Nowe technologie mają stanowić 20 proc. przychodów ITI. Internet ma rosnąć organicznie, choć w grę wchodzą też akwizycje i sojusze.
Grupa ITI od kilku miesięcy dość enigmatycznie zapowiada, że nowe technologie to jeden z priorytetów rozwoju medialnego holdingu. Specjalnie zatrudniła w tym celu Bogusława Kułakowskiego, wcześniej szefa Polskiej Telefonii Cyfrowej, operatora sieci Era i Heyah. Teraz uchyliła rąbka tajemnicy.
— Zakładamy, że internet i projekty z nim związane będą odgrywały coraz bardziej istotną rolę w wynikach całej grupy. W perspektywie pięcioletniej udział tego typu działalności w całości przychodów ma przekroczyć 20 proc. — mówi Wojciech Kostrzewa, prezes i dyrektor generalny grupy ITI.
Na razie działalność internetowa daje grupie 80 mln zł przychodów rocznie, czyli ponad 7 proc. wpływów.
W I półroczu 2005 przychody Onetu (9,7 mln EUR) stanowiły blisko 6 proc. przychodów grupy ITI. Jeśli udział ten ma wzrosnąć do 20 proc. w 2010 r., przychody Onetu musiałyby za pięć lat zwiększyć się do około 87 mln EUR (350 mln zł) rocznie. Konserwatywnie zakładając, że w II półroczu ITI powtórzy wyniki poprzedniego, sprzedaż TVN będzie w następnych latach rosła w tempie 7 proc. rocznie, Multikina i Legii Warszawa nie zmieni się, a ITI Film Studio, ITI Cinema i Impresariat ITI wzrośnie co roku o 10 proc.
Za drogie komórki?
Onet.pl chce szerzej wejść w działalność telekomunikacyjną, wprowadzić do oferty szerokopasmowy dostęp do internetu i dystrybucję płatnych treści, m.in. programów telewizyjnych, sportu czy muzyki. Jednym z pomysłów jest rozpoczęcie działalności jako wirtualny operator komórkowy (MVNO). Zezwolenie na świadczenie takich usług Onet posiada od ponad dwóch lat. Jednak o ile do tej pory ITI, większościowy właściciel Onetu, dość optymistycznie wypowiadał się o możliwości realizacji tego pomysłu, o tyle teraz wydaje się zmieniać zdanie.
— Nie jestem przekonany, czy uda się wygenerować sensowne marże pozwalające na satysfakcjonujący zwrot nakładów. Decyzję podejmiemy do końca roku — mówi Wojciech Kostrzewa.
To o tyle dziwne, że już w tym roku ma zostać wprowadzony obowiązek roamingu wewnętrznego. Do tej pory wirtualni operatorzy nie mogli się rozwijać głównie dlatego, że żadna z istniejących sieci nie chciała z nimi podpisać umów.
Rynek wart grzechu
Onet myśli też o zaoferowaniu usługi, która byłaby odpowiednikiem prasowych ogłoszeń drobnych. Na razie firma bada możliwości technologiczne, ale taka usługa może pojawić się w ofercie jeszcze w tym roku.
— Do internetu może się przenieść nawet 20 proc. tego rynku —uważa Wojciech Kostrzewa.
To naprawdę ogromny rynek. Z danych cennikowych Expert Monitora wynika, że wpływy z ogłoszeń drobnych w gazetach i magazynach wyniosły 2,3 mld zł w ciągu siedmiu miesięcy tego roku.
Szef ITI powtórzył też, że koncern medialny rozważa akwizycje na rynku internetowym, ale nie chciał podać żadnych konkretów.
Na starych śmieciach
Możliwości rozwoju w Polsce są na tyle duże, że grupa ITI nie myśli o inwestycjach zagranicznych.
— Wyjście za granicę jest ostatnim krokiem, na jaki możemy sobie teraz pozwolić — mówi Wojciech Kostrzewa.
Właściciel stacji TVN przygląda się natomiast uważnie konkurencji, która może wejść do Polski.
— Na rynku europejskim zaczyna się dużo dziać. Życie w przekonaniu, że zagraniczni gracze nie spróbują sił u nas, jest iluzją — mówi Wojciech Kostrzewa.
Zagraniczne stacje na razie mają utrudnione możliwości bezpośredniego wejścia na rynek telewizyjny, bo częstotliwości są rozdane, a właściciele obecnych w Polsce stacji nie palą się do sprzedaży.
— Jedną z możliwości jest stworzenie kanału tematycznego — mówi Wojciech Kostrzewa.
Okiem eksperta
Dwa filary grupy
Największe znaczenie dla zwiększenia udziału internetu w przychodach grupy mają wzrost rynku reklamy internetowej i możliwość konsolidacji. Udział przychodów internetowych powinien rosnąć proporcjonalnie szybciej w stosunku do innych przychodów grupy ITI, na przykład reklamy telewizyjnej. To obecnie najbardziej dynamiczny rynek.
Można się też spodziewać działań zmierzających do konsolidacji rynku internetowego. Liderzy zaczynają zarabiać, ale niekoniecznie dotyczy to mniejszych firm, które są dobrymi kandydatami do przejęcia.
Włodzimierz Giller analityk DB Securities