Warszawscy inwestorzy mocno zapięli dzisiaj od rana portfele z gotówką w oczekiwaniu na moment publikacji raportu o dynamice amerykańskiego PKB. WIG20 po gwałtownych ruchach na początku sesji usadowił się poniżej 1600 pkt., stając się ponownie jednym z najsłabszych indeksów na kontynencie. Małej aktywności na giełdzie towarzyszyło znaczne osłabienia polskiej waluty. Po południu za szwajcarskiego franka trzeba było zapłacić ponad 3 zł., a poziom 3,5 zł. za amerykańskiego dolara stawał się realny. Marnym pocieszeniem dla złotego była podobna sytuacja na węgierskim forincie. Podejrzewanie jednak tylko zagranicznych inwestorów o wymianę złotego na najważniejsze waluty jest raczej tylko półprawdą. W tym procederze także uczestniczą rodzime, regionalne banki i fundusze.
Ponad 2-proc. spadkom indeksu blue chipów towarzyszyły - tradycyjnie już - niskie obroty. Jedynie na walorach TP SA dało się zauważyć wzmożony handel, ale było to głównie zasługą kilku znaczących wymian pomiędzy funduszami porządkującymi swoje portfele na koniec miesiąca. Po 3 godzinach wolumen na akcjach Agory nie przekraczał nawet 9 tys. Handel -zgodnie z oczekiwaniem - ożywił się dopiero wraz ze zbliżaniem się momentu publikacji amerykańskiego PKB. Koszykowym zleceniom sprzedaży z łatwością udawało się pogrążać WIG20 w coraz intensywniejszej czerwieni. Bardzo słabą kondycją obok Lotosu wyróżniały się nasze najcięższe banki" Pekao i PKO BP.
W gronie mniejszych spółek kolejny nieudany dzień zaliczali akcjonariusze Petrolinvestu, którego kurs ponownie ma kłopoty w obronie przed trendem spadkowym. Bardzo dobrą passę za to kontynuował Sfinks. Jego wycena rosła o prawie 30 proc., jednak przy niskim wolumenie. Przyczyny tak dobrego zachowania się tej firmy są nieznane, bo nowa emisja akcji, proponowana przez zarząd w celu poprawy sytuacji finansowej, nie powinna wywołać wielkiego entuzjazmu.
Skurczenie się PKB USA okazało się znacznie mniejsze od prognoz. To uruchomiło popyt na GPW. Podnoszeniu indeksów towarzyszył tym razem wyraźny wzrost obrotów. Jednak chęci to zbyt mało, potrzebny jest jeszcze kapitał, aby wygrać batalię. Mimo próby odrobienia strat kupujący ponieśli porażkę i WIG20 osunął się o 1,01 proc., przełamując barierę 1600 pkt. Bardzo słabo wypadł Lotos i PKO BP tracąc ponad 4 proc. Przecenę blue chipów ograniczył PKN Orlen i PGNiG.
GPW nie zaliczyła tego tygodnia do udanych. WIG20 zanotował kolejną punktową stratę, zbliżając się do minimów bessy. Jeszcze gorzej wyglądała sytuacja z obrotami, które przekraczały czasami zaledwie 600 mln zł. Nadzieja w rozpoczynającym się sezonie raportów kwartalnych polskich spółek, że to on wyrwie inwestorów z letargu. Jednak wycena wielu czołowych polskich firm jest obecnie tak atrakcyjna, że obóz inwestorów zainteresowanych ich akumulacją nie odda łatwo pola w opuszczeniu kanału konsolidacji, a jeśli nadarzy się okazja to również testowanie minimów jest realne.
Indeksy na Wall Street dosyć dzielnie zachowywały się przez pierwsze 4 sesje
tego tygodnia. Zarówno Dow Jones, jak i S&P500 zanotowały minimalne wzrosty.
Popyt starał się wykorzystać każdą nadarzającą się okazję do odsunięcia od
wsparć. Świetnie posłużył temu zarówno komunikat po posiedzeniu FOMC, jak i
kolejne pomysły i batalie wokół pakietów stymulujących gospodarkę USA nowej
administracji w Waszyngtonie. Raporty spółek, jak na szalejącą recesję, nie
okazały się dramatyczne. Nieliczne wielkie korporacje odnotowały straty. Część-
nawet nie tak mała- wzrost zysków. To daje podstawy do kontynuacji podobnego
trendu w przyszłym tygodniu, gdzie chwalić się będzie kolejna fala spółek z
indeksu S&P500. Amerykańskie byki dzisiaj uzyskały spory atut do obrony
wsparć i prawdopodobnie skoncentrują się w przyszłym tygodniu na wyczerpywaniu
prz