Jak PPProjektować bez PPPrawa

Rafał Kerger
01-06-2006, 00:00

Tychy i Jankowice to dwa przykłady, jak realizować PPP bez funkcjonującej ustawy i rozporządzeń. I bez łaski.

Z partnerstwem publiczno-prywatnym jest jak ze świętym Graalem. Wielu o nim mówi, wielu marzy, ale nikt go jeszcze nie widział. Tymczasem gminy mają już dość czekania na akty wykonawcze do przełomowego prawa uchwalonego jeszcze przez poprzedni parlament, które weszło w życie w październiku ubiegłego roku. Projekty PPP — tak czy inaczej — powstają. Nawet, z pomocą ekspertów ze Szkoły Głównej Handlowej (SGH), skonstruowano pierwsze dwa. Współpraca biznesu i samorządu jest w nich tak zestawiona, że brak rozporządzeń dotyczących umów PPP i tym podobnych detali nie będzie przeszkodą.

W Tarnowie Podgórnym

W Jankowicach, w liczącej 17 tys. mieszkańców podpoznańskiej gminie Tarnowo Podgórne, właśnie wybierany jest prywatny partner, który miałby wziąć udział w zagospodarowaniu zabytkowego zespołu pałacowo-parkowego. Dziś w jego skład wchodzą: wymagający generalnego remontu budynek zabytkowego pałacyku, zabytkowa oficyna i ponadosiemnastohektarowy park. Ma tu za blisko 10 mln zł powstać centrum hotelowo-konferencyjno-szkoleniowe oraz pensjonat o wysokim standardzie dla osób samotnych.

Dlaczego ten projekt ma być publiczno-prywatnym partnerstwem?

— Koszty modernizacji rozłożą się między gminę i partnera prywatnego mniej więcej po połowie. W zamian za swoje zaangażowanie wybrany przedsiębiorca będzie przez 10 do 20 lat użytkował centrum. Długość koncesji wzrastać będzie proporcjonalnie do wysokości sumy, jaką inwestor włoży w modernizację kompleksu — tłumaczy Remigiusz Górniak, ekspert z SGH.

Gmina zdecydowała się na taki model przywrócenia do życia zabytkowego kompleksu z dwóch powodów. Po pierwsze, nie chce go sprzedawać. Po drugie, sama nie ma dość pieniędzy.

Szkoła w Tychach

Zespół szkół municypalnych w Tychach na miał być jednym z największych w kraju kompleksów edukacyjnych z podstawówką, kilkoma szkołami średnimi, wyższą uczelnią, basenem i z boiskami. W 2000 r. budowa stanęła, bo zabrakło pieniędzy. Sprawą zajął się prokurator, bo kosztorys na ponad 30 mln zł był zupełnie niedoszacowany. Pieniądze skończyły się po wybudowaniu 80 proc. stanu surowego. Dziś miasto nie ma pieniędzy i motywacji na dokończenie kolosa.

Tychy od dawna bezskutecznie próbują zainteresować budynkiem przyszłych inwestorów. Jest już jednak kolejny plan, a raczej PPPlan, jak zagospodarować budowę.

— Najpierw czekaliśmy na rozporządzenia do ustawy o PPP. Ale już nie będziemy — ileż można? Prowadzimy zaawansowane rozmowy z inwestorami, którzy wspólnie z nami mogliby zaistnieć w tej formule — mówi Marcin Nawrocki, prezes stworzonej przez miasto spółki Śródmieście, administrującej budową i odpowiadającej za ofertę inwestycyjną Tychów.

Zainteresowana niedoszłą szkołą jest m.in. Crowley Infrastructure Development Group. Może partnerzy stworzą tu mediatekę (nowoczesne centrum informacyjno- -biblioteczne jak we Wrocławiu)? Może centrum konferencyjne? Albo prywatną szkołę wyższą? Może centrum administracyjne (back office) dla korporacji? W grę wchodzi prawie każda branża, nawet handel, byleby niedoszły zespół szkół municypalnych zaczął żyć.

— Możliwości zorganizowania — mimo niedziałającego prawa —transakcji w formule PPP widzimy dwie. Pierwsza to powołanie z partnerem prywatnym spółki celowej zgodnie z prawem komunalnym. Wnieślibyśmy do niej niedokończoną inwestycję, w zamian obejmując udziały. Inwestor, który dokończyłby i zaadaptował obiekt, też objąłby w spółce udziały — proporcjonalnie do wysokości nakładów. Potem razem czerpalibyśmy zyski z funkcjonującego tu przedsięwzięcia — tłumaczy Marcin Nawrocki.

Druga możliwość? Miasto dzierżawi inwestorowi dokończony za jego pieniądze obiekt na 10, 20 czy 30 lat, prawie za symboliczną złotówkę.

Czyli można?

Profesor Michał Kulesza, ekspert w dziedzinie partnerstwa publiczno-prywatnego w Polsce, może godzinami opowiadać o prawnych podwalinach samorządowo-przedsiębiorczych projektów. Zwykle spokojnie i rzeczowo, ale niedawno nie wytrzymał.

— To, że wciąż brak aktów wykonawczych do ustawy o partnerstwie publiczno-prywatnym, nadaje się do Trybunału Stanu — wypalił podczas wykładu dla studentów Szkoły Głównej Handlowej.

Na funkcjonujące prawo o PPP jest w Polsce zapotrzebowanie. Jednak tyskie i jankowickie przykłady pokazują, że projekty publiczno- -prywatne można śmiało w Polsce próbować realizować, mimo rządowych zaniedbań.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Kerger

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Jak PPProjektować bez PPPrawa