Podatnicy złożyli więcej wniosków o interpretacje podatkowe i więcej ich uzyskały niż w najsłabszym 2008 r.
Parafrazując klasyka, można powiedzieć, że wiadomość o śmierci instytucji wiążących interpretacji podatkowych jest grubo przesadzona. Z danych uzyskanych w Ministerstwie Finansów (MF) wynika, że w ubiegłym roku obywatele i przedsiębiorcy złożyli 28,4 tys. wniosków o interpretacje. To o 2 tys. więcej niż w 2008 r. Zainteresowanie więc wzrosło, lecz i tak jest ono dość marne w porównaniu z rekordowym 2005 r., kiedy to wpłynęło ich aż 70 tys. W minionym roku resort finansów wydał 28,1 tys. interpretacji, czyli o 3,9 tys. więcej niż w 2008 r. (w rekordowym 2005 r. aż 60 tys.).
Skąd się wziął ten niewielki, aczkolwiek zauważalny, wzrost zainteresowania interpretacjami?
— Przez kilka lat podatnicy tłumnie występowali o interpretacje. Po pewnym czasie rynek się nimi nasycił, bo w obiegu było ich grubo ponad 200 tys. Dlatego dołek w 2008 r. był zrozumiały. Teraz mamy lekkie odbicie. I to też jest naturalne. Prawo podatkowe nadal jest tak zagmatwane, że mało kto je rozumie. Zresztą, podatnicy zwracają się o interpretacje także w błahych i prostych sprawach. Ta podkładka się przydaje, bo nigdy nie wiadomo, jak zachowa się fiskus. Lepiej więc chuchać na zimne — mówi prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów.
Wiążące interpretacje wprowadził 1 stycznia 2005 r. rząd Marka Belki po ciężkiej batalii z resortem finansów. Zostały okrzyknięte największą zdobyczą ustawy o swobodzie gospodarczej. Uzyskanie wiążącej interpretacji oznaczało wzmocnienie pozycji podatnika w relacji z fiskusem. Jej wartość ochronna polegała na tym, że podatnik nie ponosił żadnych konsekwencji (nawet nie płacił zaległego podatku), gdy interpretacja okazała się błędna i została zmieniona. Popularność "wiążącej" nie podobała się Zycie Gilowskiej, minister finansów w rządzie PiS. W lipcu 2007 r. wprowadziła przepisy znacznie osłabiające interpretacje. Od tamtej pory po zmianie błędnej interpretacji podatnik musi dopłacić zaległość. Dobrze, że nie wszystkie okazują się błędne.