Resort skarbu wciąż przygotowuje program prywatyzacji. Wszystko wskazuje na to, że możemy zapomnieć o zapowiadanym jeszcze pół roku temu wysypie prywatyzacji skierowanych na GPW. Szkoda.
Pod koniec lutego Ministerstwo Skarbu Państwa (MSP) zapowiedziało, że w ciągu dwóch tygodni przedstawi program prywatyzacji.
— Mam nadzieję, że do końca marca poznamy te założenia. Dobrze byłoby, gdyby MSP zrealizowało to, co wcześniej przedstawił minister Kaczmarek. Nie rozumiem natomiast, dlaczego tak długo trwają prace nad jego modyfikacją — mówi Wiesław Walendziak, szef sejmowej Komisji Skarbu.
Coraz więcej wskazuje też, że opracowany przez poprzednie kierownictwo MSP program w sporej części trafi do kosza. Na razie nic nie wychodzi z zapowiadanych debiutów giełdowych spółek leżących w gestii MSP. To jedno z ważniejszych założeń planu Wiesława Kaczmarka, poprzedniego ministra.
Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, w bieżącym roku na warszawski parkiet miały trafić akcje ośmiu spółek: WSiP, TP SA, Ciechu, Ruchu, PZU, PKE, Polmosu Białystok i PKO BP. Rozważane było też upublicznienie w tym terminie akcji BGŻ. Nikt nie potrafi wskazać, która spółka ma największe szanse na debiut. Żadna nie prowadzi obecnie w tym kierunku przygotowań, mimo że były one planowane.
Specjaliści są zdania, że rynek dobrze przywitałby upublicznienie kolejnych prywatyzowanych spółek na GPW.
— Mało realne jest, aby zapowiadane wcześniej oferty zostały zrealizowane, a przyniosłyby one potrzebne ożywienie i mobilizację kapitału. Rynek wchłonąłby proponowane przez MSP oferty bez większych problemów — twierdzi Sebastian Słomka z PKO BP.
Od dłuższego czasu giełda boryka się z problemem braku nowych emisji. Kiepska kondycja gospodarki nie sprzyja wchodzeniu na parkiet prywatnych podmiotów.
Tegoroczne przychody prywatyzacyjne mają sięgnąć 9 mld zł. Uda się je zrealizować, jeśli dojdzie do prywatyzacji kilku kluczowych firm, np. PZU, G-8 i Rafinerii Gdańskiej.
— Czekamy na konkrety dotyczące prywatyzacji. Opóźnienie tego procesu nie ma sensu— dodaje Wiesław Walendziak.
Wiesław Kaczmarek: nie wiem, nie oceniam, czekam
Nie ma merytorycznych powodów przesunięcia prywatyzacji PKO BP — mówi Wiesław Kaczmarek, były wiceminister skarbu. Jego zdaniem, jest jednak za wcześnie na ocenę dokonań jego następcy.
„PB”: Jak Pan ocenia prywatyzację prowadzoną przez ministra Cytryckiego?
Wiesław Kaczmarek: Nie mnie to komentować. Każdy minister skarbu potrzebuje trzech miesięcy, aby zorientować się w sytuacji. Nie minęło jeszcze tyle czasu.
Kilka tygodni temu mówił Pan na łamach „PB”, że przez rok kierowania resortem skarbu przygotowywał Pan program prywatyzacji. Teraz wydaje się, że kolejny minister też potrzebuje kolejnego roku, aby Pana program zmodyfikować.
— Proszę o przykłady.
PKO BP. Planowane przez Pana upublicznienie miało nastąpić w 2003 r., teraz mówi się o 2004 r.
— W przypadku PKO BP nie są mi znane żadne argumenty, które mogłyby tłumaczyć to przesunięcie. Bank wydaje się przygotowany do prywatyzacji. Rynek też.
PKO BP to tylko jedna z wielu firm, która miała trafić na GPW.
— Jestem zwolennikiem upublicznienia części spółek. Takie były moje założenia. W 2003 r. mieliśmy przeprowadzić kilka takich emisji. Kondycja GPW nie jest przecież najlepsza. Ministerstwo Skarbu Państwa musi ją ożywić właśnie przeprowadzając prywatyzację przez giełdę. Nie wiem, dlaczego te transakcje są odkładane.
Czy uda się w tym roku zrealizować zakładane wpływy do budżetu?
— Na razie za wcześnie na odpowiedź. Więcej będzie wiadomo w połowie roku. Skala wpływów uzależniona jest tak naprawdę od kilku transakcji z sektorów energetycznego, finansowego i kilku mniejszych prywatyzacji.
Czy polityka resortu skarbu sprzyja prywatyzacji?
— Trudno udzielić na to pytanie odpowiedzi. Na pewno nie sprzyja jej rezygnacja z usług ministra Sitarskiego. To on był odpowiedzialny za prywatyzację. Poczekajmy też na szczegóły programu opracowywanego przez resort.



