Jago wiele sobie obiecuje po chińskich pracownikach, którzy wkrótce pojawią się w jego chłodni. Podobnie jak po kolejnych przejęciach.
Dystrybutor mrożonek jeszcze niedawno miał ogromne problemy ze znalezieniem pracowników do nowo otwartej chłodni w Bieniewie. Tak poważne, że momentami rozważał powrócenie z działalnością do poprzednich lokalizacji. Ale znalazł rozwiązanie.
— Zatrudnimy w Bieniewie 50 pracowników z Chin. Wiele sobie po tym projekcie obiecujemy, przede wszystkim ze względu na wydajność i pensje tych ludzi. Pracownicy przyjadą do nas w listopadzie, na trzy lata — mówi Wojciech Antkowiak, prezes Jago.
Szacuje, że zatrudnienie Chińczyków będzie dla spółki o blisko 17 proc. tańsze niż zatrudnienie tej samej liczby Polaków. I to po uwzględnieniu m.in. kosztów pakietu socjalnego, który mają zagwarantowany zagraniczni pracownicy.
"Chiński" projekt uwolni Jago od palącego problemu z pracownikami, ale zarząd i tak ma co robić. Jest po dwóch przejęciach (Chłodnia Łódź i Etka) i w trakcie trzeciego (Chłodnia Milagros), a w kolejce czekają jeszcze dwie transakcje.
— Do końca roku dopniemy jeszcze jedną akwizycję, przynajmniej pod względem formalnym. Do drugiej natomiast może dojść na przełomie roku — zapowiada Wojciech Antkowiak.
O firmach, z którymi Jago rozmawia o współpracy, wiadomo tylko tyle, że zajmują się logistyką i przynoszą po 30 mln zł obrotów rocznie.
— Lada chwila ruszymy z audytami w tych przedsiębiorstwach. Rozmowy są trudne ze względu na skomplikowaną strukturę właścicielską — podkreśla Wojciech Antkowiak.
Przejęcia podbiją sprzedaż Jago, ale prezes wzbrania się przed ujawnianiem prognoz na ten rok i kolejne lata.
— Szacujemy wstępnie, że w tym roku sprzedaż wyniesie blisko 200 mln zł, a w przyszłym wzrośnie do 215 mln zł. Ten plan nie uwzględnia jednak efektów następnych przejęć — mówi Wojciech Antkowiak.
Z finansowaniem transakcji kapitałowych Jago nie powinno mieć problemu. Zamierza bowiem uzyskać 35 mln zł ze sprzedaży bieniewskiej chłodni na zasadzie leasingu zwrotnego.
— Do końca października powinniśmy już mieć te pieniądze. Transakcja trochę się opóźniła ze względu na globalny kryzys finansowy i zmianę postawy banku — wyjaśnia Sylwester Wojtaczka, dyrektor finansowy Jago.
To niejedyny sygnał o spowolnienia gospodarczym, który czuje już Jago.
— Widać pewne spowolnienie na rynku i spadek zamówień — stwierdza Wojciech Antkowiak.