Jesteśmy ofiarami kuszącej idei

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 18-08-2011, 00:00

Skrupulatnie i w bezpiecznym miejscu zanotowałem słowa Jolanty Fedak, że "rząd musi martwić się o to, co tu i teraz, a nie o to, co będzie za 15 lat". Być może za 15 lat, kiedy będę pisał tekst o sytuacji fiskalnej w Polsce, będę mógł zrobić z tej notatki użytek. Te słowa padły we wtorek, po tym, jak rząd przeznaczył 4 mld zł z Funduszu Rezerwy Demograficznej (FRD) na bieżące wydatki. Krok ten sprawia, że w 2011 r., kiedy sytuacja demograficzna Polski jest komfortowa (na rynku pracy są dwa wyże), przejadamy rezerwę, która miała ratować nasz budżet za kilkanaście lat, kiedy sytuacja demograficzna dramatycznie się pogorszy. Zresztą podobnie smaczne cytaty rządowych polityków można było wyłowić już w ubiegłym roku, kiedy ścinane były OFE, czyli inna rezerwa demograficzna. Wówczas też rząd przekonywał, że planowanie strategiczne nie ma sensu — liczy się tylko bieżący budżet.

Przypadki doraźnego łatania dziur budżetowych rezerwami OFE i FRD pokazują, że głównym celem wyłonionego po wyborach rządu powinno być zbilansowanie budżetu — by za kilka lat zerwać z koncepcją permanentnego deficytu. A owa koncepcja wiecznego życia na kredyt jest kusząca. Zakłada, że państwo może realizować inwestycje za pożyczone pieniądze, które oddawać będzie przyszłe pokolenie, bo ono też będzie z tych inwestycji korzystać. Jest w tym jakiś sens i trudno się dziwić, że politycy na całym świecie — ku uciesze instytucji finansowych — tę ideę podchwycili.

Są jednak dwa "ale". Po pierwsze, taka krótkowzroczna polityka doprowadziła do sytuacji, w której cały deficyt, czyli nowo zaciągany dług, nie wystarcza nawet na pokrycie odsetek od starego długu. Po drugie, utrzymywanie się deficytu sprawia, że politycy myślący w perspektywie najbliższych wyborów mają mocny argument: nie ma sensu tworzyć rezerw typu FRD czy OFE, bo oznacza to oszczędzanie na kredyt (pożyczamy pieniądze, by je odkładać). Gdyby rządowi udało się zejść z deficytem do zera — a przykłady Szwecji, Estonii, a niedługo pewnie też Włoch pokazują, że nie jest to utopia — takie tłumaczenie straciłoby rację bytu i wreszcie pojawiłaby się szansa na prowadzenie długookresowej polityki gospodarczej. Oby czerwcowa zapowiedź Jacka Rostowskiego, że rząd PO zbilansuje budżet do 2015 r., nie była tylko kiełbasą wyborczą rzuconą rozczarowanym mijającą kadencją.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Jesteśmy ofiarami kuszącej idei