Grzech pierworodny w Golub Gethouse

Dawid TokarzDawid Tokarz
opublikowano: 2025-03-04 20:00

Ponad dekadę temu jeden wspólnik dewelopera, Szymon J., podrobił podpisy drugiego, Pawła Szulca. Sąd uznał, że musiał o tym wiedzieć beneficjent fałszerstwa i trzeci wspólnik, Cezary Jarząbek.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • jakie dokumenty ponad dekadę temu podrobił Szymon J., współzałożyciel i członek zarządu Golub Gethouse (GG) w latach 2010-13?
  • kto został pokrzywdzony tym fałszerstwem, a kto na nim zyskał, i dlaczego?
  • jaki wątek tej sprawy umorzyła prokuratura, i jak mocno tę decyzję skrytykował sąd?
  • co do powiedzenia w całej sprawie ma Cezary Jarząbek, prezes i wspólnik GG?
Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

W grudniu 2024 r. napisaliśmy, że Cezary Jarząbek, prezes i wspólnik grupy dewelopersko-inwestycyjnej Golub Gethouse (GG), został oskarżony o zdefraudowanie i późniejsze wypranie ponad 14 mln zł pozyskanych od obligatariuszy detalicznych, którzy finansowali budowę warszawskiego biurowca Mennica Legacy Tower (MLT) i dwóch akademików pod marką LivinnX. A na początku lutego 2025 r. ujawniliśmy, że Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła śledztwo w sprawie przywłaszczenia przez szefa dewelopera co najmniej 40 mln zł pochodzących ze sprzedaży Liberty Tower, największego projektu grupy GG w innym segmencie rynku nieruchomości — mieszkań na wynajem.

Cezary Jarząbek (zgadza się na podawanie pełnych danych osobowych) zapewnia, że w obu sprawach jest niewinny, ale jego problemy narastają. Źródłem kolejnych może okazać się śledztwo Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, w którym głównym podejrzanym jest Szymon J., współzałożyciel i członek zarządu GG w latach 2010-13, a jednocześnie zdemaskowany przez PB przestępca, skazany prawomocnie za kierowanie gangiem wyłudzającym VAT przy handlu nieruchomościami i oszustwa podatkowe.

Fałszerstwo na Cyprze

Szymon J. od kilku lat podejrzany jest też o kierowanie inną zorganizowaną grupą przestępczą, oszukującą zagraniczne fundusze inwestycyjne przy skupie akcji pracowniczych firm energetycznych, pranie pieniędzy, działanie na szkodę wierzycieli, a także podrabianie dokumentów.

Prokuratura długo nie ujawniała, czego dotyczy ostatni z wątków, ale PB udało się to ustalić. Chodzi o sfałszowanie w latach 2011-13 kilku podpisów Pawła Szulca, menedżera brytyjskiego funduszu hedgingowego Charlemagne Capital i ówczesnego wspólnika w interesach Cezarego Jarząbka i Szymona J. W wyniku tego fałszerstwa Paweł Szulc stracił udziały, pośrednie i bezpośrednie, w cypryjskich spółkach Salimondi i Ojeocan, będących właścicielami polskich firm (pierwsza m.in. deweloperskich, w tym powiązanych z GG, druga – projektujących farmy wiatrowe).

Beneficjentami podrobienia dokumentów byli – w przypadku Salimondi – Cezary Jarząbek, a w przypadku Ojeocan – Mariusz Adamczewski. To były wspólnik kancelarii prawnej BCLA, obsługującej w tamtych latach zarówno firmy powiązane z Cezarym Jarząbkiem, jak i Szymonem J. (wszyscy trzej panowie byli też znajomymi). W prokuraturze do podrobienia podpisów Pawła Szulca na dokumentach przyznał się Szymon J., a wcześniej potwierdziły to opinie grafologiczne. Jednocześnie Szymon J. zarzekał się, że o jego zamiarach i czynach nie wiedzieli wtedy ani Cezary Jarząbek, ani Mariusz Adamczewski (co obaj potwierdzili).

Na tej podstawie prokuratura umorzyła wątek dotyczący Salimondi, ale umorzenie to zaskarżył Marek Topór, pełnomocnik Pawła Szulca. Pod koniec 2024 r. Sąd Okręgowy w Warszawie uchylił decyzję praskiej prokuratury i nakazał dalsze prowadzenie śledztwa. W uzasadnieniu postanowienia napisał m.in., że argumentacja decyzji śledczych o umorzeniu śledztwa „w najmniejszym stopniu nie zasługiwała na aprobatę Sądu”.

