Stało się jednak zupełnie inaczej. Jeśli problemy nie przychodzą zza Oceanu,
to pojawiają się w Europie. Taka sytuacja miała miejsce właśnie dzisiaj. Royal
Bank of Scotland Group podał w komunikacie, że za 2008 r. może zanotować stratę
28 mld funtów (41 mld USD),
największą, jaką kiedykolwiek zanotowała
brytyjska firma, ze względu na pogarszający się kryzys finansowy. Po takiej
informacji ciężko było o inny rozwój sytuacji na giełdach europejskich niż
dalsze spadki.
Podobnie sytuacja wyglądała na GPW. Indeks WIG20 z każdą kolejną godziną osuwał się coraz mocniej. Słaba postawa indeksu dużych spółek wynikała głównie z zachowania sektora bankowego, który przeżywał cierpienia podobnie jak w innych krajach. Kiepsko spisywały się także spółki surowcowe na czele z walorami PKN Orlen. Wyjątkiem były akcje KGHM-u, które wspomagała drożejąca miedź. Dzień nie zawierał istotnych publikacji makroekonomicznych, a informacje o wynagrodzeniu i zatrudnieniu w Polsce, które były gorsze od oczekiwań nie wpłynęły na nasz parkiet.
Sytuacja na GPW do końca dnia była fatalna. Indeks WIG20 stracił na zamknięciu 3,55% i zakończył sesję na poziomie 1644 punktów. Indeksy mWIG40 oraz sWIG80 straciły 1,06% i 0,90%. Obroty podczas dzisiejszej sesji wyniosły 800 mln złotych. Ciężko spodziewać się poprawy sytuacji w dniu jutrzejszym, zaplanowana na wtorek inauguracja prezydentury Baracka Obamy nie wiele zmieni. Nasz rynek zbliża się do ubiegłorocznych dołków i dopiero zachowanie indeksów na tamtych poziomach pozwoli snuć wnioski na przyszłość. Chętnych do kupna akcji w zasadzie nie ma i nawet niewielka ilość sprzedających może powodować mocne spadki tak, jak to miało miejsce dzisiaj.
Maciej Dyja
Główny Analityk Gold Finance