykupu wysokości 1 proc. wartości pojazdu.
— Wpłata własna musi wówczas wynieść przynajmniej 10 proc. ceny samochodu, a pozostałą wartość auta klient biznesowy spłaca w miesięcznych ratach. Taka umowa zazwyczaj trwa od 48 do 60 miesięcy, a po opłaceniu ostatniej raty nabywca staje się właścicielem pojazdu — podkreśla Piotr Kowalczyk.
Zmiana proporcji
Ostatnio coraz odważniej wkracza na rynek inna forma leasingu: z wysoką wartością końcową. Dostępne w Polsce od dwóch-trzech lat rozwiązanie polega na tym, że firma użytkuje samochód przez 3 lub 4 lata, spłacając w miesięcznych ratach tylko część jego wartości. Pod koniec obowiązywania umowy podejmuje zaś decyzję, czy tak jak w klasycznym „leasingu 1 proc.” spłaca jednorazowo pozostałą wartość samochodu (sięgającą nawet 40-45 proc.), czy zwraca auto dealerowi i zamienia je na nowy model, którego używa przez kolejnych kilka lat.
W leasingu z wysoką wartością końcową miesięczna rata jest dużo niższa niż w klasycznym leasingu, ponieważ korzystający spłaca jedynie rzeczywistą utratę wartości samochodu, a nie jego całą wartość. Wygodne jest również zakończenie umowy: przedsiębiorca zwraca auto i nie musi się angażować w zabierającą dużo czasu sprzedaż samochodu na rynku wtórnym.
Kolejną formą pozyskania aut do floty jest wynajem długoterminowy, zwany również Full Service Leasingiem (FSL). To oferta oparta na leasingu z wysoką wartością końcową, jednak obejmuje nie tylko finansowanie pojazdów, ale i pełen katalog usług zarządzania samochodami, czyli outsourcing firmowej floty. W zakresie finansowania oferuje firmom korzyści podobne do zalet leasingu z wysoką wartością końcową. W odrębnej miesięcznej racie serwisowej klienci otrzymują jednak także usługi dodatkowe, m.in. serwisowanie i naprawy mechaniczne, zakup, przechowywanie i wymianę opon, assistance, samochód zastępczy, ubezpieczenia i likwidację szkód.
Wybierz z głową
Podstawową sprawą przy wyborze formy finansowania zakupu firmowych pojazdów jest określenie potrzeb: jakie firma ma cele operacyjne i do czego potrzebuje aut? Czy mają spełniać funkcje wyłącznie użytkowe i być efektywnym narzędziem, czy również motywować pracowników i budować wizerunek przedsiebiorstwa? Warto sprawdzić wszystkie możliwe koszty, czyli TCO (całkowity koszt posiadania firmowych samochodów).
Jednak mechanicznego konia z rzędem temu, kto bez wątpliwości rozstrzygnie: używać samochodu czy go mieć na własność? Wybór oczywisty i korzystny w firmie A, może już takim nie być u jej konkurenta. Budowanie floty wymaga indywidualnego podejścia. Im bardziej będzie „skrojone na miarę”, tym większe korzyści finansowe przyniesie. © Ⓟ