GPW: Listopadowe dołki są coraz bliżej

Maciej Dyja, Główny Analityk Gold Finance
opublikowano: 19-01-2009, 16:46

Po fali spadków, która przetoczyła się przez nasz parkiet w ubiegłym tygodniu, oczekiwania na choćby niewielką wzrostową korektę znacznie wzrosły. Zwłaszcza, że na rzecz takiego scenariusza przemawiało kilka argumentów. Ze względu na dzisiejsze obchody dzień urodzin Martina Luthera Kinga w USA giełdy nie pracowały, a więc inwestorom odpadł duży powód do zmartwień w postaci sesji na Wall Street. Także jutrzejsza inauguracja prezydentury Baracka Obamy mogła być pretekstem do próby podniesienia indeksów i  poprawy nastrojów.

Stało się jednak zupełnie inaczej. Jeśli problemy nie przychodzą zza Oceanu, to pojawiają się w Europie. Taka sytuacja miała miejsce właśnie dzisiaj. Royal Bank of Scotland Group podał w komunikacie, że za 2008 r. może zanotować stratę 28 mld funtów (41 mld USD),
największą, jaką kiedykolwiek zanotowała brytyjska firma, ze względu na pogarszający się kryzys finansowy. Po takiej informacji ciężko było o inny rozwój sytuacji na giełdach europejskich niż dalsze spadki.

Podobnie sytuacja wyglądała na GPW. Indeks WIG20 z każdą kolejną godziną osuwał się coraz mocniej. Słaba postawa indeksu dużych spółek wynikała głównie z zachowania sektora bankowego, który przeżywał cierpienia podobnie jak w innych krajach. Kiepsko spisywały się także spółki surowcowe na czele z walorami PKN Orlen. Wyjątkiem były akcje KGHM-u, które wspomagała drożejąca miedź. Dzień nie zawierał istotnych publikacji makroekonomicznych, a informacje o wynagrodzeniu i zatrudnieniu w Polsce, które były gorsze od oczekiwań nie wpłynęły na nasz parkiet.

Sytuacja na GPW do końca dnia była fatalna. Indeks WIG20 stracił na zamknięciu 3,55% i zakończył sesję na poziomie 1644 punktów. Indeksy mWIG40 oraz sWIG80 straciły 1,06% i 0,90%. Obroty podczas dzisiejszej sesji wyniosły 800 mln złotych. Ciężko spodziewać się poprawy sytuacji w dniu jutrzejszym, zaplanowana na wtorek inauguracja prezydentury Baracka Obamy nie wiele zmieni. Nasz rynek zbliża się do ubiegłorocznych dołków i dopiero zachowanie indeksów na tamtych poziomach pozwoli snuć wnioski na przyszłość. Chętnych do kupna akcji w zasadzie nie ma i nawet niewielka ilość sprzedających może powodować mocne spadki tak, jak to miało miejsce dzisiaj.

Maciej Dyja
Główny Analityk Gold Finance

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Maciej Dyja, Główny Analityk Gold Finance

Polecane