Gumowy wszechświat

Agnieszka Ostojska- Badziak
opublikowano: 25-04-2008, 00:00

Na genialne pomysły wpada się często przypadkiem. Wiedział o tym Charles Goodyear — wynalazca, który zupełnie nie miał smykałki do interesów. Zmarł w nędzy, zostawiając rodzinie w spuściźnie olbrzymie długi.

W środku lata 1834 r. handlarz narzędziami z Filadelfii pojawił się w nowojorskim sklepie Roxbury India Rubber Co. — pierwszym w Ameryce z wyrobami gumowymi. Zaprezentował właścicielowi nowy pomysł: gumowy wentyl. Młodym wynalazcą był Charles Goodyear. Niestety, firma Roxbury India Rubber Co. walczyła o przetrwanie, a właściciel w produkcji wentyli nie widział przyszłości. Wskazał gościowi przyczynę problemów: sterty gumowych produktów, które stopiły się — pod wpływem wyższej temperatury — do postaci cuchnącego kleju. Tę maź zwracali wściekli klienci. Zarządzający fabryką musieli zakopać śmierdzące pozostałości po produkcji, w którą zainwestowali 20 tys. dol.

Kauczukowe zawirowania

Moda na gumowe wyroby w latach 30. XIX w. minęła równie szybko, jak się pojawiła. Początkowo każdy chciał mieć nowatorską rzecz nieprzepuszczającą wody, wykonaną z nowoczesnego surowca z Brazylii. Ale w końcu klienci mieli dosyć wyrobów, które zamarzają na kamień w zimie, a topią się latem. Żadna z firm wytwarzających gumę nie przetrwała dłużej niż pięć lat. I inwestorzy stracili krocie.

Goodyear był jednak zafascynowany gumowym surowcem. Wrócił do Filadelfii. Tam — ponownie — wylądował w więzieniu. Za długi. I nie była to jego ostatnia wizyta w tym miejscu i z tego powodu. Poprosił żonę, by przyniosła mu za kratki garść surowej, nieobrobionej gumy i wałek do ciasta. W celi zajął się pierwszymi gumowymi eksperymentami.

Jeżeli guma jest naturalnie kleistą substancją, to dlaczego nie wysuszyć jej przez wymieszanie z proszkiem, by ten lepkość wchłonął? Może takim idealnym proszkiem byłby ten magnezowy, dostępny w aptekach… — zastanawiał się.

Pomysł był strzałem w dziesiątkę. Charles, jego żona i malutka córeczka wyprodukowali w kuchni kilkaset par obuwia, podzelowanego gumą z proszkiem magnezowym. Zanim jednak udało im się je sprzedać, przyszło lato. I buty zmieniły się w bezkształtną masę. A sąsiedzi narzekali na smród palonej gumy.

Goodyearowie przenieśli się do Nowego Jorku. Wielu znajomych napominało Charlesa, że guma nie jest surowcem z przyszłością. Ale uparł się jednak. Teraz do wyrobów dodawał już dwa składniki wysuszające: proszek magnezowy i wapno gaszone. Guma zaczęła być bardziej odporna — pierwszy sukces! Na nowojorskiej wystawie dostał medal.

Kwasem azotowym...

Za wszelką cenę starał się sprzedawać swe produkty. Z gumy wyrabiał przedmioty dekoracyjne — kolorował je, ozdabiał, byle ktoś je zechciał... Aż postanowił ponownie wykorzystać jeden z elementów dekoracji. By odzyskać brązową, pierwotną barwę, potraktował gumę kwasem azotowym. Stała się czarna, więc eksperymentator ją wyrzucił.

Ale nietypowe zachowanie się gumy nie dawało mu spokoju. Po kilku dniach odnalazł gumowy skrawek w stercie śmieci. Kwas azotowy tak podziałał na gumę, że stała się sucha i gładka jak materiał! Nigdy też nie była równie twarda. Nowe właściwości przyciągnęły inwestora (wyłożył kilka tysięcy na rozpoczęcie produkcji). Panika 1837 r. na rynkach finansowych spowodowała jednak, że szybko wycofał kapitał. I tak Charles Goodyear wraz rodziną (a dzieci przybywało) znaleźli się bez grosza. Koczowali w opuszczonej fabryce gumy na Staten Island, żywiąc się rybami złowionymi przez niedocenianego wynalazcę. Po pięciu latach eksperymentów jego bliscy byli na skraju wyczerpania. Sąsiedzi litowali się nad dziećmi, dając im mleko i kawałek pola, by miały gdzie uprawiać ziemniaki.