Sąd: Szymon J. kłamie

Wydający to postanowienie znany sędzia Piotr Gąciarek uznał twierdzenia Szymona J. za „rażąco niewiarygodne”. Jego zdaniem jest „nieprawdopodobne, aby Szymon J. podrabiał podpisy Pawła Szulca, działając właściwie bez żadnego motywu”.

„Ocena zeznań lub wyjaśnień Szymona J. prowadzić może do jedynego prawidłowego wniosku, a mianowicie, że kłamie on, iż Cezary Jarząbek i Mariusz Adamczewski nie mieli wiedzy, a nawet nie zlecali lub nie pozostawali w porozumieniu z Szymonem J. W tej sytuacji na walor wiarygodności nie zasługują także zeznania Cezarego Jarząbka i Mariusza Adamczewskiego. Dlatego też prokurator ponownie dokona analizy zeznań i wyjaśnień wymienionych osób, a także uzupełni materiał dowodowy o zeznania wnioskowanego do przesłuchania (…) na okoliczność i tak już ewidentnego porozumienia pomiędzy wspomnianymi wyżej osobami, którego z niezrozumiałych dla Sądu względów prokurator nie dostrzega i uzasadnia swoje ustalenia o braku tego porozumienia w sposób wręcz nielogiczny”.

- Sąd nie pozostawił suchej nitki na dotychczasowym sposobie prowadzenia śledztwa przez prokuraturę. Mam nadzieję, że wkrótce osoby działające w porozumieniu z Szymonem J. poniosą odpowiedzialność za przywłaszczenie sobie mienia pokrzywdzonego Pawła Szulca. Chodzi o udziały w spółkach, które w portfelu miały tak spektakularne projekty deweloperskie, jak MLT czy Prime Corporate Center, a także wartościowe projekty energii odnawialnej – komentuje Marek Topór.

Co na to prokuratura?

"Po wykonaniu czynności zleconych przez sąd i uzyskaniu w ten sposób uzupełnionego materiału dowodowego, zostanie on ponownie poddany analizie i w jej wyniku podjęte zostaną stosowne decyzje procesowe" - twierdzi Norbert Woliński, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.

I zapewnia, że „na chwilę obecną ocena materiału dowodowego dokonana przez prokuratora nie uległa zmianie”. Tyle że - jak dowiedział się PB – tuż po druzgocącym dla prokuratury postanowieniu sądu… nastąpiła zmiana prokuratora prowadzącego śledztwo. Norbert Woliński twierdzi, że wynikało to „wyłącznie ze zmian kadrowych w tutejszej prokuraturze”.

Brak szkody i... ugoda

Z kolei Cezary Jarząbek uważa, że twierdzenia Pawła Szulca o wielomilionowej szkodzie lub wielomilionowej wartości jego udziałów w spółce Herol [spółka matka Salimondi – red.] oraz spółkach od niej zależnych są „całkowicie absurdalne, nieprawdziwe i niepoparte żadnymi wycenami ekonomicznymi”. I podkreśla, że w ramach porozumienia z marca 2015 r. Paweł Szulc sprzedał swoje udziały w Herolu za kilkaset dolarów.

Marek Topór odpowiada, że szef grupy GG przywołuje porozumienie z marca 2015 r. „fragmentarycznie”. Zgodnie z nim bowiem Paweł Szulc w zamian za wypłacone mu około 6 mln zł miał przede wszystkim „się uciszyć” i nie korzystać ze swych praw jako pokrzywdzony w postępowaniu karnym.

- Trafne konkluzje w zakresie tego porozumienia sformułował sąd, który w wytycznych dla prokuratury zalecił, by ponownie oceniła okoliczności jego zawarcia – mówi Marek Topór.

„Świadczenie uiszczone na rzecz Pawła Szulca w ramach tego porozumienia mogłoby co najwyżej stanowić częściową rekompensatę szkody majątkowej powstałej w wyniku popełnionych na jego szkodę przestępstw” – czytamy w uzasadnieniu sądu.

Z kolei Szymon J., Cezary Jarząbek i Mariusz Adamczewski zgodnie podnoszą, że o żadnej szkodzie nie może być mowy, bo Salimondi i Ojeocan w latach, kiedy doszło do fałszerstw, miały większe długi niż aktywa.

Kto ma rację, powinna ustalić prokuratura, ale przez kilka lat śledztwa tego nie zrobiła. To dlatego sąd nakazał jej zabezpieczenie pełnej dokumentacji finansowej spółek zależnych od Salimondi i Ojeocana, a następnie powołanie biegłych, którzy wyceniliby wartość realizowanych przez nie projektów deweloperskich i energetycznych.

