Japońska duma z pracy i indyjski optymizm

opublikowano: 11-10-2021, 16:09

Sztywna hierarchia w firmach z Japonii i dyskryminacja kobiet nie przeszkodziła Katarzynie Józefowicz, która dziś kieruje centrum Credit Suisse we Wrocławiu, znaleźć w tym kraju godnych naśladowania rozwiązań.

„PB”: Jak się pracuje w Japonii?

Katarzyna Józefowicz: Japońska kultura charakteryzuje się wysokim poziomem lojalności. Nie jest niczym dziwnym, że pracuje się całe życie dla jednej firmy, zresztą tradycyjne japońskie firmy rzadko pozbywają się pracowników. Jak w wielu kulturach azjatyckich, dobro społeczności jest ważniejsze niż dobro jednostki. Bardzo ważne jest zachowanie harmonii w grupie, czego negatywnym skutkiem jest niekwestionowanie autorytetów i brak sprzeciwu, jeśli jakieś złe decyzje są podejmowane przez osoby starsze rangą. W moim komitecie zarządczym na 12 osób było ze mną włącznie czterech cudzoziemców i na spotkaniach to nasza grupa głównie zabierała głos.

Z czego to wynikało?

Przede wszystkim z tego, że w ich kulturze się mniej mówi, więcej słucha, być może trochę przytłaczaliśmy ich swoją osobowością, bo wśród obcokrajowców oprócz mnie było dwóch Hindusów i Wenezuelczyk. Byliśmy z kultury korporacyjnej, w której w sposobie wypowiadania liczy się prędkość. Trzeba się wypowiedzieć szybko i głośno. To nie było częścią ich kultury. Oni spokojnie po spotkaniu przekazywali to, co mieli do przekazania.

Jak? Na piśmie?

Albo przez innych pracowników.

Co z japońskiej kultury przeniosłaby pani do Polski?

Na pewno byłaby to godność i duma z wykonywanej pracy. Często obserwowałam osoby wykonujące żmudne i powtarzalne zadania, zawsze z uśmiechem i wielką uprzejmością w stosunku do klientów. Pamiętam np. starszego pana w metrze, który trzymał w rękach tablicę informującą, że z uwagi na roboty trzeba przechodzić do innego wyjścia. Mimo że było to banalne zajęcie, stał, uśmiechał się do przechodzących i chętnie tłumaczył, o co chodzi.

Ma pani jakieś ciekawe korporacyjne historie z Japonii?

Kiedyś wręczyłam pracownikom nagrody i czułam, że jeden z moich kluczowych menedżerów był wyraźnie sfrustrowany. Okazało się, że popełniłam błąd, wręczając te same nagrody w tym samym czasie pracownikom różnej rangi. Długo też nie mogłam się przyzwyczaić, że podczas spotkania japońscy pracownicy, zwłaszcza starsi, na kilka albo kilkadziesiąt sekund zamykali oczy. Dla mnie to wyglądało tak, jakby ucinali sobie drzemki. Było to jednak oznaką szacunku, skupienia, uwagi, że się nad czymś zastanawiają i głęboko myślą. Podczas wizyt u naszych japońskich kontrahentów obowiązywała ścisła hierarchia, np. dyrektor finansowy mógł być na tym spotkaniu tylko wówczas, jeśli po drugiej stronie też był taki dyrektor. Sposób siedzenia przy stole też był bardzo konkretnie określony. Siedziało się zawsze naprzeciwko swojego odpowiednika, w określonej kolejności, a osoba najwyższa rangą siedziała przy środkowej części stołu. Z mniej przyjemnych rzeczy źle wspominam, gdy jedna z największych firm japońskich nie zaakceptowała kobiety w roli osoby do kontaktu. Był to bardzo ważny klient, więc tak się stało.

To były lata 2005-07. Czy w dziś byłoby to możliwe?

Coś się zmienia, ale powoli. Gdy byłam w Japonii, starszy syn cesarza i następca tronu miał córeczkę. Toczyła się dyskusja o dziedziczeniu tronu przez nią, co byłoby olbrzymią zmianą. Żona młodszego syna urodziła jednak chłopca, który stał się kolejnym następcą tronu. Panowało poczucie, że posiadanie pierwszej cesarzowej byłoby krokiem naprzód.

A jak się pracowało w Indiach?

Bardzo dobrze. W moim zespole finansowym prawie wszyscy mieli uprawnienia indyjskiego biegłego księgowego, a to są elitarne kwalifikacje — w Indiach egzamin zdaje niewielki procent przystępujących, bo tak wysoko jest ustawiona poprzeczka. Styl pracy i komunikacji nie różni się bardzo od polskiego, godziny pracy są zapewne nieco dłuższe, z drugiej strony wielu pracowników ma zapewnioną pomoc w domu: prawie wszyscy zatrudniają jakiś personel sprzątający, czasami kierowcę i kucharza. Są też dostępne wyspecjalizowane i bardzo fachowe opiekunki do dzieci. Z tego powodu kobietom jest łatwiej wrócić po urlopie macierzyńskim, oczywiście o ile rodzina zgadza się na taki powrót.

Co by pani przeniosła z Indii do Polski?

Optymistyczne podejście do życia i pracy. Zdarza się, że podejście jest zbyt optymistyczne i proponowany czas realizacji projektu albo jego zakres jest nierealistyczny, w Polsce natomiast mamy tendencję do omawiania wszystkich potencjalnych problemów, jakie mogą się pojawić, co samo w sobie nie jest złe, ale może brzmieć zniechęcająco.

Podcast Puls Biznesu do słuchania co piątek od rana w twojej aplikacji podcastowej oraz na pb.pl/dosluchania

Najnowszy: „Jak się pracuje w zagranicznej firmie”

goście: Sebastian Mikosz — IATA, Marek Zmysłowski — Sunroof, Marcin Lejman — Raqtan i dr Marek Suchar — Instytut Kształcenia Kadr

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane