Grozi nam eksplozja wydatków

bmk
06-02-2006, 00:00

Ekonomiści nie wierzą, by rząd pozwolił na wprowadzenie szkodliwych pomysłów partnerów PiS. Jeśli się mylą, słono za nie zapłacimy.

Grzegorz Maliszewski, ekonomista Banku Millennium

Gdyby wszystkie ustawy miały zostać wprowadzone, byłaby to zła informacja zarówno dla rynków finansowych, jak i gospodarki. Widać, że są to propozycje grożące wzrostem wydatków, głównie socjalnych, co grozi poluzowaniem polityki fiskalnej. Zawarte w pakcie ustalenia są ogólne, co uniemożliwia oszacowanie ich skutków, niemniej propozycje tzw. senioralnego, wydłużenia urlopów macierzyńskich czy nowych zasiłków dla bezrobotnych zagrażają stabilności finansów publicznych. Gdyby je wprowadzono, na pewno spotkałoby się to z negatywną reakcją rynków ze względu m.in. na oddalenie perspektyw spełnienia kryteriów z Maastricht, a co za tym idzie — wejścia Polski do strefy euro. Na razie trudno ocenić szanse wprowadzenia wszystkich zapisów paktu. Jeśli PiS utrzyma w koalicji silną pozycję, prawdopodobieństwo realizacji niebezpiecznych dla finansów pomysłów będzie małe. Jeśli jednak Samoobrona i LPR poczują się mocne, zagrożenie wzrośnie. Testem będzie budżet na 2007 r.

Prof. Witold Orłowski, doradca ekonomiczny prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego

Nie wiadomo, jaki będzie rezultat wprowadzenia w życie tych ustaw. Pod ogólnymi nazwami mogą się bowiem kryć różne projekty. Zmiana ustawy o NBP może być kosmetyczna, jeśli politycy dodadzą bankowi obowiązek dbania o gospodarkę. A trudno dziś zarzucić RPP, że o nią nie dba. Pod tą samą nazwą może jednak kryć się złamanie niezależności NBP. Dlatego dopóki nie znamy szczegółów, trudno mówić o konsekwencjach. Teraz będziemy świadkami walki. Z jednej strony rząd będzie się starał, by propozycje Samoobrony i LPR były jak najłagodniejsze, z drugiej — partie te będą cisnąć w stronę rozwiązań, które diametralnie mogą zmienić funkcjonowanie gospodarki. Myślę, że tę walkę wygra PiS.

Richard Mbewe, główny ekonomista WGI DM

Nie wykluczam zmiany tendencji na rynku złotego na spadkową. Wygląda na to, że będzie to koalicja wydatków socjalnych. Spodziewam się także eskalacji nagonki na NBP. Politycy nie mówią jednak, skąd wezmą pieniądze na sfinansowanie tych planów. Gdyby miały zostać zrealizowane, nie wykluczam wzrostu akcyzy, a także zmian w VAT polegających na podniesieniu lub rezygnacji ze stawek preferencyjnych. Spodziewam się konfliktów na linii posłowie — minister finansów. Na razie jednak posłów koalicji obowiązuje zakaz odwoływania ministrów. Pytanie tylko, jak długo się powstrzymają.

Łukasz Tarnawa, główny ekonomista PKO BP

Nie przewiduję, by kosztowne ustawy forsowane przez koalicjantów PiS mogły wejść w życie. Spodziewam się, że na pierwszy ogień pójdą ustawy „polityczne”, łatwiejsze do zaakceptowania przez trzy strony paktu. Później będą się nasilały naciski, by wprowadzać rozwiązania prosocjalne. Jednak nie będzie to możliwe, jeśli szefem rządu nadal będzie Kazimierz Marcinkiewicz, a za finanse odpowiadać będzie wicepremier Zyta Gilowska. Dla rynków finansowych to ona będzie termometrem wskazującym, czy finansów publicznych nie trawi gorączka, co byłoby efektem wprowadzenia ustaw o kolosalnych kosztach. Jeśli pozostanie w rządzie, oznaczać to będzie stabilność finansów publicznych. Myślę, że Zyta Gilowska nie zgodzi się na wprowadzenie ustaw w znaczący sposób zwiększających wydatki — prędzej dojdzie do rozłamu w koalicji. Spodziewam się, że nastąpi to za 4-5 miesięcy. Gdyby jednak doszło do realizacji wszystkich ustaw zapisanych w pakcie (szczególnie tych z załącznika, dotyczących m.in. zwrotu akcyzy na paliwa rolnicze, zasiłku dla bezrobotnych nie z własnej winy czy świadczenia senioralnego), ich koszt można szacować na kilka-kilkanaście miliardów złotych. Oznaczałoby to bardzo poważne napięcia w budżecie na 2007 r. i drastyczny wzrost deficytu.

Piotr Bielski, ekonomista Banku Zachodniego WBK

Ustawy przewidziane w pierwszej części paktu koncentrują się na bezpieczeństwie, administracji i sądownictwie i mają umiarkowany wpływ na finanse publiczne. Niepokój budzić może pomysł zmiany ustawy o NBP, a także przywrócenie corocznej waloryzacji rent i emerytur — i to nie tylko o wskaźnik inflacji, lecz także o wskaźnik wzrostu płac, co może kosztować nawet ponad 3 mld zł rocznie. Nieporównywalnie większy kaliber mają pomysły zapisane w załączniku — koszty ich wprowadzenia moglibyśmy liczyć w dziesiątkach miliardów. Wydaje się, że rząd zdaje sobie z tego sprawę, dlatego ryzyko ich realizacji nie jest duże.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: bmk

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Grozi nam eksplozja wydatków