Kandydat jak proszek do prania

Magdalena Wierzchowska
opublikowano: 2005-10-24 00:00

Kampanie Tuska i Kaczyńskiego miały wyrównany poziom. Choć nie za wysoki — oceniają specjaliści od marketingu.

To była wyrównana walka. Lech Kaczyński zaczął kampanię pierwszy, na marcowej konwencji Prawa i Sprawiedliwości (PiS), co pozwoliło mu długo utrzymywać pierwsze miejsce w sondażach prezydenckich. Z kolei Donald Tusk wysforował się na czoło sondaży dzięki wakacyjnej kampanii promocyjnej.

— Obu kandydatom dałbym mocne „czwórki” — na zachętę. Kaczyńskiemu za strategię, Tuskowi za realizację — mówi Piotr Łukasiewicz z agencji reklamowej McCann Erickson.

Zdaniem fachowców, cennym posunięciem było spozycjonowanie Lecha Kaczyńskiego wobec Donalda Tuska na osi Polska socjalna —Polska liberałów. Kandydat Platformy Obywatelskiej (PO) zebrał z kolei więcej pochwał za nawiązanie kontaktu emocjonalnego z odbiorcą i za profesjonalizm reklam.

— Spot z Donaldem Tuskiem chodzącym po kominach był strzałem w dziesiątkę. Historia z życia wzięta pomogła w poprawieniu jego wizerunku. Wcześniej oceniany był jako facet bez charakteru — mówi Jarosław Roszkowski z domu mediowego Starlink.

Politycy w tym roku po raz pierwszy zaczęli świadomie wykorzystywać reklamę i stosować klasyczne chwyty marketingowe do budowy wizerunku podczas kampanii.

— Spot PiS z pustą lodówką nie był sympatyczny, ale skuteczny. Koncepcja pochodzi z reklamy proszku, w której produkt jest pokazany jako lepszy niż zwykły proszek — mówi Piotr Łukasiewicz.

Eksperci podkreślają, że politycy przesadnie oszczędzali na fachowcach, zwłaszcza od kreacji.

— W ramach fałszywie pojętej oszczędności można wszystko robić samodzielnie, ale przy tak potężnych budżetach to duże ryzyko. Agencja mediowa powiedziałaby Donaldowi Tuskowi, że nie można pokazywać tych samych billboardów przez trzy miesiące, a tydzień przed końcem kampanii, gdy liczy się każdy głos, nie jest odpowiednim momentem na opowiastkę o czasach antycznych — twierdzi Piotr Łukasiewicz.

Obaj kandydaci wydali kilkanaście milionów złotych na kampanię, ale następne wybory będą wymagały większego profesjonalizmu i większych środków.

— Przy kolejnych wyborach prezydenckich kandydat będzie musiał mieć budżet nawet rzędu 30 mln zł, zwłaszcza w sytuacji, gdy nie będzie zdecydowanego lidera i walka będzie wyrównana — uważa Jarosław Roszkowski.

Możesz zainteresować się również: