Gra pozorów i wyczekiwanie na GPW

Waldemar Borowski
opublikowano: 2008-12-18 17:10

Na skutek piątkowego rozliczenia kontraktów terminowych na WIG20 oraz tematu pod nazwą „opcje walutowe”, spodziewane polepszenie klimatu na GPW oraz oczekiwany rajd Św. Mikołaja, zamienił się w bezproduktywny okres dla posiadaczy akcji. W tych dniach na rynku pozostali tylko gracze o stalowych nerwach.

Po wczorajszym gwałtownym spadku WIG20, inwestorzy podeszli do dzisiejszych notowań ze sporą rezerwą, co przełożyło się na jeszcze większy niż ostatnio spadek ich aktywności. Można było odnieść wrażenie, że na placu boju pozostali tylko ci gracze, którzy zainteresowani są poziomem piątkowego zamknięcia. Mniejsi inwestorzy starali się ograniczyć tylko do biernego obserwowania rozwoju wydarzeń. Zielone otwarcie i wzrost naszego najważniejszego indeksu o ok. 1 proc. nie zostało poparte praktycznie żadnym większym obrotem na czołowych firmach. Nawet dobrze zachowująca się TP SA, która notowała 5 proc. zwyżki, miała po 4 godzinach handlu wolumen poniżej miliona akcji. Na drugim biegunie tym razem znalazł się GTC, którego kurs udało się zepchnąć sprzedającym o ok. 10 proc. Nic więc dziwnego, że wraz z upływem czasu WIG20 obniżał swoje loty, by w końcu przejść do czerwonej strefy.

Pogorszeniu na warszawskim parkiecie towarzyszyło dynamiczne osłabienie naszego pieniądza w stosunku do najsilniejszych walut, a w szczególności do euro, za którego trzeba było płacić nawet 4,18 zł. Złoty, według dilera banku Pekao SA, Marcina Bilbina stał się najsłabszą walutą w koszyku i to nie tylko na skutek czynników zewnętrznych, ale także w wyniku przewidywanych na grudzień rozliczeń opcji walutowych.

Temat opcji był również elementem powstrzymującym angażowanie się inwestorów w akcje mniejszych spółek. Wczorajsze ujawnienie ankiety przeprowadzonej wśród emitentów giełdowych przez KNF, na temat ilości firm borykających się z tym problemem, wzmogło obawy i nieufność kupujących w stosunku do wielu spółek podejrzewanych o „zarażenie opcjami”. Wydaje się, że szybkie wyjaśnienie tej sprawy, leży obecnie w interesie samych emitentów, bo wielu z nich może być niesłusznie mocno przecenionych na podstawie samych tylko podejrzeń. Na szerokim rynku słabo radziło sobie wiele przedsiębiorstw ze stajni Romana Karkosika, z Hutmenem na czele. Za to udany dzień zaliczyli akcjonariusze Petrolinvestu, który starał się odrabiać część strat poniesionych w ostatnich dniach.

Większego wpływu, zgodnie z oczekiwaniami, na zachowanie warszawskiego parkietu nie miał rozwój wydarzeń na innych czołowych rynkach w Europie. Ze statystycznego obowiązku warto podkreślić dobrą postawę kupujących na londyńskiej giełdzie oraz wzrosty mniejszych spółek paliwowych. Na rynku pojawiły się spekulacje o możliwości konsolidacji w branży naftowej. Czołowe koncerny z tego sektora dysponują ogromnymi zasobami finansowymi, dzięki zyskom osiągniętym w poprzednich kwartałach i prawdopodobnie nie przegapią niskich wycen słabszych konkurentów.

Trochę zamieszania zrobiło ostre hamowanie produkcji przemysłowej w listopadzie, która spadła o 13,1 proc. mdm. Jednak dzisiaj to nie dane z Polski, czy USA decydowały o kierunku handlu, lecz widmo jutrzejszego dnia i gra pod wyjściową pozycję. Rywalizację wygrał obóz byków podnosząc WIG20 o 0,76 proc. Sukces ten był możliwy dzięki TP SA i nagłemu wzrostowi wyceny Pekao SA. Negatywnym bohaterem został obok GTC, BRE Bank.

 Ta sesja nie oddaje w najmniejszym stopniu tego, co może wydarzyć się jutro. W piątek  wygasa seria kontraktów grudniowych i ostatnia godzina notowań będzie się charakteryzowała wyjątkową dynamiką. Miejmy nadzieję, że w przyszłym tygodniu GPW powróci do rytmu globalnych parkietów, ale już dzisiaj można zaryzykować twierdzenie, że skutecznie przegapiła poprawę klimatu inwestycyjnego na światowych rynkach.