Idą tłuste lata dla e-handlu

Wiktor Szczepaniak
opublikowano: 2006-08-01 00:00

Według brytyjskich ekspertów wartość zakupów przez internet wzrośnie w Polsce do 2010 r. o 300 proc. i osiągnie 4 mld EUR.

Choć 30 proc. Polaków ma już dostęp do internetu, to pod tym względem daleko nam jeszcze do większości krajów UE (średnia 50 proc.). Z powodu tego zapóźnienia eksperci spodziewają się jednak wysokiej dynamiki rozwoju internetu i eksplozji handlu elektronicznego w Polsce w ciągu najbliższych lat.

Przegonić Holendrów

Z najnowszego raportu brytyjskiej firmy badawczej Mintel, poświęconego perspektywom detalicznego handlu internetowego, wynika, że w 2005 r. Polska zajęła ósme miejsce w Europie pod względem jego wartości. Obroty polskiego e-handlu wzrosły do 1,1 mld EUR z 0,6 mld w 2004 r. To jednak nic w porównaniu z tym, co ma nadejść. Mintel prognozuje, że do 2010 r. polski handel internetowy wzrośnie o blisko 300 proc. — do 4 mld EUR. Dzięki temu Polska ma wyprzedzić takie kraje jak Holandia i Szwecja, a udział e-handlu w całej sprzedaży detalicznej ma zwiększyć się z jednego do ponad czterech procent. Motorami wzrostu ma być rozwój dostępu do szerokopasmowego internetu, spadek popularności sprzedaży za pośrednictwem zamówień pocztowych, a także wzrost inwestycji firm handlowych w rozwój i promocję sprzedaży internetowej z dostawą do domu.

Przedstawiciele polskiego handlu w sieci też są optymistami.

— Potencjał e-commerce jest olbrzymi. Na razie jego udział procentowy w handlu detalicznym jest znikomy, stąd cały czas możliwe są przyrosty sprzedaży na poziomie kilkuset lub kilkudziesięciu procent, co w handlu tradycyjnym jest rzadkością — mówi Piotr Wtulich, członek zarządu sklepu internetowego Merlin.pl.

Delikatesy w sieci

Podkreśla on, że w USA i zachodniej Europie już większość internautów kupuje w sieci, podczas gdy w Polsce dopiero niewiele ponad 1/3 korzystających z internetu. To się jednak także zmienia.

— W 2005 r. mogliśmy zauważyć wyraźny przełom w e-commerce. Duża dynamika wzrostu sprzedaży jest też widoczna w naszym sklepie w tym roku. W I kwartale osiągnęliśmy 50-procentowy wzrost sprzedaży w porównaniu z tym samym okresem 2005 r. To zdecydowane przyspieszenie i to mimo wyraźnie większej konkurencji w naszej branży — dodaje Piotr Wtulich.

Jego zdaniem, w przyszłości będzie malało znaczenie aukcji internetowych, a coraz mocniejszą pozycję będą miały wirtualne centra handlowe i autonomiczne sklepy, a także serwisy wyspecjalizowane w sprzedaży niszowych produktów i usług.

Na razie aukcje mają się dobrze.

— Polski e-commerce nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Największą bolączką naszego biznesu są wciąż wysokie koszty stałego dostępu do internetu. Na szczęście dostępność do tego typu usług z roku na rok wzrasta — mówi Bartek Szambelan, rzecznik portalu aukcyjnego Allegro.pl, którego obroty wzrosły w 2005 do 1,5 mld zł z 851 mln rok wcześniej.

Sprzedaż przez internet rozwijają też tradycyjni detaliści dóbr szybko zbywalnych (FMCG).

— Możliwość robienia zakupów przez internet z dostawą do domu oferujemy już w Poznaniu, Warszawie i Bydgoszczy, a w tym roku wprowadzimy ją także we Wrocławiu — mówi Błażej Patryn, rzecznik sieci supermarketów spożywczych Piotr i Paweł.

Zapewnia, że ta działalność jest opłacalna i firma będzie ją dalej promować. Na tym polu ma jednak konkurencję — m.in. sieci E. Leclerc oraz Bomi.