Przelew na 6 mln zł

Tymczasem Mariusz Adamczewski podnosi, że Paweł Szulc mimo formalnego udziału w spółce Ojeocan „nigdy nie pełnił roli aktywnego inwestora, udziałowca ani członka zarządu tej spółki”, a także „nie zainwestował w nią czy przez nią przysłowiowej złotówki”.

- Panowie J. i Szulc byli wieloletnimi przyjaciółmi, a ja zostałem w tę sytuację uwikłany w sposób przypadkowy – przekonuje Mariusz Adamczewski.

Zaznacza, że również porozumienie z marca 2015 r. było „elementem rozwiązania sporu” między Pawłem Szulcem a Szymonem J., a obciążanie go jakimikolwiek negatywnymi konsekwencjami tego porozumienia „nie ma żadnego uzasadnienia faktycznego”. Zdaniem Mariusza Adamczewskiego sąd wskazał też „na konieczność uzupełnienia materiału dowodowego w celu dokładnego zbadania" jego ">>ewentualnego<< uczestnictwa w tej sprawie”.

Nie zgadza się z tym Marek Topór. Według niego sąd przesądził, że również Mariusz Adamczewski uczestniczył w przestępczym procederze. Pełnomocnik Pawła Szulca przypomina też, że to właśnie Mariusz Adamczewski, jako prezes Ojeocana, przelał z tej spółki około 6 mln zł na rzecz jego klienta w wykonaniu porozumienia z marca 2015 r.

Problemy z prawem

Marek Topór podkreśla też, że „wszyscy trzej członkowie grupy działającej na szkodę Pawła Szulca albo mają już postawione zarzuty w sprawach innych przestępstw gospodarczych, albo zostali za takie przestępstwa prawomocnie skazani”.

Jak już wspomnieliśmy, Szymon J. faktycznie został skazany i jest podejrzany, a Cezary Jarząbek oskarżony. A Mariusz Adamczewski? W śledztwie dotyczącym oszukiwania zagranicznych funduszy inwestycyjnych przy skupie akcji pracowniczych firm energetycznych podejrzany jest o: udział w zorganizowanej grupie przestępczej kierowanej przez Szymona J., pranie pieniędzy i usiłowanie oszustwa.

Sprawa dotyczy wydarzeń z lat 2009-13, kiedy to kontrolowane przez Szymona J. cypryjskie spółki Yemadel i Zelikan na podstawie umów z zagranicznymi funduszami inwestycyjnymi miały skupować akcje pracownicze wydawane załogom polskich spółek państwowych przy okazji prywatyzacji. Chodziło o walory firm energetycznych — m.in. JSW, Energi oraz PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna (PGE GiEK; w jej wypadku akcje miały być z zyskiem zamieniane na walory spółki matki).

Z ustaleń prokuratury wynika, że duża część pieniędzy przekazanych Szymonowi J. została przez niego wykorzystana na zupełnie inne cele niż zakup akcji pracowniczych. Na około 100 mln zł oszukane zostały duże fundusze inwestycyjne, specjalizujące się w inwestycjach na rynkach wschodzących: brytyjskie Spinnaker oraz Charlemagne Capital, a także mający szwedzkie korzenie East Capital.

Jaką rolę w całej sprawie odegrał Mariusz Adamczewski? Z ustaleń PB wynika, że widniał na sfałszowanym pełnomocnictwie upoważniającym go do sprzedaży akcji PGE GiEK, wydanym rzekomo w imieniu Spinnakera, a także był większościowym udziałowcem i prezesem Agmy Investment, jednej z firm, które na zlecenie Szymona J. skupowały akcje pracownicze.

To, że powyższe pełnomocnictwo było sfałszowane, wyszło na jaw przy okazji innej sprawy: głośnej plajty niemieckiej firmy inwestycyjnej Deutsche Capital Management (DCM), w której również maczał palce Szymon J., co opisaliśmy w PB.

Mariusz Adamczewski (zgadza się na podawanie pełnych danych osobowych) nie przyznaje się do winy. I zapewnia, że przedłożył w prokuraturze „liczne dokumenty” stojące w oczywistej sprzeczności z wnioskami wynikającymi z tych zarzutów oraz niektórymi twierdzeniami sądu, które przywołaliśmy.

- Oczekuję już od wielu lat, że w toku dalszych działań będę miał możliwość ostatecznego oczyszczenia mojego imienia - puentuje Mariusz Adamczewski.

Możesz zainteresować się również: