Google zmienia zasady, pracownicy górą

Google będzie wymagał, aby firmy zewnętrzne dostarczające koncernowi siłę roboczą lepiej dbały o swoich pracowników.

- Decyzja została podjęta po miesiącach aktywizmu pracowników i podwykonawców Google'a proszących o równe traktowanie - podaje agencja Bloomberg.  

Wyświetl galerię [1/2]

Prezes Sundar Pichai musi się liczyć z głosem pracowników

Bloomberg

Mowa o zapewnieniu opieki zdrowotnej, urlopu rodzicielskiego, stawki minimalnej na poziomie 15 USD za godzinę i innych świadczeń, jak bonus w wysokości 5 tys. USD rocznie na edukację. Do tej pory nie zawsze były one dostępne dla ludzi pracujących dla Google'a, ale formalnie zatrudnionych przez firmy zewnętrzne.  

Agencja Bloomberg przypomina, że ponad połowa załogi internetowego giganta nie pracuje w pełnym wymiarze godzin. Firma płaci za dziesiątki tysięcy kontrahentów, pracowników tymczasowych i sprzedawców, którzy robią wszystko, od serwowania żywności na stołówkach, zapewnianiu bezpieczeństwa, po tworzenie oprogramowania. Niektórzy z nich są zatrudnieni przez duże koncerny oferujące pracowników tymczasowych.  

Należąca do konglomeratu Alphabet firma Google znana jest jednocześnie z hojnych świadczeń i dogodnych warunków pracy. Systematycznie plasuje się w czołówkach rankingów najlepszych pracodawców. Pracownicy od dawna protestują przeciwko nierównemu traktowaniu.  

- Wykorzystanie przez Dolinę Krzemową nietradycyjnych planów zatrudnienia, w których zatrudnionym nie zapewnia się zazwyczaj takich samych przywilejów, jak pracownikom, rosło szybciej niż zatrudnienie w pełnym wymiarze godzin - podkreśla magazyn technologiczny „Wired”.  

Nowe standardy dla dostawców będą dotyczyć tylko firm zewnętrznych, które zatrudniają ludzi pracujących dla Google'a, a nie niezależnych wykonawców.  

Google daje dostarczycielom pracowników czas do stycznia ma wdrożenie wymogów dotyczących minimalnego wynagrodzenia. Na wprowadzenie świadczeń zdrowotnych mają więcej czasu, bo termin mija w 2022 r.  

Potentat internetowy znalazł się pod ostrzałem pracowników także w innej kwestii. W minionym tygodniu rozwiązał radę doradczą Advanced Technology External Advisory Council (ATEAC), której zadaniem było monitorowanie wykorzystania sztucznej inteligencji. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że radę rozwiązano po… nieco ponad tygodniu jej działania. Kontrowersje wzbudził dobór członków.  

- Obawy koncentrowały się na włączeniu do zespołu prezeski Heritage Foundation Kay Coles James. Jej think tank jest sceptyczny wobec zmian klimatycznych, a ona osobiście sprzeciwiła się ochronie praw osób LGBTQ. Inny członek rady, szefowa firmy produkującej drony Dyan Gibbens, również okazała się kontrowersyjna, biorąc pod uwagę fakt, że jej firma dostarcza technologię dla wojska, co jest wrażliwym tematem w Google - czytamy na łamach „MIT Technology Review”.  

Tysiące pracowników podpisało internetową petycję wzywającą do usunięcia z rady Kay Coles James. Googlersi nie pierwszy raz w ostatnich miesiącach pokazali, że chcą mieć wpływ na to, co robi ich pracodawca.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Ostruszka

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy