Gry komputerowe to nie tylko rozrywka, lecz także narzędzie pozwalające rozwinąć umiejętności biznesowe. Trzeba tylko wiedzieć, w co grać.
ewien menedżer niskiego szczebla wolne chwile spędzał, grając w popularną grę „The Sims”. Jest to symulator prawdziwego życia, w którym gracz kieruje figurką człowieka zwaną popularnie simem. Simem trzeba się opiekować: karmić go, myć, dbać o niego, ale równocześnie należy pozwalać mu się bawić, spotykać innych ludzi, rozwijać związki uczuciowe — słowem, robić to samo, co robimy w zwyczajnym życiu, tyle że na ekranie komputera.
Nasz menedżer karmił sima i dbał o jego zdrowie, a w wolnych chwilach kazał się mu uczyć, uczyć, uczyć, uczyć.
— Jego sim zdobywał coraz wyższe stanowiska. Menedżer w ten sposób uczył się tak naprawdę zarządzać sobą samym, własnym życiem. Dzięki zdobyciu tej na pozór prostej umiejętności (kto z nas z ręką na sercu może powiedzieć, że potrafi dobrze zarządzać swoją osobą?) udało mu zajść na stanowisko dyrektorskie — mówi Marcin Przybyłek, szef firmy Hekson prowadzącej szkolenia, a jednocześnie pisarz scienceficition, zafascynowany grami komputerowymi.
Gry dla dorosłych
Gry komputerowe postrzegane są przez tzw. poważnych, dorosłych ludzi jako niepoważna rozrywka dla niedorosłych ludzi (czytaj „dla młodzieży”). Zupełnie niesłusznie. Za dowód niech slużą chociażby ceny. Konsola Playstation 3 kosztuje około 1800 zł, konsola Xbox około 1500 zł, najtańsza z tych trzech Wii około 1000 zł. Ceny gier na wszystkie te maszyny wahają się pomiędzy 150 a 300 zł. Ciekawe, którego nastolatka na to stać?
Bardziej przystępnie (cenowo) przedstawiają się gry na komputery osobiste. Tyle że coraz więcej tytułów wydawanych jest z myślą o rynku konsolowym. Wniosek? Żeby grać, trzeba mieć pieniądze. A pieniądze mają dorośli, poważni ludzie. W USA średnia wieku graczy to 33 lata, gry komputerowe najczęściej kupują ludzie w wieku 38 lat, a 24 proc. Amerykanów powyżej 50. roku życia bawi się przy komputerze czy konsoli.
Wiemy już, że dorośli i poważni ludzie rzeczywiście spędzają czas przy grach komputerowych. Czy jest to jednak tylko prosta rozrywka, czy coś więcej? Innymi słowy, czy biznesmen może się czegoś nauczyć, grając w gry komputerowe?
Korzyści z przegranej
Rozpocznijmy od tego, że gry komputerowe od dawna już używane są np. w szkoleniu pilotów czy żołnierzy. Proste symulacje pojawiają się czasami podczas kursów na prawo jazdy (pomagają się nauczyć zasad ruchu drogowego) czy na szkoleniach dla biznesmenów. Oczywiście, są to specjalnie przygotowane programy edukacyjne, ale także ze zwykłych gier można się czegoś nauczyć.
— Dodatek do największej gry wszech czasów, „The Sims 2 Własny biznes” uczy small biznesu. Gra „SimCity” była wykorzystywana w rozgrywkach prezydentów miast w Polsce. Logiczne myślenie rozwija gra „Portal”, wchodząca w skład „The Orange Box”. Również gry strategiczne z cyklu „Command & Conquer” to gratka dla tych, którzy niekoniecznie lubią proste strzelanki. Już pod koniec marca dostępny będzie dodatek do tej strategii „Gniew Kane’e”. A dla ludzi, którzy widzieliby się w roli menedżera drużyny piłkarskiej — FIFA Manager 08 — zachwala produkty swojej firmy Lidia Zalewska z polskiego oddziału Electronic Arts.
Do tej listy tytułów można by dodać jeszcze drugie tyle (patrz ramka). I wbrew pozorom, nie jest to tylko kolejna marketingowa gadka.
— Gry to całe systemy edukacyjne. W każdej gracz najpierw przegrywa. Zanim zostanie czempionem, musi spędzić przed komputerem nawet kilkadziesiąt godzin. Gra uczy, jak przeciwstawiać się frustracji związanej z przegraną. Mówi się, że gry komputerowe to ogłupiająca rozrywka, gdzie wszystko jest ładne, kolorowe, a każde życie, które się straci, można z powrotem wgrać, co kreuje nieprawidłowe wizje na temat życia i śmierci. Mnie się wydaje, że jest to mocno przesadzone, bo statystyczny gracz częściej przegrywa, niż wygrywa. W trakcie tego upadania i podnoszenia się, upadania i podnoszenia się, ze zdziwieniem stwierdza, że jego umiejętności rosną. Krzywa nauki w zależności od gry jest bardziej stroma lub bardziej płaska, ale każdej gry człowiek się uczy dosyć długo — opowiada Marcin Przybyłek.
Przy czym w żadnej e-rozrywce nie ma czegoś takiego, jak niespodziana wygrana w totka. Tutaj trzeba zrobić wiele drobnych kroków, aby w końcu osiągnąć wyznaczony cel. Zupełnie jak w życiu. I biznesie.
Uczmy się uczyć
Sceptycy zawsze będą twierdzili, że choć w grach typu „SimCity” rzeczywiście występują elementy ekonomii, to jednak nawet najlepszy symulator nie może zastąpić normalnego życia, a elementy to nie całość. I mają rację. Tyle że korzyści z grania w gry komputerowe są znacznie większe.
— Gry komputerowe zmuszają graczy do uczenia się nowych rzeczy. I to jest fascynujące. W mózgu jest około 100 miliardów neuronów i ta liczba nie ulega zwiększeniu. Jedyne, co u człowieka dorosłego może ulec zmianie, to liczba połączeń synaptycznych. Statystyczny neuron ma ich 10 tys. W trakcie naszego życia, jeśli przestaniemy się uczyć nowych rzeczy, ta liczba zaczyna maleć. Człowiek zaczyna „kostnieć umysłowo”: chodzi ciągle tymi samymi drogami, a wszystkie problemy rozwiązuje na jedno kopyto — twierdzi Marcin Przybyłek. Innymi słowy, dzięki e-rozrywce uczymy się uczyć, rozwijamy mózg i nowe umiejętności.
— Na przykład popularne dzisiaj strategie czasu rzeczywistego (RTS) uczą myśleć wielopłaszczyznowo. Grając w nie, trzeba myśleć na poziomie ekonomicznym, na poziomie rozbudowy bazy, trzeba jednocześnie pamiętać o zdobywaniu zasobów w różnych częściach mapy, należy reagować na poziomie taktycznym. Kiedy dojdzie do walki z wrogiem, wypada również kontrolować rozwój swojej armii i to wszystko naraz w nieustannie i płynnie zmieniającej się sytuacji. To jest proces, który jest jednocześnie problemem do rozwiązania — opowiada Marcin Przybyłek i podkreśla, że w takich grach główną przyczyną porażki jest przeinwestowanie.
— Gracz ulega fascynacji, że może wydać te swoje wirtualne pieniądze na towary czy nowe jednostki, ale w pewnym momencie traci płynność finansową i w rezultacie przegrywa. Gry ekonomiczne uczą bardzo dużej pokory w kwestii inwestycji. Nie przesadzaj, bracie, bądź mobilny, bądź elastyczny, wypośrodkuj chęć kupowania nowych rzeczy i utrzymywania tego, co jest. Dopiero ci gracze, którzy potrafią osiągnąć tę bardzo subtelną równowagę, wygrywają — mówi Marcin Przybyłek.
Być może gdyby Bernard Ebbers spędził trochę czasu przy komputerowej rozrywce, to nie doprowadziłby do upadku z powodu przeinwestowania założonego i kierowanego przez siebie WorldComu. Bankructwo amerykańskiego giganta telekomunikacyjnego było jednym z najbardziej spektakularnych w ostatnich latach. Inwestorzy stracili 11 mld USD.
Battlefield a zarządzanie
Z każdej gry komputerowej można wyciągnąć cenną naukę. Nawet, a może przede wszystkim wtedy, kiedy się przegrywa.
— Porażki są ważne, bo na porażkach człowiek najwięcej się uczy. Przegrałeś, kolego, bo czegoś ci brakuje, gdzieś popełniłeś błąd. Jeśli wyobrazić sobie zasób wiedzy człowieka jako płaszczyznę, to analiza fiaska pokazuje, w którym miejscu w tej płaszczyźnie są dziury — twierdzi Marcin Przybyłek.
Jako przykład podaje grę „Battlefield 2142”. Z pozoru jest to zwykła strzelanka sieciowa. Przez internet gracze biorą udział w rozgrywce jako żołnierze futurystycznych mocarstw. Można się wcielić w zwykłego wojaka, który odpowiada tylko za siebie, w dowódcę drużyny, który wydaje rozkazy żołnierzom oraz może łączyć się z komendantem, oraz w samego komendanta, który wydaje rozkazy dowódcom i ma pełny obraz sytuacji na polu bitwy.
— Kiedy grałem pojedynczym żołnierzem, często nie rozumiałem, czego chce ode mnie dowódca drużyny: czemu każe iść w jedno miejsce, podczas gdy ja chciałem podążyć w inne. Zwykle szedłem tam, gdzie chciałem, i ginąłem. Kiedy byłem dowódcą drużyny, już zaczynałem rozumieć, że ten żołnierz, który sobie samopas lata po mapie, robi wielki błąd, bo nie ma wglądu w sytuację globalną, którą ma dowódca i komendant. Gdy zostałem komendantem, zacząłem rozumieć, czego chciał ode mnie komendant, kiedy byłem dowódcą drużyny. Dopiero kiedy poznałem te wszystkie poziomy, dostrzegłem, że te wszystkie rozkazy, które do tej pory pozostawały dla mnie niezrozumiałe, miały sens. I to się sprawdza też w zarządzaniu — mówi Marcin Przybyłek.
Także w firmie pracownik, który nie rozumie, dlaczego wydaje mu się takie, a nie inne polecenia, zwykle wykonuje je źle i byle jak. Dopiero, kiedy jego zadanie, miejsce w firmie zostanie mu pokazane z pozycji dyrektora, zaczyna rozumieć, co i jak ma zrobić. I nie popełnia już więcej błędów. Oczywiście, nie trzeba grać w „Battlefield 2142”, żeby się tego dowiedzieć. Można też pójść na wielogodzinne, nudne szkolenie z zarządzania zasobami ludzkimi. Ale po co, skoro można ten czas o wiele przyjemniej i z takimi samym pożytkiem spędzić przed ekranem komputera? Tak więc menedżerowie — do gry! l
Relaks, organizacja, planowanie
Norbert Dąbrowski,
menedżer w dużej korporacji
W gry komputerowe gramy ze znajomymi przeważnie w piątkowe późne wieczory. Jest to relaks, ale także chwila, gdy możemy „wylogować się” ze świata rzeczywistego i oczyścić organizm z akumulowanego przez poprzednie dni stresu. Gramy w Battlefield 2142, który uczy pracy zespołowej i dobrej organizacji. Druga gra to Warhammer 40.000, oferująca ciekawy, bardzo rozbudowany, a jednocześnie przejrzysty strukturalnie świat, z którym naprawdę warto się zapoznać również w formie książkowej. Jest to gra bardziej strategiczna niż ekonomiczna, ucząca planowania oraz przez to, że wymaga szybkiej reakcji, ćwicząca refleks i rozwijająca zdolność podejmowania decyzji. W grach sieciowych istotna jest świeżość relacji — ponieważ każda sesja jest inna.
Wyobraźnia, sukces, radość
Sebastian Nanasik, menedżer ligi Heyah Logitech Cybersport powered by Komputronik
Poprzez zabawę młode osoby uczą się obsługi komputera, korzystania z internetu. Gry komputerowe to świetne wprowadzenie w świat elektroniki i nowoczesnej technologii. Mogą uczyć, rozwijać wyobraźnię i ciekawość oraz poszerzać horyzonty. Pomimo tego, że dzieją się w światach wirtualnych, powodują autentyczne doznania — poczucie sukcesu, porażki, radość, smutek, sportową złość, itp. Bardzo istotną jest funkcja społecznościowa gier, czego najlepszym przykładem jest nasza liga: dziesiątki tysięcy młodych ludzi traktuje gry niezwykle poważnie, organizują się we wspólnotach, które z kolei wyzwalają niesamowite pokłady aktywności (turnieje, zawody, zakładanie stron internetowych dotyczących poszczególnych gier, fora dyskusyjne itp.).
Odwaga i prawa fizyki
Patryk Leszczyński, konsultant PR w agencji ITBC Communication
Gry komputerowe to dla mnie jeden z ulubionych sposobów na relaks pod koniec dnia. Lubię gry, które angażują odbiorcę i w których można przekroczyć ograniczenia związane z własną odwagą, prawami fizyki, normami społecznymi, czy nawet przepisami drogowymi. Choć gry pochłaniają czas, nie należy zapominać o ich edukacyjnej roli. Podejmując biznesowe decyzje w grach ekonomicznych, obserwuję ich skutki w wirtualnym środowisku biznesowym. Wcielając się w postać w świecie Role-Playing Game, uczę się o sobie — jakie kroki podjąłbym w nieoczekiwanych sytuacjach, w jaki sposób rozwiązałbym własne rozterki moralne.