...siarką i temperaturą

Zimą 1839 r. Goodyear odkrył, że w reakcji z siarką i wysoką temperaturą guma przekształca się z kleistą, elastyczną substancję. Chciał tylko pozbyć się z dłoni kolejnego lepkiego efektu doświadczenia. Zaczął machać rękami i część z tego, co miał na palcach, wylądowała na piecu. I tak odkrył elastyczny materiał w stu procentach odporny na pogodę. Tymczasem rodzina nie miała nic do jedzenia, a nowo narodzone dziecko zmarło. Z tuzina potomków małżeństwa Goodyearów w niemowlęctwie umarło aż sześcioro.

Goodyear chciał z gumy robić wszystko: banknoty, zabawki, żagle, kamizelki, krawaty, kapelusze... To była pierwsza substancja, w której ktoś zobaczył coś podobnie uniwersalnego, jak współczesny nam plastik.

Opatentował wynalazki: system wulkanizacji oraz technologię produkcji gumy, lecz — niestety — już za 3 dolary można było nabyć prawa do produkcji na podstawie patentu Goodyeara. W tamtych czasach zresztą większość produkcji odbywała się nielegalnie. By przeciwdziałać piratom, Goodyear wynajął adwokata — sekretarza stanu Daniela Webstera (ten zainkasował za prowadzenie rozmaitych spraw 15 tys. dol.!). Goodyear był też zbyt opieszały w wypełnianiu międzynarodowych wniosków patentowych. I kiedy w 1843 r. opracował system wulkanizacji, okazało się, że angielski wynalazca nazwiskiem Hancock złożył wniosek kilka tygodni wcześniej.

Order osadzonego

W 1850 r. na wystawie w Londynie i Paryżu Goodyear zbudował cały pawilon z gumy — od podłóg po dach. Niestety — ze względu na tymczasowe wstrzymanie jego francuskiego patentu nie miał z czego zapłacić rachunków. Dlatego trafił, jak sam to zaczął nazywać, do ulubionego hotelu dla niewypłacalnych, czyli do więzienia. Tam otrzymał Krzyż Legii Honorowej, przyznawany przez Napoleona III.

Zmarł w 1860 r. z 200 tys. dol. długu. Na szczęście jego syn Charles jr. otworzył fabrykę obuwia, która zapewniła rodzinie godziwe życie.

Narodziny giganta

Ani sam wynalazca, ani żaden z członków rodziny nigdy nie byli związani z firmą Goodyear. Powstała bowiem 28 lat po jego śmierci i została nazwana Goodyear Tire and Rubber Company.

Dziś na dwie osoby na ziemi przypada jedno drzewo kauczukowe. A życie bez wynalazków Goodyeara trudno sobie wyobrazić. Firma nazwana jego imieniem jest jednym z największych na świecie producentów opon. Prócz tego wytwarza wyroby gumowe oraz środki chemiczne w ponad 60 zakładach w 26 krajach, zatrudniając ponad 70 tys. pracowników. W Polsce oferuje opony takich marek, jak: Goodyear, Dunlop, Fulda, Sava i Dębica. Jest także głównym akcjonariuszem Firmy Oponiarskiej Dębica.

Sam Charles Goodyear spodziewał się takiego obrotu wydarzeń. Wielokrotnie powtarzał: „Życia nie można oceniać jedynie poprzez standardy wyznaczane przez dolary i centy. Nie mam prawa narzekać, że ja sieję, a inni zbiorą plony. Człowiek ma prawo narzekać dopiero wtedy, gdy widzi, że zbiorów nie będzie wcale”. Są, panie Goodyear.

Agnieszka Ostojska-Badziak

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Ostojska- Badziak

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu